21.12.2007

James Herriot: "Weterynarz w zaprzęgu"


Wybrałam się do biblioteki z nastawieniem, że wypożyczę coś z fantastyki. Na miejscu okazało się, że autorzy, których miałam na myśli, owszem, figurują w katalogu, ale ich (nieliczne) książki są akurat "w czytaniu". Może następnym razem dopisze mi szczęście. Za to znalazłam na półce kolejne części cyklu "Wszystkie zwierzęta małe i duże" James Herriota, których na próżno wypatrywałam w księgarniach.
"Weterynarz w zaprzęgu" to czwarty tom wspomnień Herriota. James jest już wspólnikiem swego dotychczasowego szefa Siegfrieda Farnona i mężem Helen. Trwa wojna i obaj z Siegfriedem zgłaszają się na ochotnika do RAF-u. Czekając na powołanie do wojska nadal prowadzą praktykę weterynaryjną w Darrowby. Herriot nie rozpisuje się na temat swojego małżeństwa, skupiając się na przypadkach, jakie przytrafiły mu się w pracy. Opisuje "cudowne" uzdrowienia zwierząt po zastosowaniu środków usypiających lub nieznanych wcześniej sulfonamidów. Jak w poprzednich tomach, tak i tu nie brakuje celnych i dowcipnych portretów mieszkańców Yorkshire, a także ich pupilów. W książkach Herriota nie tylko ludzie, ale i zwierzęta mają wyrazistą osobowość, jak choćby dwa pamiętliwe pieski, długo zachowujące urazę i każdy na swój sposób mszczące się za doznane upokorzenia. Tym razem autor niewiele pisze o braciach Farnon, za to więcej uwagi poświęca swojemu koledze po fachu, wybitnemu specjaliście od małych zwierząt, którego niezwykłą gościnność za każdym razem przychodziło mu odchorować.
Lubię gawędziarski styl Herriota, jego życzliwość dla ludzi i zwierząt oraz poczucie humoru, które sprawia, że pobłażliwie traktuje cudze przywary i potrafi śmiać się z siebie samego.

19.12.2007

Erich Maria Remarque: "Na Zachodzie bez zmian"


Najbardziej znana, pacyfistyczna powieść Remarque'a i zarazem jedna z najważniejszych książek o I wojnie światowej. Przedstawia przeżycia dziewiętnastolatka Pawła Bäumera, który razem z kolegami z klasy, za namową nauczyciela, zaciągnął się do wojska i trafił do okopów we Francji na froncie zachodnim. Tam młodzieńcze ideały i chęć walki za ojczyznę szybko się rozwiały w zderzeniu z koszmarem wojny pozycyjnej, gdzie żołnierze są jedynie mięsem armatnim. Nie ma nic heroicznego w nieustannym zabijaniu i umieraniu, jest tylko strach, cierpienie i bezsens. Zdarzają się chwile spokoju i odpoczynku, wyprawy na dziwki, gra w karty, rozmowy z kolegami, zajadanie kradzionej gęsi, ale potem znów trzeba wrócić na pierwszą linię. Nawet wyjazd do domu na urlop niesie ze sobą więcej smutku niż radości - matka jest ciężko chora, ojciec się zaharowuje, a cała rodzina cierpi nędzę. Paweł czuje się obco wśród cywilów, nie potrafi z nimi rozmawiać - nie może im opowiedzieć o swoich przeżyciach nawet gdyby umiał je przekazać. Dla niego i jego rówieśników wojna zdaje się trwać wiecznie, jakby wszystko, co miało miejsce wcześniej, przydarzyło się w innym życiu komuś innemu.
"Na Zachodzie bez zmian" przedstawia wojenną rzeczywistość bez upiększeń, w całej jej brutalności, ale bez epatowania makabrą. Huraganowy ogień artyleryjskiego ostrzału, ataki gazowe, zmasakrowane ciała, nędza lazaretów, wszy i szczury, głód, błoto i krew - wszystko to Remarque dostrzega i rejestruje okiem reportera. Nie przygląda się horrorowi przez szkło powiększające obracając go na wszystkie strony, jak to czyni wielu współczesnych pisarzy. W książce są fragmenty liryczne i wzruszające, ale nie ma w niej patosu, sentymentalizmu i tanich chwytów obliczonych na wyciśnięcie łez.
Rzadko sięgam po literaturę traktującą o wojnie. Po latach szkolnej edukacji, kiedy to nękano nas licznymi lekturami i filmami wojennymi, długo odczuwałam niechęć do martyrologii i batalistyki. "Na Zachodzie bez zmian" pożyczyłam w ramach nadrabiania zaległości - postanowiłam od czasu do czasu przeczytać coś z klasyki, w szczególności dzieła pisarzy, których do tej pory nie poznałam i przekonać się, co straciłam. Remarque spodobał mi się bardziej niż się spodziewałam i dzięki niemu zrozumiałam, co naprawdę znaczy określenie "stracone pokolenie": Czego mogą oczekiwać od nas, kiedy nadejdzie czas, że nie będzie wojny? Naszym zajęciem poprzez lata całe było zabijanie: to był pierwszy zawód w naszym istnieniu. Nasza wiedza o życiu ogranicza się do śmierci. Cóż jeszcze ma się stać potem? I co będzie z nami?
Dobra, uczciwa książka. I bardzo smutna.

11.12.2007

Arturo Pérez-Reverte: "Fechtmistrz"


Akcja powieści Péreza-Reverte toczy się w Madrycie w 1868 roku. Są to burzliwe czasy w historii Hiszpanii: częste zmiany rządów, dworskie intrygi, bunty w szeregach wojska, spiski mające na celu obalenie monarchii, a przynajmniej usunięcie z tronu Izabeli II. Don Jaime Astarloa, tytułowy "Fechtmistrz", nie angażuje się po żadnej stronie. Nie interesuje go polityka, ignoruje plotki, żyje według własnych reguł z dala od zgiełku współczesnego świata. Jest reliktem minionej epoki - mistrzem szermierki, którą traktuje nie jak użyteczną umiejętność czy sport, ale swoisty rytuał ściśle złączony z kodeksem honorowym. Utrzymuje się z lekcji fechtunku udzielanych kilku bogatym klientom. Ponadto pracuje nad traktatem o sztuce szermierczej. Żyje skromnie, ma niewielu przyjaciół - ludzi podobnie jak on ubogich i samotnych, z którymi spotyka się przy kawie w ulubionej kawiarni. Ale nie ma godnego siebie następcy... I nagle w jego uporządkowane życie wtargnie piękna kobieta, a zaraz potem zbrodnia, zdrada i polityczna intryga.
Nareszcie powieść "jak Pan Bóg przykazał": tradycyjna w formie, bez udziwnień, eksperymentów formalnych, gier w ciuciubabkę z czytelnikiem, fajerwerków erudycji i innych postmodernistycznych ozdobników. Za to dobrze skomponowana, harmonijnie łącząca cechy dwóch gatunków: powieści kryminalnej i przygodowej, w stylu Aleksandra Dumasa. Z pozytywnym bohaterem, który jest wiarygodny mimo swoich anachronicznych cnót i wzruszającej wręcz naiwności.(A tak po prawdzie, czyż Don Kichot nie był anachronizmem w swojej epoce? Ludzie kryształowo uczciwi i ceniący honor ponad mamonę zawsze stanowili znikomą mniejszość.)
Narracja początkowo toczy się powoli, zgodnie z rytmem życia don Jaimego; w miarę rozwoju wydarzeń tempo akcji przyśpiesza.
"Fechtmistrz" spodobał mi się bardziej od współczesnej, nieco przegadanej "Królowej Południa": jest o połowę cieńszy i bardziej jednorodny w swojej prostocie. Przyjemności czytania nie zepsuła mi nawet przewidywalność rozwoju wydarzeń. Fakt, że brakuje tu elementu zaskoczenia - od początku wiadomo, że w finale musi dojść do pojedynku. Nie zdradzę więc żadnej tajemnicy, jeśli dodam, że don Jaime walcząc o życie odnajdzie wreszcie swojego Graala - mistrzowskie pchnięcie nie do odparcia.

09.12.2007

José Carlos Somoza: "Szkatułka z kości słoniowej"


Piętnastolatka z Madrytu uciekła z domu. Ostatni raz widziano ją w miasteczku letniskowym w Andaluzji, gdzie umówiła się na spotkanie ze swoją nauczycielką. Ale kiedy ta przybyła do Roquedal, nie zastała już dziewczyny, która wyprowadziła się ze schroniska i zniknęła bez śladu. Ojcem zaginionej jest bogaty przedsiębiorca, który prowadzi interesy nie przebierając w środkach, dosłownie po trupach. Może więc chodzić o porwanie dla okupu lub morderstwo podyktowane chęcią zemsty. Potentat zleca odnalezienie córki podstarzałemu płatnemu mordercy, z którego usług już wcześniej korzystał. Nauczycielka dziewczyny upiera się, żeby mu towarzyszyć w poszukiwaniach.
Przyznam, że początkowo z dwojga bohaterów więcej sympatii budził we mnie zawodowy killer. Gadatliwa pani profesor, przekonana o swojej racji, mimo iż całą wiedzę o współczesnej młodzieży zaczerpnęła z kilkuletniej pracy w żeńskiej szkole katolickiej oraz podręczników pedagogiki i psychologii, działała mi na nerwy. Wolałam małomównego i aż nazbyt doświadczonego życiowo Quirósa. Do czasu, bo trudno żywić ciepłe uczucia dla faceta, który niewiele myśli i odczuwa, i z jednakową skrupulatnością wykonuje polecenia, czy chodzi o zabicie niewinnych ludzi, czy poprzedniego zleceniodawcy.
Sięgnęłam po tę książkę zachęcona pochlebnymi opiniami o pisarstwie Somozy. Informacje na okładce zapowiadały rasowy kryminał, a nie czytałam dotąd hiszpańskiego przedstawiciela tego gatunku. Niestety, "Szkatułka z kości słoniowej" nie spełniła tych obietnic. Akcja się wręcz ślimaczy, a fabuła grzęźnie w licznych dygresjach - retrospekcjach, wspomnieniach, snach, opowiadaniach, które pisała zaginona dziewczyna. Niektóre z tych wtrętów są istotne dla dalszego rozwoju wypadków, inne - bez znaczenia. Zbyt wiele tu nieprawdopodobnych zbiegów okoliczności, a na koniec okazuje się, że właściwie nic nie jest tym, czym się wydawało, łącznie z tytułową szkatułką. Autor niepostrzeżenie wciąga czytelnika w jakąś grę, której reguły zna tylko on sam. Nie przepadam za takimi chwytami, choć przyznaję, że styl powieści jest oryginalny, a wiele obserwacji obyczajowych - trafnych. Odniosłam też wrażenie, że Somoza przypisuje nadmierne znaczenie, wręcz moc sprawczą słowu pisanemu, jakby dowartościowywał siebie jako pisarza. Toteż zdziwiła mnie jego wypowiedź: Nie można traktować literatury zbyt poważnie. Książki nie mogą zmieniać życia.(Gazeta Wyborcza, 2007-11-19). Ale czy można mu wierzyć? W swojej powieści dowiódł, że jest sprawny w sztuce manipulacji.

03.12.2007

Joseph Conrad: "Lord Jim"


Tytułowy bohater jako młody chłopak wybrał karierę oficera marynarki pod wpływem romantycznych wyobrażeń o życiu na morzu, które, w jego mniemaniu, miało obfitować w przygody i okazje do wykazania się odwagą. Nie wątpił, że w razie niebezpieczeństwa stanie na wysokości zadania i dokona bohaterskich czynów. Niestety, życie brutalnie zweryfikowało te marzenia: w momencie próby Jim w ślad za kapitanem i mechanikiem opuścił uszkodzony statek, pozostawiając pasażerów na łasce losu. Znalazł się, dosłownie i w przenośni, w jednej łodzi z ludźmi, którymi pogardzał. Ta decyzja zaważyła na całym jego życiu. Utracił patent oficerski i, co najważniejsze, honor. Odtąd będzie stale uciekał przed ludźmi, którzy mu przypominają o sprawie "Patny" i jego hańbie. W końcu trafia na wyspę Patusan i wydaje się, że w tym odległym zakątku Malajów znajdzie azyl, a także szansę rehabilitacji i odzyskania ludzkiego szacunku. Ale czy potrafi ją wykorzystać?
Nie przypominam sobie żadnej innej książki, która by mi przysporzyła tyle pracy myślowej, co ta lektura szkolna, której interpretacji wymaga się od nastolatków. Być może to się zmieniło, ale za moich czasów "Lord Jim" omawiany był w liceum i wówczas udało mi się od niego wymigać. Czyżbym się cofnęła w rozwoju? A przecież trochę książek już w życiu przeczytałam, Conrada nie wyłączając. Mimo to uważam, że ta powieść jest trudna w odbiorze, a jej problematyka nie ogranicza się do kwestii honoru. Ilość zagadnień, jakie Conrad w niej zawarł i pytań, które postawił nie udzielając jednoznacznych odpowiedzi, może przyprawić o ból głowy. Jest tu mowa o tchórzostwie i odwadze cywilnej, odpowiedzialności, wierności sobie i zobowiązaniom wobec innych, samoświadomości i znaczeniu, jakie przypisujemy cudzej o nas opinii, zderzeniu wyidealizowanego obrazu samego siebie z rzeczywistością i mechanizmach obronnych służących podtrzymaniu dobrego mniemania o sobie. To tylko niektóre problemy, wyliczankę możnaby jeszcze długo ciągnąć.
Na przykład zastanowia mnie, czy Jim był ofiarą losu, nieszczęśliwego zbiegu okoliczności, czy też wszystko, co mu się przydarzyło było konsekwencją jego własnych czynów i błędnych decyzji. A te wynikały z jego charakteru, czy mógł więc postąpić inaczej? Między fatalizmem a determinizmem, ile miejsca pozostaje dla wolnej woli?
Inne pytanie, na które nie znalazłam odpowiedzi: dlaczego kapitan Brierly popełnił samobójstwo? Jaki związek miała z tym sprawa Jima, w którego procesie uczestniczył?
Czytając tę powieść ciągle miałam wrażenie, że coś mi umyka. Często wracałam do poprzednich stron i akapitów, bo wydawało mi się, że przeoczyłam jakieś istotne wskazówki ukryte między wierszami. I nie mam pewności, czy do końca ją zrozumiałam. Dla mnie najważniejsze w tej historii jest ukazanie złożoności ludzkiej psychiki i przeświadczenie, że nie sposób w pełni poznać drugiego człowieka, bo nawet o sobie wszystkiego nie wiemy.

01.12.2007

Stuart Woods: "Strefa zamknięta"


Major żandarmerii wojskowej Holly Barker przegrawszy proces o molestowanie seksualne, który wraz z koleżanką wytoczyła dowódcy, może uznać swoją karierę w armii za skończoną. Odchodzi ze służby i przyjmuje ofertę przyjaciela, szeryfa w miasteczku na Florydzie, który proponuje jej stanowisko swojego zastępcy. Nowy szef informuje ją, że w wydziale jest "wtyczka", ale nie ustalił jeszcze, kto z jego ludzi dał się skorumpować. Pierwszego dnia w pracy Holly dowiaduje się, że poprzedniej nocy ktoś strzelał do szeryfa, który znajduje się w stanie krytyczny. A zaraz potem znajduje jego przyjaciela zabitego z broni palnej. Śledztwo w obu tych sprawach prowadzi w ślepy zaułek, a tymczasem uwagę Holly przyciąga strzeżone osiedle - ogrodzone i patrolowane przez całą armię ochroniarzy, którzy wzbraniają wstępu nawet policji. Nurtuje ją pytanie, co w tej strefie zamkniętej wymaga aż takiego nadzoru.
To druga powieść Woodsa, jaką przeczytałam. W poprzedniej, "Pod taflą jeziora", spodobał mi się styl autora, wartka akcja, ciekawe postacie, humor. Niestety, "Strefa zamknięta", choć bardziej realistyczna, bez elementów "nadprzyrodzonych", jest też znacznie słabsza. Humoru tu niewiele, postacie dość schematyczne - najlepiej w tym towarzystwie wypada pies, a właściwie suka rasy doberman imieniem Daisy. Napięcie też od pewnego momentu siada. A najbardziej mnie zirytowało, gdy na koniec okazało się, że informacje potrzebne do rozwiązania sprawy Holly i jej poprzednik mogli bez trudu znaleźć w dokumentach, którymi od początku dysponowali. Uniknęliby wielu kłopotów, gdyby nie awersja do słowa pisanego.

28.11.2007

Isabel Allende: "Opowieści Ewy Luny"


Nie przypadkiem motto do tej książki Isabel Allende zaczerpnęła z "Baśni z tysiąca i jednej nocy": Ewa Luna to współczesna laynoska Szeherezada, która snuje opowieści dla swojego kochanka. Opowiadane przez nią historie są jak baśnie dla dorosłych, nierzadko okrutne, pełne okropieństw i potworów w ludzkiej skórze. I jak w baśniach, tak i tu dobro zwycięża, a zło zostaje ukarane, choć niekiedy przychodzi długo czekać i wiele wycierpieć zanim sprawiedliwość zatriumfuje. Przez "Opowieści Ewy Luny" przewija się szereg niezwykłych postaci: kobieta sprzedająca słowa o wielkiej mocy, staruszka, którą już za życia obwołano świętą, ksiądz - lewicowiec, były partyzant, który został dyrektorem szpitala, dziewczynka zadurzona w kochanku swojej matki, sędziwy dyktator, niespełniona śpiewaczka operowa. Napotkamy tu ludzi ze wszystkich warstw społecznych: bogaczy i nędzarzy, damy z towarzystwa i prostytutki, polityków i bandytów, Indian i imigrantów z Europy. Opowiedziane historie obejmują czasy od początków XX wieku po współczesność, a ich scenerią jest cały kontynent od Karaibów po Ziemię Ognistą. Chilijska pisarka opisała w nich wszystkie chyba uczucia, do jakich zdolni są ludzie, ale najważniejszą rolę odgrywa miłość. I nie chodzi tu wyłącznie o miłość między kobietą i mężczyzną, ale również miłość matki do dziecka i - może przede wszystkim - miłość bliźniego, choć to pojęcie, poza kontekstem religijnym, zdaje się wychodzić z użycia.
Wśród 23 opowiadań, które składają się na tę książkę, znajdą się lepsze i gorsze. Niektóre napisane w konwencji realizmu magicznego, jak "Mały Heidelberg" (nieodparcie przywodzący na myśl "Miłość w czasach zarazy" Garcíi Márqueza), inne - po prostu realistyczne, jak to o parze uchodźców politycznych prześladowanych przez koszmary z przeszłości ("Najskrytsza tajemnica"). Na mnie największe wrażenie wywarła historia Indianina z amazońskiej puszczy i możliwość spojrzenia na świat oczami "dzikusa" górującego pod względem moralnym nad eksploatującymi lasy przedstawicielami zachodniej cywilizacji ("Walimai") oraz ostatnie, wstrząsające opowiadanie o klęsce żywiołowej, gdzie akcję ratunkową relacjonują na żywo ekipy telewizyjne dysponujące najnowocześniejszą technką, a brakuje podstawowego sprzętu i leków niezbędnych by pomóc ofiarom kataklizmu ("Z błota powstaliśmy").

21.11.2007

Marek Krajewski: "Dżuma w Breslau"


Po książce dla młodzieży coś z przeciwnego bieguna: "Dżuma w Breslau" to lektura zdecydowanie nie dla dzieci (ani osób nadwrażliwych).
W piątej już powieści z cyklu o Eberhardzie Mocku i niemieckim Wrocławiu (chronologicznie powinna mieć nr 2) autor cofa się do roku 1923. Mock jest nadwachmistrzem w obyczajówce i zostaje wezwany przez radcę kryminalnego na konsultację w sprawie dwóch zamordowanych prostytutek. Nie potrafi ich jednak zidentyfikować. Ponieważ marzy mu się przejście do policji kryminalnej, wszczyna własne śledztwo, które zmuszony jest przerwać, bo sam popada w ciężką opresję. W dużej mierze winić o to może siebie i swoje obyczaje, szczególnie picie na umór.
"Dżuma w Breslau" jest moim zdaniem słabsza od poprzednich powieści Krajewskiego z tego cyklu. Fabuła nadal wciąga, ale niektóre fragmenty są po prostu zbędne, nie popychają akcji naprzód, ani nie wnoszą nic nowego do charakterystyki bohatera. Posłużyły chyba tylko do zwiększenia objętości książki, która sprawia wrażenie pisanej trochę na siłę. Wyczuwa się zmęczenie materiału. A może to mnie zmęczyły opisy seksualnych wyczynów i pijackich ekscesów Mocka. W połączeniu z dużą dawką brutalności i makabry sprawiają wrażenie babrania się w błocie, albo i czymś gorszym.

18.11.2007

Ewa Nowacka: "Ursa z krainy Urartu"


Książka z kategorii, o której jeszcze nie pisałam, bo z racji wieku rzadko zaglądam do literatury młodzieżowej. Skąd więc taki wybór lektury? Otóż jeszcze w podstawówce pasjonowałam się historią starożytną i czytałam wszystko, co znalazłam na ten temat. W tym i powieści historyczne Ewy Nowackiej, które bardzo lubiłam. Do dziś sporo z nich pamiętam: głównych bohaterów, zarys fabuły, pojedyncze sceny i inne szczegóły. Ale w przypadku "Ursy z krainy Urartu" w pamięci pozostał mi tylko tytuł. Więc postanowiłam sobie przypomnieć, o co tam chodziło i przekonać się, jak odbiorę tę książkę po latach.
Tytułowy Ursa jest synem władcy Urartu, kraju podbitego przez Asyrię, przetrzymywanym jako zakładnik na królewskim dworze w Niniwie. W owym czasie kapłani i wróżbici odczytali z gwiazd, że nad wielkim królem Assurbanipalem zawisło śmiertelne niebezpieczeństwo. Aby go przed nim uchronić trzeba wybrać zastępcę władcy i jego wydać na pastwę demonów. Wybór pada na Ursę...
Bohaterowie powieści przeżywają wiele przygód: polowanie na lwy na pustyni, dworskie intrygi, uczestnictwo w wyprawie wojennej, wędrówkę przez góry. Jest tu też mowa o przyjaźni i wątek miłosny, a nawet dwa: Ursa kocha z wzajemnością córkę asyryjskiego dostojnika przyrzeczoną synowi innego możnowładcy; ten z kolei darzy uczuciem dziewczynę, której ojcem jest cudoziemski rzemieślnik. Z książki można się co nieco dowiedzieć o starożytnej Asyrii, obyczajach na dworze królewskim i życiu zwykłych ludzi. Całkiem przyjemna lektura dla tzw. młodszej młodzieży. Tej starszej więcej satysfakcji dostarczą inne powieści Nowackiej: "Rok trzech cezarów" i "Heliogabal wnuk Mezy".

16.11.2007

Truman Capote: "Śniadanie u Tiffany'ego". "Harfa traw"


Dwie nowele Trumana Capote'a zawierające wątki autobiograficzne. W "Śniadaniu u Tiffany'ego" narrator wspomina lata 40, gdy jako początkujący pisarz wynajmował mieszkanie na Manhattanie. Pewnej nocy sąsiadka wtargnęła przez okno do jego pokoju. Tak się zaczęła jego znajomość i przyjaźń z Holly Golightly, młodą dziewczyną, która miała za sobą bujną acz nieco mglistą przeszłość. Holly wiecznie baluje i bryluje w towarzystwie znacznie starszych, zamożnych panów. Utrzymuje się z pieniędzy, które od nich wyciąga "na toaletę" albo "na taksówkę" oraz honorariów, jakie dostaje za cotygodniowe wizyty w więzieniu u pewnego gangstera i przekazywane jego wspólnikowi "komunikaty o pogodzie". Można by rzec, że to zwykła puszczalska i naciągaczka, ale to nie cała prawda o Holly. Bohaterka Capote'a jako dziecko uciekła z domu i nadal ucieka, przed czym - pozostaje w sferze domysłów. Jest jak kot, którego przygarnęła: na pozór sprytna i niezależna, poszukuje swojego miejsca na ziemi, gdzie czułaby się bezpieczna i kogoś, kto się o nią zatroszczy.
W "Harfie traw" narrator powraca po latach do miasteczka na południu Stanów, w którym spędził dzieciństwo i wczesną młodość. Jedenastoletniego Collina, po śmierci rodziców, przygarniają krewniaczki - dwie stare panny o skrajnie odmiennych charakterach. Młodsza z sióstr, Verena - apodyktyczna, twarda, przedsiębiorcza, właścicielka kilku sklepów i innych nieruchomości - pełni rolę głowy rodziny i łoży na jej utrzymanie. Dolly - podporządkowana siostrze, nieśmiała i dziecinna, uważana za nieszkodliwą wariatkę - prowadzi dom z pomocą Katarzyny, Murzynki (która utrzymuje, że jest Indianką), służącej, a zarazem przyjaciółki. Dolly prowadzi też wysyłkową sprzedaż ziołowej mikstury, warzonej domowym sposobem według receptury, którą przed laty zdradziła jej pewna Cyganka. Kiedy Verena zorientuje się, że można na tym zarobić, postanawia uruchomić produkcję na skalę przemysłową. Ale Dolly odmawia ujawienia składników leku: to jej tajemnica, jedyna własność; wszystko inne zawdzięcza siostrze. Decyduje się opuścić dom, a wraz z nią odchodzą Katarzyna i Collin. Tylko, że nie bardzo mają dokąd pójść...
Po tę książkę sięgnęłam po raz pierwszy przed laty, po obejrzeniu filmu "Śniadanie u Tiffany'ego". Komedia romantyczna Blake'a Edwardsa, chociaż bardzo udana (w przeciwieństwie do większości dzisiejszych gniotów określanych tym mianem), znacznie się jednak różni od dzieła Capote'a, nie tylko zakończeniem, ale też ogólną tonacją i wymową. Audrey Hepburn to zupełnie inny typ kobiety niż Holly, która przywodzi na myśl postaci grane przez Marilyn Monroe w "Jak poślubić milionera", "Pół żartem, pół serio" czy "Przystanku autobusowym". To ją widział Capote w roli swojej bohaterki.
"Harfę traw" wówczas porzuciłam po przeczytaniu kilku stron; teraz to nadrobiłam.
Obie te nowele to znakomite studia psychologiczno-obyczajowe, ukazujące wielowymiarowe portrety ludzi niebanalnych, a nawet ekscentrycznych, ze świetnie uchwyconym klimatem, czy to Nowego Jorku, czy amerykańskiego Południa. W obu odnajdujemy podobny, nostalgiczny nastrój, z jakim się zwykle wspomina stare, dobre czasy.

13.11.2007

James Hadley Chase: "Tajemnicę weź do grobu"


Wcale nie taka zła książka, jak możnaby się spodziewać sądząc po kretyńskim tytule i okropnej okładce. "Tajemnicę weź do grobu" to czarny kryminał, w którym trup ściele się gęsto. Już na wstępie policja znajduje w rezydencji hollywoodzkiej gwiazdy zwłoki gospodyni oraz sześciorga jej służących. W miarę rozwoju akcji ofiar śmiertelnych przybywa - nie liczyłam, ale będzie ich w sumie ze 20. Śledczy z biura prokuratora okręgowego Paul Conrad jest przekonany, że aktorkę zamordował Jack Maurer, potężny gangster, z którym rzekomo miała romans. Prokuratura od dawna próbuje dopaść Maurera za liczne przestępstwa, ale nie jest w stanie uzyskać jego skazania z braku dowodów - bandzior ma całą armię ludzi, którzy za niego wykonują mokrą robotę. Tym razem Conrad ma świadka morderstwa. Problem w tym, jak go ochronić do czasu procesu i nakłonić do złożenia zeznań.
Czytając tę książkę miałam wrażenie, że oglądam film: Chase pisze bardzo obrazowo i potrafi tworzyć dynamiczne sceny pościgów i strzelanin. Za to niuanse psychologiczne czy dylematy moralne nie są jego domeną. Czas i miejsce akcji, a także opisywane środowisko przypominają powieści Chandlera. Ale cóż, Chandler to nie jest. Chociaż zdziwiło mnie, że powieść rozgrywającą się w realiach amerykańskich napisał Anglik, który w USA był przelotnie, a swoją wiedzę o tym kraju czerpał głównie z książek.

06.11.2007

Alberto Moravia: "Konformista"


Akcja powieści Moravii rozpoczyna się w latach 20-tych, a kończy z chwilą upadku Mussoliniego. Jej bohater Marcello Clerici, tytułowy "Konformista", pochodzi z zamożnej rodziny, a przyczyn jego życiowej postawy należy szukać w dzieciństwie. Jedynak, zaniedbywany przez rodziców, wcześnie odkrywa w sobie skłoności do okrucieństwa i zachowań destrukcyjnych, co budzi w nim obawy, że nie jest normalny, być może obciążony dziedzicznie. Obawy uzasadnione, jako że jego ojciec trafia do kliniki psychiatrycznej, a matka zażywa narkotyki i prowadzi chaotyczne, rozwiązłe życie. Dochodzą do tego problemy z identyfikacją płciową: w szkole koledzy dokuczają mu z powodu domniemanej zniewieściałości, staje się też obiektem zainteresowania homoseksualisty. To zdarzenie zaważy na całym jego życiu. Marcello za wszelką cenę chce być taki jak wszyscy, tłamsi swoje prawdziwe "ja" i narzuca sobie fałszywą osobowość. Ceną, jaką płaci za samokontrolę, jest utrata radości życia, odcięcie od autentycznych uczuć i melancholia. Żeni się z Giulią, zwyczajną drobnomieszczanką, choć jej nie kocha. Staje się faszystą, mimo że odstręcza go ten ustrój i jego funkcjonariusze - ale Włochy są faszystowskie, również Niemcy i Hiszpania, a to znaczy, że miliony normalnych ludzi go popierają. Można powiedzieć, że sprzedaje duszę diabłu. W swoim dążeniu, aby przystosować się do społeczeństwa posuwa się tak daleko, że wstępuje do tajnej policji i podejmuje się misji specjalnej. W czasie podróży poślubnej do Paryża ma się skontaktować z antyfaszystowskim działaczem, swoim byłym wykładowcą profesorem Quadrim i wystawić go skrytobójcom...
"Konformista" to świetne studium osobowości, a przy tym realistyczny obraz Włoch w czasach faszyzmu. Moravia ukazuje konformizm społeczeństwa, które równie gorliwie i bezrefleksyjnie popiera faszyzm, jak świętuje jego upadek. Opisuje rozkład rodziny, która nie spełnia swojej roli, poddaje też krytyce kościół, sformalizowany i uległy wobec aparatu państwowego. Na podstawie powieści powstał w 1970 roku głośny swego czasu film Bernarda Bertolucciego.

30.10.2007

Georges Simenon: "Czerwone światła"


Simenon, jakiego dotąd nie znałam. "Czerwone światła" to powieść napisana w okresie, gdy mieszkał w USA i osadzona w tamtejszych realiach. Steve i Nancy Hogan, małżeństwo trzydziestolatków z Nowego Jorku, jadą do Maine odebrać dzieci z obozu. Podobną trasę przemierzają miliony Amerykanów w ten ostatni letni weekend. Radio nadaje informacje o przewidywanej liczbie ofiar na drogach oraz komunikat o zbiegłym z więzienia bandycie. Steve czuje, że nie zniesie tej podróży w korkach, jeśli się nie napije. Między małżonkami dochodzi do kłótni. On udaje się do przydrożnego baru na kielicha, ona postanawia dalszą drogę pokonać autobusem. Dla czytelnika jest oczywiste, że musi dojść do nieszczęśia...
W osobie bohatera i zarazem narratora Simenon ukazuje typowego przedstawiciela amerykańskiej klasy średniej: żonaty, dwoje dzieci, domek na przedmieściu, życie wypełnione pracą. Frustracja jaką przeżywa, a której nie potrafi wyrazić, też jest typowa - Steve czuje się niedowartościowany jako mężczyzna, sukcesy zawodowe żony i jej niezależność odbiera jako zagrożenie swojej pozycji. Ciążą mu powinności wobec rodziny i społeczeństwa, ma wrażenie, że jego wysiłki nie są doceniane. Zazdrości napotkanemu pijakowi i ściganemu przestępcy, że odważyli się zbuntować przeciw normom społecznym. Jego sposób na wyluzowanie się i odreagowanie też nie należy do oryginalnych. Steve zachowuje się jak dziecko, które uznało, że bycie grzecznym się nie opłaca i na złość mamie postanowiło odmrozić sobie uszy. Podobnych bohaterów i sceny małżeńskie spotkałam w książkach Stephena Kinga, tylko że Simenon opisał to kilkadziesiąt lat wcześniej.

25.10.2007

Georges Simenon: "Narzeczona pana Hire"


Kolejna książka Simenona, ale tym razem bez komisarza Maigreta. Nie jest to też, wbrew pozorom, powieść kryminalna, choć jej początek zdaje się zapowiadać ten gatunek.
Na peryferiach Villejuif pod Paryżem znaleziono zwłoki prostytutki. Nie wiadomo, czy morderstwo miało motyw seksualny, czy też rabunkowy (zniknęła torebka ofiary z większą sumą pieniędzy) i czy zbrodniarz nie zaatakuje ponownie. Od tej pory policja stale obserwuje okolicę. Dozorczyni pobliskiej kamienicy sądzi, że mordercą może być jeden z jej lokatorów, dziwnie zachowujący się odludek. O swoich podejrzeniach informuje policjantów, a ci zaczynają śledzić pana Hire.
"Narzeczona pana Hire" to opowieść o człowieku zaszczutym przez otoczenie. Tytułowy bohater jest outsiderem, wyobcowanym ze środowiska z racji swojego pochodzenia, zajęcia i charakteru. Jego sposób zarobkowania, mentalność, zachowanie (choćby podglądanie mieszkającej naprzeciwko służącej) nie budzą sympatii. Ale inne postacie - owa służąca, jej kochanek, dozorczyni, przedstawiciele prawa - są jeszcze bardziej antypatyczne. Simenon beznamiętnie portretuje francuskie drobnomieszczaństwo, z jego nietolerancją i ksenofobią. Brzydota opisywanej scenerii, przenikliwe zimno i mrok potęgują wrażenie samotności jednostki w nieprzyjaznym świecie. Przygnębiająca lektura.

18.10.2007

Georges Simenon: "Maigret w Vichy"


Maigret przebywa w Vichy na kuracji zaleconej przez doktora Pardona, kiedy dowiaduje się, że w uzdrowisku popełniono morderstwo. Helena Lange, wynajmująca pokoje kuracjuszom, została uduszona we własnym domu. Komisarz rozpoznaje w niej kobietę, którą widywał w czasie codziennych spacerów z żoną. Śledztwo prowadzi jego były podwładny, inspektor Lecoeur. Maigret na jego prośbę asystuje przy dochodzeniu. Jest przekonany, że kluczem do rozwiązania sprawy jest osobowość ofiary. I nie myli się.
"Maigret w Vichy" to kolejny kryminał Simenona na mojej liście przeczytanych, ale znacznie więcej jest tych, których jeszcze nie czytałam. Wystarczy na całe lata. Zadziwiające, że ta ilość literackiej produkcji nie odbiła się na jej jakości. Simenon pisał dużo i szybko, a jednak potrafił utrzymać wyrównany, dobry poziom.

11.10.2007

James M. Cain: "Listonosz dzwoni zawsze dwa razy"


Książka zawiera dwie krótkie powieści: "Listonosz dzwoni zawsze dwa razy" i "Podwójne odszkodowanie". Obie są wariacjami na ten sam temat: mężczyzna powodowany namiętnością do kobiety zgadza się zamordować jej męża. Ale są to dwie różne historie, tak jak rózni są ich bohaterowie. W pierwszej Frank jest włóczęgą, podejmującym się dorywczych prac, a Cora prowincjonalną gęsią, która wyszła za mąż za znacznie starszego Greka, właściciela przydrożnej knajpy i stacji benzynowej. Oboje są bardzo młodzi i zakochani. Natomiast Walter i Phyllis mają po trzydzieści parę lat. On jest agentem ubezpieczeniowym, który chce przechytrzyć własną firmę. Ona - żoną majętnego biznesmena i ... niebezpieczną psychopatką. Nie ma tu zagadki "kto zabił", bo to od początku wiadomo. Chodzi o to, czy mordercom powiedzie się plan, jakie nieoczekiwane przeszkody napotkają, czy w końcu wpadną, a jeżeli tak, to w jaki sposób zostaną zdemaskowani.
Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie, autor szybko przechodzi do sedna sprawy, pisze stylem prostym i zwięzłym, nieco szorstkim choć nie pozbawionym pewnej poetyckości. Nie czytałam dotąd nic Caina, uznawanego za klasyka czarnego kryminału, ale widziałam dwie ekranizacje "Listonosza..." (było ich aż cztery) oraz "Podwójne ubezpieczenie". Było to dość dawno temu, więc mogę się mylić, ale filmy chyba znacznie odbiegały od wersji książkowej.

10.10.2007

Kiksy tłumaczy

À propos poprzedniego posta i sprzętu komputerowego w latach 40-tych XX wieku przypomniało mi się jeszcze kilka kwiatków z przekładowego ogródka. Nie zamierzam się tu czepiać kwalifikacji językowych tłumaczy, tylko błędów wynikających z nieznajomości realiów, bezmyślności bądź lenistwa.
W jakimś amerykańskim thrillerze była mowa o żołnierzu, u którego wystąpiły zaburzenia osobowości po spotkaniu z agentem Orangem. Tłumacz najwyraźniej nigdy nie słyszał o defoliancie Agent Orange (czyli czynnik pomarańczowy) stosowanym masowo w czasie wojny w Wietnamie i zawierającym toksyczne dioksyny. No, to wymyślił jakiegoś agenta (pewnie CIA) o nazwisku Orange. Niedługo może przeczytam, że Napalm to był facet odpowiedzialny za naloty na wioski wietnamskie...
W którejś powieści Vargasa LLosy bohaterowie umawiają się pod pomnikiem świętego Marcina. Najpierw się nieco zdziwiłam, że w Limie jest pomnik świętego Marcina, a nie np. Św. Róży, patronki miasta, ale po chwili mnie oświeciło, że tłumaczka z rozpędu przetłumaczyła nazwisko. Chodziło o José de San Martína, bohatera walk o wyzwolenie hiszpańskich kolonii w Ameryce Południowej, który rzeczywiście ma w Limie pomnik na placu swojego imienia.
Nawet znakomita tłumaczka pani Zofia Chądzyńska zmieniła płeć kanadyjskiej wokalistki - bohaterowie opowiadań Cortazara słuchają Joniego Mitchella...

03.10.2007

Raymond Chandler: "Morderca w deszczu"



Książka zawiera pięć opowiadań mistrza czarnego kryminału. Poza tytułowym są to: "Będę czekać", "Strzelanina u Cyrana", "Spokojne góry" i "Kobieta w jeziorze". Z wyjątkiem "Spokojnych gór" z 1941 r. powstały one w latach 30-tych i można je uznać za wprawki poprzedzające powieści Chandlera. "Kobieta w jeziorze" znalazła swoje rozwinięcie w powieści "Tajemnica jeziora", a "Morderca w deszczu" - w "Głębokim śnie". We wszystkich opowiadaniach występują prywatni detektywi, ale żaden nie nazywa się Philip Marlowe, choć nietrudno w nich rozpoznać jego pierwowzory. Narracja prowadzona jest czasem w pierwszej, czasem w trzeciej osobie, ale poza tymi szczegółami są tu wszystkie typowe cechy prozy Chandlera: realistyczny opis środowiska, wnikliwa charakterystyka postaci, żywy język nasycony "chandleryzmami", pesymistyczny wydźwięk opisanych historii. Nie są to zapewne szczytowe osiągnięcia Chandlera, ale mają jego niepowtarzalny styl, który go wyróżnia spośród tłumu autorów kryminałów całkowicie pozbawionych indywidualności.
Przeczytałam ten zbiorek z przyjemnością nieco tylko zmąconą przez tłumacza, który przystroił ścianę kalendarzem producenta sprzętu komputerowego. W 1941 roku... toż jeszcze nawet ENIACa nie było! Najwidoczniej słowo hardware kojarzy mu się tylko z komputerami. A oryginalny tytuł "The Lady in the Lake" z niczym mu się nie kojarzy, stąd przekład: "Kobieta w jeziorze".

27.09.2007

Michaił Bułhakow: "Czarny mag"


Tytułowy "Czarny Mag" to odnalezione fragmenty rękopisów "Mistrza i Małgorzaty" - pierwszej wersji powieści, spalonej przez autora w 1930 roku. Książka zawiera także "Diaboliadę", w groteskowy sposób ukazującą sowiecką biurokrację oraz 7 krótszych opowiadań satyrycznych o życiu w Rosji radzieckiej w latach 20-tych ubiegłego wieku ("Chińska historia", "Sceny moskiewskie", "Seans spirytystyczny", "Mumia egipska", "Wstrętny typ", "Karowa historia" i "Zapalenie mózgu"). Plus artykuł publicystyczny "Perspektywy przyszłości" z 1919 roku, w którym pisarz przedstawia swoje poglądy na rozwój sytuacji w kraju po rewolucji październikowej.
Rozczarowała mnie ta książka. Zamieszczone w niej opowiadania nie są nawet w połowie tak dobre (i śmieszne) jak "Psie serce" czy "Fatalne jaja". A już "Diaboliada" była dla mnie ciężką lekturą: zmęczyła mnie ta fantasmagoryczna błazenada. Co się tyczy fragmentów "Mistrza i Małgorzaty", to dają one wgląd w pierwotne zamysły pisarza, ukazując ewolucję pisanej przez ponad 10 lat powieści i jako takie mogą być interesujące dla znawców oraz zagorzałych wielbicieli Bułhakowa. Ale moim zdaniem dobrze się stało, że autor nie poprzestał na tej pierwszej wersji.

20.09.2007

Jonathan Kellerman: "Klub spiskowców"


Dr Jeremy Carrier, psycholog zatrudniony w szpitalu, nie może się pozbierać po śmierci swojej dziewczyny, pielęgniarki z tego samego szpitala, brutalnie zamordowanej przez jakiegoś psychopatę. Na domiar złego policja podejrzewa jego o to i następne morderstwa - bo kolejne kobiety giną w podobnych okolicznościach. Jednocześnie szpitalny patolog zaczyna okazywać mu zainteresowanie i wypytuje, jaka zdaniem psychologa jest geneza "bardzo złego zachowania". A potem Jeremy dostaje kilka anonimowych przesyłek zawierających wycinki z prasy fachowej i brukowców. Wygląda na to, że ktoś mu udziela wskazówek naprowadzających na trop mordecy.
"Klub spiskowców" to sprawnie napisany thriller psychologiczny. Wiarygodne postacie, również epizodyczne, realistycznie przedstawione szpitalne życie oraz żywe dialogi wyróżniają go na korzyść spośród wielu amerykańskich, z reguły sztampowych bestsellerów. Tylko, że... ostatnio sięgnęłam po inną powieść Jonathana Kellermana - "Z zimną krwią" i po przejrzeniu kilku stron stwierdziłam ze zdziwieniem, że już ją czytałam. I to nie dawniej niż przed dwoma laty, a zdążyłam zapomnieć autora, tytuł i treść. Pytanie, co mi zostanie w pamięci po tej lekturze.

13.09.2007

Jeanette Winterson: "Namiętność"


Bohaterami powieści angielskiej pisarki Jeanette Winterson są Henri - francuski żołnierz latami wiernie podążający za Napoleonem, przy którym pełni obowiązki osobistego kucharza oraz Villanelle - córka weneckiego gondoliera, awanturnica o biseksualnych skłonnościach i palcach stóp zrośniętych błoną. Oboje snują opowieści o swoim życiu, ujawniając całkowicie odmienne charaktery i doświadczenia. Para ta zrządzeniem losu spotyka się w Moskwie i razem podejmuje wędrówkę do Wenecji.
"Namiętność" nie jest powieścią historyczną, a kampanie napoleońskie stanowią jedynie tło do rozważań na temat miłości, pożądania, wojny, władzy, hazardu - róznych rodzajów namiętności, jakim ulegają ludzie. Znajdzie się tu koncepcja życia jako gry, obraz Wenecji jako labiryntu, trochę realizmu magicznego, garść anegdot i wiele błyskotliwych sentencji.
Mam mieszane uczucia co do tej książki. Napisana jest niewątpliwie z talentem, dobrze się ją czyta, ale jak na mój gust za mało w niej akcji i dialogów, a za dużo "złotych myśli", efektownych, ale niekoniecznie głębokich.

05.09.2007

Charles Dickens: "Dawid Copperfield"


Lektura "Olivera Twista" zachęciła mnie do sięgnięcia po kolejną powieść Dickensa od lat stojącą na półce i dotąd nie przeczytaną. Pełen tytuł książki oddaje jej treść: "Dzieje, przygody, doświadczenia i zapiski Dawida Copperfielda juniora, rodem z Blunderstone (których nigdy ogłaszać drukiem nie zamierzał)". Tytułowy bohater opowiada historię swego życia od dnia urodzin, poprzez smutne, ubogie dzieciństwo, zdobywanie wykształcenia i środków do życia, odkrycie swego powołania aż do wieku dojrzałego, gdy założył rodzinę i zyskał popularność jako powieściopisarz.
"Dawid Copperfield" zawiera wiele elementów autobiograficznych - opisane wydarzenia oparte są w dużej mierze na przeżyciach autora, a postaci wzorowane na osobach z jego otoczenia. Powieść ta była podobno ulubionym dziełem Dickensa. Mnie wydała się bardziej dojrzała od poprzedniej. Mimo pewnej wiktoriańskiej maniery dobrze się ją czyta. Wydarzenia smutne, a nawet tragiczne przeplatane są humorem i nieczęsto spotyka się w literaturze równie barwne postaci jak państwo Micawber czy Uriah Heep. Ponadto jedna scena autentycznie mnie wzruszyła, a nie jestem zbyt sentymentalna; liczne przeczytane i obejrzene wyciskacze łez dość skutecznie mnie uodporniły.

29.08.2007

Charles Dickens: "Oliver Twist"


Tytułowy bohater to sierota urodzony w prowincjonalnym przytułku dla ubogich. Matka zmarła przy porodzie, chłopiec trafił do sierocińca, gdzie dzieci marły jak muchy z powodu niedożywienia i braku opieki, a następnie do przytułku, gdzie warunki były równie złe, jeśli nie gorsze. Oddany do terminu w zakładzie pogrzebowym, nie mogąc znieść szykan majstrowej i pary służących, ucieka i pieszo wędruje do Londynu. Tam wpada w środowisko nieletnich kieszonkowców szkolonych w złodziejskim fachu przez starego pasera. Ale szczęśliwym trafem poznaje też kilka osób, które zapewnią mu opiekę i zrobią wszystko, aby dowiedzieć się, kim byli jego rodzice i odzyskać dla niego należne dziedzictwo.
Jakoś dotąd unikałam Dickensa i poza "Opowieścią wigilijną" jego twórczość znałam tylko z adaptacji filmowych. Obawiałam się, że trafię na łzawą, umoralniającą historię i zaskoczył mnie humor (niekiedy czarny), którego tu nie brakuje. Oczywiście, rzecz jest nieco staroświecka i chwilami mocno sentymentalna (niektóre sceny z Oliverem, a zwłaszcza anielską Różą). Ale margines społeczny w XIX wiecznym Londynie ukazany jest bardzo realistycznie, podobnie jak rozmaici urzędnicy, a scena w sądzie doraźnym - kapitalna. "Oliver Twist" to druga z kolei powieść Dickensa i aż trudno uwierzyć, że autor miał zaledwie 26 lat. Powieść bardzo popularna i wielokrotnie przenoszona na ekran, ostatnio przez Romana Polańskiego w 2005 r.

21.08.2007

Arthur Conan Doyle: "Świat zaginiony"


Arthura Conan Doyle'a znałam dotąd jako autora powieści i opowiadań kryminalnych o Sherlocku Holmesie. Dopiero teraz sięgnęłam po "Świat zaginiony" - książkę fantastyczno-naukową, a zarazem przygodową, trochę w stylu Julesa Verne'a.
Tematem powieści jest wyprawa naukowa do Amazonii, mająca na celu odnalezienie i zbadanie niedostępnej góry stołowej, gdzie zdaniem profesora Challengera zachowały się prehistoryczne gatunki zwierząt i roślin. W ekspedycji kierowanej przez ekscentrycznego uczonego bierze udział jego oponent - profesor Summerlee, również wybitny zoolog, który nie wierzy w rewelacje Challangera i chce mu udowodnić oszustwo. Pozostałymi uczestnikami są: sławny podróżnik i myśliwy lord Roxton oraz młody reporter Malone, który pragnie zaimponować tym czynem pięknej Gladys, i który jest narratorem tej opowieści. Śmiałkowie dokonają niezwykłych odkryć i spotka ich wiele niebezpiecznych przygód.
"Świat zaginiony" doczekał się kilku ekranizacji i być może zainspirował Michaela Crichtona do napisania "Parku Jurajskiego".

12.08.2007

Arthur Conan Doyle: "Pies Baskerville'ów"


Najsłynniejsza chyba powieść Arthura Conan Doyle'a. Czy nad rodem Baskerville'ów wisi klątwa spowodowana niegodziwością ich przodka? Czy to pies z piekła rodem doprowadził do śmierci Sir Charlesa, a teraz zagraża jego spadkobiercy, czy też ktoś wykorzystuje starą legendę w zbrodniczych celach? Genialny detektyw Sherlock Holmes z pomocą swego przyjaciela doktora Watsona rozwiąże tę zagadkę.
"Psa Baskerville'ów" czytałam po raz pierwszy w bardzo wczesnej młodości i pamiętam, że co jakiś czas odrywałam się od książki, aby wyjrzeć przez okno i upewnić się, że wokół wszystko jest jak zwykle i żaden potworny pies nie kryje się we mgle. Tym razem lektura nie oderwała mnie aż tak od rzeczywistości, ale po latach powieść zachowała sugestywną, gotycką atmosferę. Sceneria starego zamku na odludziu otoczonego mokradłami zasnutymi mgłą, ponura angielska jesień, dobiegające z oddali wycie psa, zbiegły z więzienia morderca krążący po okolicy - wszystko to działa na wyobraźnię. Ta mieszanka kryminału z powieścią grozy to klasyka: nie wypada nie znać, a dla wielbicieli gatunku lektura obowiązkowa.

09.08.2007

Georges Simenon: "Maigret zastawia sidła"


Na Montmartre grasuje seryjny morderca, który w ciągu sześciu miesięcy zasztyletował pięć kobiet i pociął na nich ubrania. Wzmożona mobilizacja policji nie przynosi rezultatów, zbrodniarz pozostaje nieuchwytny. Jedno jest pewne: doskonale zna dzielnicę w której wybiera swoje ofiary. Komisarz Maigret po rozmowie ze znajomym psychiatrą obmyśla plan zwabienia mordercy w pułapkę.
"Maigret zastawia sidła", jak zwykle u Simenona, jest książką niewielką, ale treściwą. Autor po raz kolejny udowadnia, że jest bystrym obserwatorem rzeczywistości i znawcą ludzkich charakterów.

05.08.2007

Aleksandra Marinina: "Kolacja z zabójcą"


Irina Fiłatowa, kryminolog z instytutu naukowego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, zostaje znaleziona martwa w swoim mieszkaniu. Początkowo wydaje się, że została porażona prądem przy włączaniu niesprawnej kuchenki elektrycznej, ale w toku śledztwa wychodzi na jaw, że to robota zawodowego mordercy upozorowana na nieszczęśliwy wypadek. Kto i dlaczego zlecił zabójstwo Fiłatowej? Krąg podejrzanych zawęża się do pracowników resortu. Wydział milicji kierowany przez pułkownika Gordiejewa zwanego Pączkiem aby odnaleźć mordercę, musi wytropić jego zleceniodawcę i zmuszony jest go szukać we własnym środowisku. A to oznacza, że nie obędzie się bez nacisków i ryzyka przecieków. Pierwsze skrzypce w dochodzeniu gra major Anastazja Kamieńska, milicyjna analityczka, która nie tylko ujawnia motyw i typuje sprawcę, ale podejmuje się roli przynęty, aby zdemaskować zbrodniarzy. (Tu nieodparcie przychodzi mi na myśl tekst starej piosenki: "To Sherlock Holmes perukę włożył rudą...").
"Kolacja z zabójcą" to pierwszy z cyklu kryminałów o Anastazji Kamieńskiej. Wcześniej w Mrocznej Serii ukazały się dalsze jej przygody: "Męskie gry", "Ukradziony sen", "Gra na cudzym boisku", "Złowroga pętla" oraz "Śmierć i trochę miłości". Debiut Marininy jest słabszy od późniejszych jej powieści, które dotychczas opublikowano w Polsce, a te z kolei nie dorównują pisarstwu Mankella czy Izzo wydanemu w tej samej serii. Intryga kryminalna bywa nieprawdopodobna, a rozwiązanie zbyt przewidywalne. Poza tym genialna Anastazja, która trafnie wnioskuje na podstawie bardzo nieraz wątłych przesłanek, jakoś nie wzbudza we mnie sympatii. Ale zaletą książek Marininy jest tło obyczajowe - sugestywny obraz współczesnej Rosji i realia pracy w milicji, które zna z własnego doświadczenia.

26.07.2007

Henning Mankell: "Mężczyzna, który się uśmiechał"


Kurt Wallander zastrzelił ściganego przestępcę i ciężko to przeżywa - od ponad roku przebywa na zwolnieniu lekarskim. Cierpi na przewlekłą depresję, popada w ciągi alkoholowe, izoluje się od ludzi. Odnajduje go zaprzyjaźniony adwokat i prosi o pomoc. Jego ojciec, również prawnik, zginął w wypadku samochodowym wracając od klienta. Syn podejrzewa, że w istocie było to morderstwo, a wypadek został upozorowany. Wallander nie czuje się na siłach mu pomóc; postanawia odejść z policji. Kilka dni później dowiaduje się, że adwokat został zastrzelony we własnej kancelarii. Komisarz zmienia decyzję - wraca do pracy i włącza się do śledztwa.
"Mężczyzna, który się uśmiechał", jak i inne powieści Mankella, łączy ciekawą, sensacyjną fabułę z wnikliwą analizą psychologiczną postaci i refleksją na temat społeczeństwa. Jego obserwacje i wnioski, choć dotyczą Szwecji, mają wartość uniwersalną. Mankell bardzo realistycznie opisuje zarówno stany emocjonalne Wallandera, jak i ponurą skandynawską jesień. Tym bardziej zaskakujące jest zakończenie książki, gdy komisarz przeprowadza akcję w stylu Bruce'a Willisa ze "Szklanej pułapki" Ileśtam. Zastanawiam się, czy pisarz nie podkpiwa sobie nieco z swojego bohatera, który nie jest żadnym herosem, a czasami bywa nawet niezdarą. A może ze spragnionych mocnych wrażeń czytelników...

18.07.2007

Anna Brzezińska: "Letni deszcz. Kielich"


Trzecia część sagi o zbóju Twardokęsku. Bogowie i ludzie szykują się do wojny, która ma odmienić oblicze Krain Wewnętrznego Morza. Drogi bohaterów się rozchodzą: Szarka wraz z wiedźmą odpłynęła na Wyspy Zwajeckie, a pozostawiony w Wilczych Jarach Twardokęsek powraca do zbójeckiego rzemiosła. Podejmuje się zaopatrzenia rebeliantów w broń, ale przy tym knuje plan zagarnięcia ukrytego skarbu żalnickich kapłanów. Koźlarz wyrusza na spotkanie ze swym krewniakiem Warkiem pozostawiając komendę zbójcy. Tymczasem Zarzyczka gromadzi znaki bogów, a Szarka igra z losem, nie chcąc pogodzić się z wyznaczoną jej rolą.
"Letni deszcz. Kielich" to powieść napisana z rozmachem, wypełniona dramatycznymi wydarzeniami, pełnokrwistymi postaciami i barwną scenerią. Brzezińska umie podtrzymać zainteresowanie czytelników i utrzymuje równy, wysoki poziom. Książka jest równie dobra, jak poprzednie części sagi. Mimo pokaźnej objętości "połknęłam" ją w kilka dni i z utęsknieniem czekam na ostatni tom.

04.07.2007

Agatha Christie: "Tajemnica rezydencji Chimneys"


Wczesna powieść Agathy Christie - bez Herkulesa Poirot i bez panny Marple, za to z mnóstwem innych atrakcji. Głównym bohaterem jest obieżyświat i poszukiwacz przygód Anthony Cade. Przyjaciel zleca mu dostarczenie do wydawnictwa pamiętników zmarłego niedawno polityka z pewnego (fikcyjnego) bałkańskiego kraju. Wiele osób z różnych środowisk politycznych obawia się tej publikacji i będzie wszelkimi sposobami próbowało ją udaremnić. W rezydencji lorda Caterhama Chimneys zbiera się grono wpływowych osobistości, aby potajemnie negocjować poparcie roszczeń księcia Michaela do tronu Herzoslovakii w zamian za koncesję na eksploatacje świeżo odkrytych złóż ropy naftowej. Ale ów pretendent rychło zostaje zamordowany. Do tego dochodzi jeszcze jeden trup, listy miłosne będące narzędziem szantażu, skradziony klejnot, nieuchwytny złodziej diamentów, wywrotowa organizacja i wątek romansowy. Aż za wiele tego dobrego. Historyjka opowiedziana w "Tajemnicy rezydencji Chimneys" jest bajkowo-operetkowa, pełna nieprawdopodobnych zbiegów okoliczności i qui pro quo. Ale napisana jest lekko i dowcipnie. Całkiem przyjemna lektura na wakacje.

30.06.2007

Georges Simenon: "Maigret w portowej kafejce"


I jeszcze jeden Simenon. Maigret na prośbę szkolnego kolegi zmienia swoje plany wakacyjne i wraz z żoną wyjeżdża nad morze, aby przeprowadzić nieoficjalne śledztwo. Zamordowano kapitana rybackiego statku tuż po powrocie z rejsu, a o zbrodnię podejrzany jest młody radiotelegrafista. Narzeczona chłopaka i jego dawny nauczyciel są przekonani o jego niewinności. Komisarz zaniedbuje żonę i spędza wiele czasu w portowej tawernie, gdzie zbierają się marynarze, ale ci niechętnie rozmawiają z obcymi. Wszyscy jednak zgodnie twierdzą, że rejs był pechowy, a kapitan zachowywał się jak szaleniec. Co właściwie wydarzyło się na pokładzie "Oceanu" i jak doszło do tragedii?
"Maigret w portowej kafejce" ma mroczny klimat i stawia pytania dotyczące winy i moralnej odpowiedzialności, na które czytelnik sam sobie musi odpowiedzieć.

27.06.2007

Georges Simenon: "Maigret i żona kasiarza"


Do Maigreta zgłasza się była prostytutka, którą przed laty aresztował. Jej mąż, dobrze znany policji kasiarz, miał pecha: podczas roboty natknął się na martwą kobietę i, obawiając się oskarżenia o morderstwo, uciekł i ukrył się w nieznanym miejscu. Maigret odnajduje dom, ale zamieszkujący go dentysta z matką staruszką twierdzą, że żadnego włamania nie było. Komisarz musi odkryć, kto kłamie: właściciele posesji czy przestępca lub jego żona...
"Maigret i żona kasiarza" to cienka książeczka, ale sporo się w niej mieści. Jest tu zagadka kryminalna, realistyczny opis policyjnej roboty, kapitalne portrety ludzi z różnych środowisk, rozgrywka psychologiczna między policjantem a podejrzanymi. Simenon w mistrzowski sposób potrafi przekazać wiele treści w skondensowanej formie.

21.06.2007

Georges Simenon: "Rewolwer Maigreta"


Kolejna minipowieść Simenona o komisarzu Maigret. Tym razem odnajduje on w dworcowej poczekalni kufer, a w nim zwłoki znanego polityka. Dochodzenie w sprawie popełnionego morderstwa zmusza Maigreta do wyprawy do Londynu i współpracy ze Scotland Yardem. A cała historia rozpoczyna się od wizyty pewnego młodego człowieka w mieszkaniu komisarza pod jego nieobecność. Powiadomiony przez żonę, że oczekuje go jakiś bardzo zdenerwowany młodzieniec, Maigret wraca do domu, ale tajemniczego gościa już nie zastaje, za to stwierdza, że zniknął jego rewolwer...
"Rewolwer Maigreta" dobrze się czyta, Simenon jak zwykle utrzymuje wysoki poziom i oprócz zagadki kryminalnej dostarcza dodatkowych smaczków - tu, między innymi, zabawnych obserwacji na temat Anglików i stylu działania brytyjskiej policji.

20.06.2007

Anna Brzezińska: "Żmijowa harfa"


Reedycja drugiej części sagi o zbóju Twardokęsku. W przeciwieństwie do "Plew na wietrze" zmiany i poprawki w tym wydaniu są nieznaczne. Czytałam "Żmijową harfę" przed kilku laty i mogę nie pamiętać wszystkich szczegółów, ale nie zauważyłam żadnych nowych dodatków: ta sama fabuła, postacie, epizody. Być może Brzezińska nieco przeredagowała całość, ale żeby to sprawdzić, trzebaby porównywać obie wersje strona po stronie. Tak czy owak, nie żałuję czasu spędzonego w towarzystwie Twardokęska, Szarki, księżniczki Zarzyczki, wiedźmy i pozostałych bohaterów tej fascynującej powieści. Ponownie przeżywałam krwawą rebelię w Spichrzy, wędrówkę przez Żalniki, tragedię rodzinną zwajeckiego kniazia i wiele innych dramatycznych wydarzeń. Brzezińska wykreowała bogaty i piękny, a przy tym okrutny świat i niezwykłych, wyrazistych bohaterów. Nie są to postaci jednoznacznie pozytywne - często wręcz przeciwnie, a mimo to budzą sympatię. I chociaż to fantasy, to Krainy Wewnętrznego Morza i ich mieszkańcy są ukazani bardzo realistycznie, a ich problemy i przeżycia angażują czytelnika. Przy tym powieść jest napisana pięknym językiem, świetnie skomponowana: to po prostu dobra literatura.

14.06.2007

James Joyce: "Portret artysty z czasów młodości"


Po ostatnich, czysto rozrywkowych lekturach zachciało mi się dla odmiany ambitniejszej literatury. Sięgnęłam po Joyce'a, którego przez lata omijałam z daleka. Moje pierwsze podejście do tego pisarza się nie powiodło: porwałam się na "Ulissesa" we wczesnej młodości i nie dałam rady przeczytać. Tym razem wzięłam się za "Portret artysty z czasów młodości", pierwszą powieść Joyce'a, uznawaną za wprowadzenie do dzieła jego życia, czyli "Ulissesa". Powieść ma charakter autobiograficzny, jej bohaterem jest Stefan Dedalus - alter ego autora. Narracja składa się z szeregu epizodów z dzieciństwa i młodości pisarza. Ukazuje jego dom rodzinny na wsi, przeprowadzkę zubożałej rodziny do stolicy, życie w jezuickiej szkole z internatem, środowisko studentów uniwersytetu w Dublinie. W zakończeniu bohater buntuje się przeciwko katolicko-nacjonalistycznej, dusznej atmosferze Irlandii i wyjeżdża za granicę. Jak mityczny Dedal wyfruwa na wolność.
Szczerze mówiąc książka mnie nie zachwyciła. Niektóre fragmenty mi się podobały, ale inne po prostu nużyły. Joyce pewnych kwestii nie dopowiada, za to inne rozciąga ponad miarę. Są tu dłużyzny, a styl jest miejscami anachroniczny i pompatyczny. Być może to wina tłumacza, a może to ja nie potrafię się poznać na geniuszu.

05.06.2007

Joanna Chmielewska: "Krętka Blada"


No, i znowu Chmielewska, tym razem z domieszką polityki. Pani Joanna znajduje w domu znajomego zwłoki pewnego ministra znanego z niekompetencji i afer finansowych. Postanawia nie angażować się w prywatne śledztwo, bo uważa, że morderca oddał przysługę społeczeństwu uwalniając je od szkodnika, któremu liczne przekręty uchodziły na sucho. Prokuratura nieraz już umarzała sprawy, w które uwikłani byli politycy, a prowadzący dochodzenie podinspektor Robert Górski w przeszłości został zdegradowany za bezkompromisowość i niezgodę na tuszowanie przestępstw dokonywanych przez dygnitarzy. Czy tym razem uda się doprowadzić sprawę do końca? I czy Joanna Chmielewska potrafi utrzymać się zdala od wydarzeń?
„Krętka Blada” oprócz wątku kryminalnego i politycznych perturbacji zawiera też częsty u Chmielewskiej motyw gry na wyścigach konnych, tutaj dodatkowo skojarzony z informatyką i komputerami. A tytuł powieści to przezwisko nadane pewnej pięknej i ambitnej, acz niezbyt inteligentnej i sympatycznej damie.

23.05.2007

Stuart Woods: "Pod taflą jeziora"


John Howell, niegdyś gwiazda dziennikarstwa i laureat nagrody Pullitzera, przeżywa kryzys twórczy, małżeński i ogólnie życiowy. Za namową szwagra podejmuje się chałtury: ma napisać autobiografię pewnego potentata z branży fastfoodów, któremu zamarzyła się prezydentura USA. Szwagier udostępnia mu na czas pracy swój letni domek malowniczo położony nad jeziorem w górach Georgii nieopodal uroczego miasteczka Sutherland. Ta pozornie sielankowa okolica skrywa jednak mroczne tajemnice, a miejscowa elita nie chce dopuścić do ich ujawnienia. Miasteczkiem rządzi niepodzielnie jego założyciel i inicjator budowy zapory, który stworzył sztuczne jezioro zalewając wioskę w dolinie. Nocą na dnie jeziora pojawia się oświetlony dom, a chatę nawiedza zjawa nastoletniej dziewczynki. Na dodatek tutejszy szeryf ponoć macza palce w przemycie narkotyków. W Howellu budzi się na nowo dziennikarska żyłka i postanawia rozwikłać zagadkę.
"Pod taflą jeziora", pomimo występowania sił nadprzyrodzonych, trudno uznać za horror: nie przeraża, ale intryguje i z każdym rozdziałem coraz bardziej wciąga. To raczej powieść sensacyjna, zawierająca wątek kryminalny z domieszką zjawisk paranormalnych. Mimo, że sama historia jest ciut wydumana, Woods opowiada ją w bardzo dobrym stylu, żywym, obrazowym językiem, z poczuciem humoru. Są tu ciekawe postacie i świetnie uchwycony koloryt lokalny. I zaskakujące zakończenie. Czegóż chcieć więcej?

Lynn Erickson: "Mąż i kochanek"


"Mąż i kochanek" Lynn Erickson to tzw. thriller romantyczny, czyli powieść kryminalna (a ściślej mówiąc sądowa) skojarzona z romansem.
Mąż Julii Innes, wzięty chirurg z Aspen, zostaje oskarżony o zamordowanie swojej pierwszej żony. Zbrodnia miała miejsce przed dwunastu laty, osądzono wówczas i skazano kochanka ofiary. Jej mąż miał solidne alibi, które obecnie zostaje podważone. Julia jest przekonana o jego niewinności, załatwia mu adwokata i, będąc prawniczką, pomaga w przygotowaniach do procesu. Zachowuje się jak oddana, lojalna żona, tylko że... zakochuje się w przystojnym detektywie pracującym dla obrońcy.
Taka sobie pozycja rozrywkowa - można przeczytać, ale niewiele się z tej lektury wyniesie. Jest tu trochę psychologii, ale postaci są w gruncie rzeczy schematyczne. A zakończenie jest rozegrane w typowo amerykańskim stylu - z dramatyzmem, który wydaje się sztucznie podkręcony i nieprzekonujący.

17.05.2007

Joanna Chmielewska: "Zapalniczka"


Joanna Chmielewska po powrocie z zagranicznych wakacji stwierdza, że zginęła jej pamiątkowa stołowa zapalniczka. O kradzież podejrzewa wyjątkowo niesolidnego fachowca, który urządzał jej ogród. Znajomi, którzy pilnowali domu pisarki podczas jej nieobecności, składają mu wizytę z zamiarem odzyskania pamiątki. Znajdują poszukiwany przedmiot, ale przy okazji natrafiają na trupa gospodarza. Wplątują się w aferę kryminalną, a na dodatek okazuje się, że zapalniczka, którą zabrali z domu ogrodnika, nie należy do pani Joanny...
W "Zapalniczce" jest to wszystko, do czego przyzwyczaiła nas Chmielewska: kryminalna historia, której nie sposób brać na serio (mimo dwóch trupów), zwariowana akcja, w której uczestniczy sama autorka oraz jej krewni i znajomi, specyficzny humor, trochę obserwacji obyczajowych, dużo gadania w stylu "dialogi na cztery nogi". Ten sam sprawdzony patent, nic nowego. Czyta się szybko i dość przyjemnie, można się chwilami pośmiać, ale nie aż tak, jak przy jej wcześniejszych powieściach.

09.05.2007

Agatha Christie: "Tajemnica Lorda Listerdale'a"


Czytuję Agathę Christie od lat, ale okazuje się, że jeszcze nie wszystkie jej książki zaliczyłam. Ostatnio wpadła mi w ręce "Tajemnica lorda Listerdale'a". Tomik składa się z 12 opowiadań, poza tytułowym są to: "Domek 'Pod słowikami'", "Dziewczyna z pociągu", "Piosenka za sześć pensów", "Metamorfoza Edwarda Robinsona", "Wypadek", "Jane szuka pracy", "Owocna niedziela", "Przygoda pana Eastwooda", "Złoty róg", "Szmaragd radży" i "Łabędzi śpiew". W żadnym nie pojawia się Herkules Poirot ani panna Marple i nie wszystkie dają się zaliczyć do rasowych kryminałów. Ale w każdym występuje wątek sensacyjny, zagadka do rozwiązania. Zwykli ludzie niespodziewanie stają się bohaterami afer szpiegowskich, zostają uwikłani w zuchwałe przestępstwa lub niecodzienne rozrywki wyższych sfer. Ich życie nagle zupełnie się odmienia.
We wszystkich opowiadaniach pojawia się też wątek miłosny. Ich poziom nie jest jednakowy; obok bardzo udanych, inteligentnie skonstruowanych fabuł są tu historie bajkowo naiwne i całkiem nieprawdopodobne. Za najlepsze uważam "Domek 'Pod słowikami'" i "Wypadek" - oba mają nieoczekiwane, przewrotne zakończenia.

30.04.2007

Agatha Christie: "Niedziela na wsi"


Po ostatnich dość przygnębiających lekturach naszła mnie ochota na coś lekkiego i rozrywkowego dla odmiany. Padło na Agathę Christie, która świetnie spełnia te kryteria.
Ekscentryczna lady Angkatell zaprasza na weekend do swej wiejskiej rezydencji kilkoro krewnych i przyjaciół. Jeden z gości ginie zastrzelony. Policja oskarża o morderstwo żonę ofiary, którą znaleziono z bronią w ręku nad umierającym. Ale sprawa się komplikuje. Na szczęście w sąsiedztwie przebywa akurat Herkules Poirot, który nie spocznie, póki nie odkryje prawdy. W trakcie śledztwa sławny detektyw zaczyna podejrzewać, że wszyscy zamieszani w sprawę celowo próbują go zmylić, a motyw mógł mieć każdy z nich.
Pośród obfitej twórczości Agathy Christie są pozycje lepsze i gorsze. "Niedziela na wsi" nie należy, moim zdaniem, do jej największych osiągnięć, ale jest niezła. Czytelnik znajdzie tu ciekawą zagadkę kryminalną, kilka wątków romansowych oraz tak typowe dla pisarki sylwetki angielskich ziemian, służących i policjantów. A także pewien staroświecki urok, którego próżno szukać we współczesnych, ociekających krwią kryminałach.
Jak wiele innych powieści Christie i ta doczekała się wersji filmowej.

27.04.2007

Robert Merle: "Weekend w Zuydcoote"

Przed laty dużo przyjemności dostarczyła mi lektura powieści Roberta Merle'a "Za szybą" opisującej jeden dzień z życia studentów Sorbony tuż przed wydarzeniami maja 68. Dopiero teraz natrafiłam na jego pierwszą książkę "Weekend w Zuydcoote", całkiem odmienną tematycznie i stylistycznie.
Akcja rozgrywa się w czerwcu 1940 roku podczas odwrotu armii francuskiej i aliantów spod Dunkierki. Bohaterem jest Julien Maillat, żołnierz, który nie wierzy w sens wojny. Towarzyszymy mu przez dwa dni, kiedy włóczy się po nadmorskim miasteczku próbując dostać się na statek odpływający do Anglii. Nie ma tu wielkiej batalistyki, tylko szereg epizodów, w których zdarzenia dramatyczne przeplatają się z okresami nudy, wyczekiwania, wypełnionymi banalnymi czynnościami i rozmowami. Ukazana przez Merle'a wojna jest bezsensowna, ale równie bezsensowne są opisywane przez niego ludzkie zachowania. Absurdem wydaje się niespodziewana, przypadkowa śmierć, która stawia pod znakiem zapytania sens życia, wszystkie ludzkie zabiegi i wysiłki. Tę pesymistyczną, egzystencjalną powieść wyróżnioną Nagrodą Goncourtów sfilmowano w 1964 r. w gwiazdorskiej obsadzie.

18.04.2007

Mayra Montero: "Przybądź, ciemności"


Amerykański herpetolog Victor Grigg prowadzi na Haiti poszukiwania ginącego gatunku żaby zwanej "żabą krwi". Płaz ten zawdzięcza swoją nazwę kolorowi skóry, a jego napotkanie - według miejscowych wierzeń - zwiastuje dramatyczny zwrot w życiu, a nawet śmierć. W ekspedycji badaczowi towarzyszy stary haitański przewodnik Thierry. Narracja prowadzona jest na przemian przez obu bohaterów; chłodny obiektywizm naukowca przeplata się z opowieścią prostego człowieka o życiu, w którym stale obecna jest magia, wierzenia i rytuały. W fabułę wplecione są krótkie fragmenty informujące o wymieraniu kolejnych, niegdyś często spotykanych gatunków płazów.
Powieść Montero nie porywa wartką akcją, toczy się niespiesznie - właściwie niewiele się w niej dzieje "na bieżąco". A jednak wciągnęła mnie. Może sprawił to niepokojący klimat, jakieś fatum wiszące nad opisywanym światem, który zdaje się dążyć do zagłady. Giną kolejne gatunki zwierząt i roślin, a przyczyny ich nagłego znikania pozostają nieznane. Nie dowiemy się też, kto i dlaczego zabija na Haiti ludzi, których okaleczone zwłoki znajdowane są na ulicach i drzewach. Stary Thierry utracił wszystkich swoich bliskich, a małżeństwo Victora jest w stanie rozkładu.
Oryginalna, interesująca książka, ale nie na każdy gust.

17.04.2007

Zmarł Kurt Vonnegut

11 kwietnia zmarł Kurt Vonnegut, jeden z najwybitniejszych i najbardziej oryginalnych współczesnych pisarzy amerykańskich. Humanista, wolnomyśliciel, moralista i satyryk, autor powieści, sztuk teatralnych, opowiadań i esei. W swojej twórczości łączył realizm z groteską i fantastyką naukową. Ukazywał absurd wojen, podawał w wątpliwość postęp naukowy i społeczny, krytykował "amerykański styl życia". Jego książki zyskały miano kultowych i stały się lekturą obowiązkową studenckich kontestatorów w latach 60 i 70.
Był jednym z moich ulubionych pisarzy.

Kilka cytatów z Vonneguta (za Wikipedią):
Życie jest zabawne, kiedy się tylko przestać nad nim zastanawiać. (Syreny z Tytana)
Żyj tak, byś mógł powiedzieć Bogu w dniu Sądu Ostatecznego: Byłem bardzo dobrym człowiekiem, choć w Ciebie nie wierzyłem. (Niedziela Palmowa)
Moje ostatnie słowa? "Życie żadnej istoty, nawet małej gąsienicy, nie jest dla niej przyjemnym doświadczeniem". (Człowiek bez ojczyzny)

11.04.2007

Graham Greene :"Trzeci człowiek"


Książka zawiera dwie minipowieści Grahama Greene'a, które posłużyły za punkt wyjścia scenariuszy filmowych. "Trzeci człowiek" i "Stracone złudzenia" w reżyserii Carola Reeda należą do kanonu sztuki filmowej i mimo upływu lat, świetnie się je ogląda.
A książkę dobrze się czyta, choć opowiedziane historie różnią się nieco od wersji filmowych.
"Trzeci człowiek" to czarny kryminał z elementami komedii pomyłek. Bohaterem jest Rollo Martins, autor tandetych powieści z Dzikiego Zachodu, który tuż po wojnie przylatuje do Wiednia na zaproszenie przyjaciela z lat młodości, Harry'ego Lime'a. Na miejscu dowiaduje się, że Harry nie żyje i nabiera podejrzeń, że nie był to wypadek, lecz morderstwo. Poznaje trudną do przyjęcia prawdę o przyjacielu, którego darzył bezkrytycznym podziwem i zakochuje się w jego dziewczynie. Uczestniczy też w wieczorze autorskim, pomyłkowo wzięty za wybitnego pisarza. Mimo komicznych akcentów nastrój tej opowieści jest przygnębiający, spotęgowany przez obraz zrujnowanego, podzielonego na strefy okupacyjne miasta, w którym panuje bieda i działają bezwzględne rekiny czarnego rynku.
"Stracone złudzenia" opowiadają historię siedmioletniego chłopca, który zostaje wciągnięty w sprawy dorosłych, przytłoczony ich tajemnicami, których nie rozumie i nie potrafi dochować, co zaważy na całym jego życiu.

27.03.2007

John le Carre: "Pieśń misji"


Bohater najnowszej powieści Johna le Carre, Bruno Salvador, ma brytyjskie obywatelstwo, ale urodził sie w Kongu. Jest poliglotą i tłumaczem z języków afrykańskich. Ten naiwny idealista współpracuje z tajnymi służbami w przekonaniu, że służy krajowi pomagając zapobiec atakom terrorystycznym. Podejmuje się uczestnictwa w misji, której szczegółów mu nie ujawniono. Kiedy pozna jej prawdziwy sens i cel, i będzie się starał udaremnić spisek, popadnie w poważne kłopoty.
Le Carre jest mistrzem powieści szpiegowskiej, który wyniósł ten gatunek na wyżyny literackie. Sensacyjną fabułę i wartką akcję wzbogacił o złożone psychologicznie portrety bohaterów, wyraziste tło społeczne, refleksję moralną. W jego twórczości stale obecny jest konflikt pomiędzy jednostką a organizacją, która bezlitośnie manipuluje ludźmi, wykorzystuje ich do własnych celów i niszczy każdego, kto stanie jej na drodze. O ile w czasach zimnej wojny sprzeczne z etyką metody działania wywiadu można było usprawiedliwiać dobrem kraju, o tyle obecnie interes narodowy okazuje się przykrywką dla ciemnych interesów garstki możnych tego świata. Oni pozostają nietykalni, a obrywa się płotkom i Bogu ducha winnym obywatelom przypadkowo zaplątanym w wielką politykę. Tak jak Bruno.
Wizja współczesnego świata w ujęciu Johna le Carre jest bardzo pesymistyczna i nie ma się co spodziewać happy endu w jego powieściach. Okropnościom nieustanych wojen w Kongu, pazerności międzynarodowych koncernów, cynizmowi i zakłamaniu polityków autor przeciwstawia elementarne ludzkie wartości: godność, uczciwość, lojalność, przyjaźń, solidarność. A przede wszystkim miłość, bo "Pieśń misji", podobnie jak "Wierny ogrodnik" i wiele wcześniejszych dzieł le Carre, jest też powieścią o miłości, która odmienia bohaterów i nadaje nowy sens ich życiu.

15.03.2007

Robert Richardson: "Zgodny wyrok"


Jak co roku w posiadłości Naomi i Charlesa Stansfieldów zbiera się cała rodzina pani domu, by razem spędzić święta Bożego Narodzenia. Rankiem 27 grudnia przybywa policja i znajduje ciała dwóch osób zabitych z broni palnej. Kto strzelał? Czy był to wypadek, morderstwo, a może samobójstwo? To okaże się dopiero na końcu książki. Wtedy też dowiemy się... kto zginął. Wcześniej poznamy wydarzenia sprzed wielu lat, które zaważyły na życiu rodzeństwa Barlowów i doprowadziły do tragedii.
"Zgodny wyrok" jest nie tylko ciekawym i oryginalnym kryminałem, ale i dobrą powieścią psychologiczną. Każda z występujących w niej postaci ma odmienną osobowość, inaczej odczuwa i postrzega świat. Każde spośród trojga rodzeństwa na swój sposób relacjonuje fakty i radzi sobie (a raczej nie radzi) z przeszłością i z własnym sumieniem.
Richardsona okrzyknięto "brytyjskim odkryciem kryminału". Ja właśnie odkryłam pierwszą z jego powieści i chętnie sięgnę po następne.

11.03.2007

Patrick White: "Przepaska z liści"


W latach trzydziestych XIX wieku angielski dżentelmen wraz z żoną odwiedza brata osiadłego na Tasmanii. W drodze powrotnej ich statek rozbija się na rafie koralowej. Rozbitkowie docierają szalupą do wybrzeży Australii, gdzie mężczyźni zostają wymordowani przez aborygenów, a jedyna ocalała kobieta, pani Roxburgh, staje się niewolnicą plemienia. Odtąd jej życie będzie walką o przetrwanie zanim z pomocą zbiega z kolonii karnej powróci do cywilizacji.
"Przepaska z liści" nie jest powieścią przygodową, jak można by sądzić z powyższego streszczenia. Książka australijskiego noblisty, podobnie jak "Jądro ciemności" Conrada, opowiada o zderzeniu cywilizacji z dziczą, o tym jak w sytuacji ekstremalnej kultura przegrywa z naturą, a instynkt samozachowawczy bierze górę nad wpojonymi zasadami. Zmusza do zastanowienia, co tak naprawdę stanowi o tożsamości człowieka, a co jest tylko powierzchowną otoczką, z której życie może nas w każdej chwili obedrzeć jak panią Roxburgh. Ta powieść wymaga uważnego czytania, bo każde zdanie, a nawet słowo jest istotne. Liczy się nie tylko to, co bohaterowie mówią, ale i kontekst wypowiedzi oraz to, co przemilczają. White niezwykle wnikliwie przedstawia charaktery postaci i ich życie wewnętrzne. Ukazuje jaskrawy kontrast między prymitywnymi instynktami a wiktoriańską obyczajowością, która usiłowała je stłamsić. Nie jest to lektura lekka, łatwa i przyjemna, ale warto ją podjąć.

05.03.2007

Fred Vargas: "I wstali z martwych..."


W paryskim ogrodzie śpiewaczki operowej Zofii Simeonidis z nienacka pojawia się nowe drzewo. Zaniepokojona tym faktem kobieta zwraca się do swych sąsiadów z prośbą o przekopanie gruntu: podejrzewa, że coś tam zakopano. Panowie wykonują zadanie, ale nic nie znajdują - ziemia jest nienaruszona. W jakiś czas potem Zofia znika, co wcale nie dziwi jej męża. Natomiast zaprzyjaźnieni z nią sąsiedzi starają się rozwiązać zagadkę jej zniknięcia wiążąc ją z tajemniczym drzewem.
Powieść Vargas, bardzo chwalonej przez krytyków za stworzenie nowego typu kryminału, niezbyt mi przypadła do gustu. Z pewnością nie jest sztampowa, wyróżnia się indywidualnym stylem, ale jej inność wydaje mi się raczej dziwaczna niż oryginalna.

27.02.2007

James Herriot: "Jeśli tylko potrafiłyby mówić"


Po drugim i trzecim przeczytałam wreszcie pierwszy tom z cyklu "Wszystkie stworzenia małe i duże". Herriot wspomina w nim początki swojej pracy w Darrowby, kiedy jako świeżo upieczony absolwent weterynarii został asystentem doktora Siegfrieda Farnona. Opowiada o ciężkiej i pełnej niespodzianek pracy wiejskiego weterynarza, wzywanego w środku nocy do odległych, niemal odciętych od świata górskich farm i dokonującego niekiedy zabiegów grożących śmiercią lub kalectwem. Z humorem i sympatią pisze o swoich pacjentach: narowistych koniach, złośliwych krowach i świniach, uroczych jagniętach, a także psim arystokracie - pekińczyku Tricki Woo, cierpiącym z powodu nadmiaru łakoci serwowanych mu przez kochającą panią. Świetne są też opisy właścicieli zwierząt - mieszkańców miasteczka i okolicznych farmerów - a zwłaszcza nieobliczalnego szefa - Siegfrieda i wojny psychologicznej, jaką toczy ze swoim bratem Tristanem, niespotykanym okazem lesera, i z sekretarką, zasadniczą panną Hartbotlle.
Bardzo przyjemna, krzepiąca lektura. Z żalem odłożyłam przeczytaną książkę; chętnie zostałabym dłużej w świecie Herriota.

20.02.2007

Jean-Claude Izzo: "Solea"


Ostatnia część "trylogii marsylskiej", której bohaterem jest były inspektor policji Fabio Montale.
Zaprzyjaźniona z nim dziennikarka Babette przez lata prowadziła śledztwo dotyczące zorganizowanej przestępczości. Zgromadziła potężne dossier o działalności mafii i jej powiązaniach ze światem polityki i biznesu. Tym samym wydała na siebie wyrok śmierci. Zeby ją dopaść, zabójcy usiłują zmusić do współpracy Fabia, mordując bliskie mu osoby.
Książka ma nastrój elegijny, wręcz ocieka melancholią. Montale po śmierci przyjaciół i rozstaniu z ukochaną kobietą ma poczucie życiowej klęski. W starciu z mafią jest na przegranej pozycji i nie może liczyć na pomoc przeżartej korupcją policji. Izzo ukazuje tu skutki globalizacji, o których niechętnie wspominają jej zwolennicy: marginalizację i wykluczenie jednostek i całych społeczności, wszystkich nieprzystosowanych, dla których nie ma miejsca w tym nowym, wspaniałym świecie. A także globalizację zbrodni - ponadnarodowe organizacje przestępcze, przejmujące kontrolę nad całymi sektorami gospodarki w różnych rejonach świata. Niewesołe refleksje nasuwa lektura tej powieści, choć to kryminał, uznawany za gatunek rozrywkowy i niepoważny...

15.02.2007

Mario Vargas Llosa: "Zeszyty don Rigoberta"


W tytułowych zeszytach don Rigoberto, zamożny limeńczyk, dyrektor towarzystwa ubezpieczeniowego, gromadzi notatki na temat dzieł sztuki, cytaty z książek oraz filipiki wymierzone przeciwko rozmaitym zjawiskom współczesnego życia, które postrzega jako zagrożenia dla wolności jednostki i jej duchowego rozwoju. W obronie indywidualizmu atakuje pornografię, feminizm, patriotyzm, biurokrację, sztukę ludową, sport wyczynowy, kulturę masową, religie i wszelkie przejawy stadnego myślenia i działania. Prowadzone latami zapiski pomagają mu ukoić tęsknotę za żoną, z którą uprawiał wyrafinowane gry erotyczne, a rozstał się z powodu syna Fonsita. Szczegółów tej afery nie poznajemy, wygląda na to, że dona Lukrecja uwiodła małoletniego pasierba. Ale mogło być na odwrót, jako że stary - maleńki Fonsito o anielskiej twarzyczce tylko sprawia wrażenie niewiniątka. Teraz knuje intrygę, aby doprowadzić do pojednania ojca i macochy.
Prawdę powiedziawszy, nie wiem, o czym jest ta książka i "co autor chciał przez to powiedzieć". (O miłości? O potrzebie fantazji, która pozwala uciec od codziennej rutyny i wykreować własny mikrokosmos? O znaczeniu sztuki dostarczającej pożywki dla wyobraźni i będącej inspiracją dla bohaterów w ich rytuałach?) I czy to jeszcze powieść, czy może inny, "ponowoczesny" gatunek literacki. Osobiście wolę wczesnego Vargasa Llosę, już "Wojnę końca świata" ledwo zmęczyłam, a "Zeszyty..." nie umywają się do "Miasta i psów", "Pantaleona i wizytantek" czy "Ciotki Julii i skryby". Aż się wierzyć nie chce, że napisał je autor rewelacyjnej Rozmowy w "Katedrze"...

07.02.2007

Marek Krajewski: "Widma w mieście Breslau" i pozostałe książki z tego cyklu


Seria powieści kryminalnych, na którą składają się (w kolejności chronologicznej): "Widma w mieście Breslau", "Koniec świata w Breslau", "Śmierć w Breslau" i "Festung Breslau".
Przeczytałam książki Krajewskiego jedną po drugiej i postanowiłam omówić razem, bo choć każda opowiada oddzielną historię, to kolejne tomy nawiązują do wydarzeń opisanych we wcześniejszych częściach cyklu i stanowią pewną całość. Łączy je miejsce akcji - niemiecki Wrocław w latach 1919 - 1945 - i postacie, przede wszystkim główny bohater Eberhard Mock. Nie jest to wzorzec policjanta, ani postać, z którą łatwo się czytelnikowi identyfikować: brutal, cynik, bywalec domów publicznych, nadużywający alkoholu i na dodatek powiązany ze światem przestępczym. A mimo to zaciekle tropiący zbrodniarzy, niekiedy przez długie lata. Postać Mocka, złożona i psychologicznie prawdopodobna, jest jednym z atutów powieści obok wielu obyczajowych szczegółów, dopełniających realistyczny obraz ówczesnego Wrocławia. Klimat tych powieści jest ponury i "brudny", pełno tu ludzkiej nędzy, przede wszystkim moralnej. Zaludniają je rozmaici maniacy, dewianci, męty, narkomani, prostytutki, zdeprawowani arystokraci i nawiedzeni sekciarze.
Zbrodnie, które usiłuje rozwikłać Mock, są makabryczne, a ich motywów trudno dociec. I jeśli mam jakieś zastrzeżenia do twórczości Krajewskiego, to dotyczą one właśnie motywacji morderców i ich metafizycznej
otoczki. Ale i tak to najlepsze polskie kryminały, jakie czytałam.