Pokazywanie postów oznaczonych etykietą powieść psychologiczna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą powieść psychologiczna. Pokaż wszystkie posty

3.12.2007

Joseph Conrad: "Lord Jim"


Tytułowy bohater jako młody chłopak wybrał karierę oficera marynarki pod wpływem romantycznych wyobrażeń o życiu na morzu, które, w jego mniemaniu, miało obfitować w przygody i okazje do wykazania się odwagą. Nie wątpił, że w razie niebezpieczeństwa stanie na wysokości zadania i dokona bohaterskich czynów. Niestety, życie brutalnie zweryfikowało te marzenia: w momencie próby Jim w ślad za kapitanem i mechanikiem opuścił uszkodzony statek, pozostawiając pasażerów na łasce losu. Znalazł się, dosłownie i w przenośni, w jednej łodzi z ludźmi, którymi pogardzał. Ta decyzja zaważyła na całym jego życiu. Utracił patent oficerski i, co najważniejsze, honor. Odtąd będzie stale uciekał przed ludźmi, którzy mu przypominają o sprawie "Patny" i jego hańbie. W końcu trafia na wyspę Patusan i wydaje się, że w tym odległym zakątku Malajów znajdzie azyl, a także szansę rehabilitacji i odzyskania ludzkiego szacunku. Ale czy potrafi ją wykorzystać?
Nie przypominam sobie żadnej innej książki, która by mi przysporzyła tyle pracy myślowej, co ta lektura szkolna, której interpretacji wymaga się od nastolatków. Być może to się zmieniło, ale za moich czasów "Lord Jim" omawiany był w liceum i wówczas udało mi się od niego wymigać. Czyżbym się cofnęła w rozwoju? A przecież trochę książek już w życiu przeczytałam, Conrada nie wyłączając. Mimo to uważam, że ta powieść jest trudna w odbiorze, a jej problematyka nie ogranicza się do kwestii honoru. Ilość zagadnień, jakie Conrad w niej zawarł i pytań, które postawił nie udzielając jednoznacznych odpowiedzi, może przyprawić o ból głowy. Jest tu mowa o tchórzostwie i odwadze cywilnej, odpowiedzialności, wierności sobie i zobowiązaniom wobec innych, samoświadomości i znaczeniu, jakie przypisujemy cudzej o nas opinii, zderzeniu wyidealizowanego obrazu samego siebie z rzeczywistością i mechanizmach obronnych służących podtrzymaniu dobrego mniemania o sobie. To tylko niektóre problemy, wyliczankę możnaby jeszcze długo ciągnąć.
Na przykład zastanowia mnie, czy Jim był ofiarą losu, nieszczęśliwego zbiegu okoliczności, czy też wszystko, co mu się przydarzyło było konsekwencją jego własnych czynów i błędnych decyzji. A te wynikały z jego charakteru, czy mógł więc postąpić inaczej? Między fatalizmem a determinizmem, ile miejsca pozostaje dla wolnej woli?
Inne pytanie, na które nie znalazłam odpowiedzi: dlaczego kapitan Brierly popełnił samobójstwo? Jaki związek miała z tym sprawa Jima, w którego procesie uczestniczył?
Czytając tę powieść ciągle miałam wrażenie, że coś mi umyka. Często wracałam do poprzednich stron i akapitów, bo wydawało mi się, że przeoczyłam jakieś istotne wskazówki ukryte między wierszami. I nie mam pewności, czy do końca ją zrozumiałam. Dla mnie najważniejsze w tej historii jest ukazanie złożoności ludzkiej psychiki i przeświadczenie, że nie sposób w pełni poznać drugiego człowieka, bo nawet o sobie wszystkiego nie wiemy.

16.11.2007

Truman Capote: "Śniadanie u Tiffany'ego". "Harfa traw"


Dwie nowele Trumana Capote'a zawierające wątki autobiograficzne. W "Śniadaniu u Tiffany'ego" narrator wspomina lata 40, gdy jako początkujący pisarz wynajmował mieszkanie na Manhattanie. Pewnej nocy sąsiadka wtargnęła przez okno do jego pokoju. Tak się zaczęła jego znajomość i przyjaźń z Holly Golightly, młodą dziewczyną, która miała za sobą bujną acz nieco mglistą przeszłość. Holly wiecznie baluje i bryluje w towarzystwie znacznie starszych, zamożnych panów. Utrzymuje się z pieniędzy, które od nich wyciąga "na toaletę" albo "na taksówkę" oraz honorariów, jakie dostaje za cotygodniowe wizyty w więzieniu u pewnego gangstera i przekazywane jego wspólnikowi "komunikaty o pogodzie". Można by rzec, że to zwykła puszczalska i naciągaczka, ale to nie cała prawda o Holly. Bohaterka Capote'a jako dziecko uciekła z domu i nadal ucieka, przed czym - pozostaje w sferze domysłów. Jest jak kot, którego przygarnęła: na pozór sprytna i niezależna, poszukuje swojego miejsca na ziemi, gdzie czułaby się bezpieczna i kogoś, kto się o nią zatroszczy.
W "Harfie traw" narrator powraca po latach do miasteczka na południu Stanów, w którym spędził dzieciństwo i wczesną młodość. Jedenastoletniego Collina, po śmierci rodziców, przygarniają krewniaczki - dwie stare panny o skrajnie odmiennych charakterach. Młodsza z sióstr, Verena - apodyktyczna, twarda, przedsiębiorcza, właścicielka kilku sklepów i innych nieruchomości - pełni rolę głowy rodziny i łoży na jej utrzymanie. Dolly - podporządkowana siostrze, nieśmiała i dziecinna, uważana za nieszkodliwą wariatkę - prowadzi dom z pomocą Katarzyny, Murzynki (która utrzymuje, że jest Indianką), służącej, a zarazem przyjaciółki. Dolly prowadzi też wysyłkową sprzedaż ziołowej mikstury, warzonej domowym sposobem według receptury, którą przed laty zdradziła jej pewna Cyganka. Kiedy Verena zorientuje się, że można na tym zarobić, postanawia uruchomić produkcję na skalę przemysłową. Ale Dolly odmawia ujawienia składników leku: to jej tajemnica, jedyna własność; wszystko inne zawdzięcza siostrze. Decyduje się opuścić dom, a wraz z nią odchodzą Katarzyna i Collin. Tylko, że nie bardzo mają dokąd pójść...
Po tę książkę sięgnęłam po raz pierwszy przed laty, po obejrzeniu filmu "Śniadanie u Tiffany'ego". Komedia romantyczna Blake'a Edwardsa, chociaż bardzo udana (w przeciwieństwie do większości dzisiejszych gniotów określanych tym mianem), znacznie się jednak różni od dzieła Capote'a, nie tylko zakończeniem, ale też ogólną tonacją i wymową. Audrey Hepburn to zupełnie inny typ kobiety niż Holly, która przywodzi na myśl postaci grane przez Marilyn Monroe w "Jak poślubić milionera", "Pół żartem, pół serio" czy "Przystanku autobusowym". To ją widział Capote w roli swojej bohaterki.
"Harfę traw" wówczas porzuciłam po przeczytaniu kilku stron; teraz to nadrobiłam.
Obie te nowele to znakomite studia psychologiczno-obyczajowe, ukazujące wielowymiarowe portrety ludzi niebanalnych, a nawet ekscentrycznych, ze świetnie uchwyconym klimatem, czy to Nowego Jorku, czy amerykańskiego Południa. W obu odnajdujemy podobny, nostalgiczny nastrój, z jakim się zwykle wspomina stare, dobre czasy.

6.11.2007

Alberto Moravia: "Konformista"


Akcja powieści Moravii rozpoczyna się w latach 20-tych, a kończy z chwilą upadku Mussoliniego. Jej bohater Marcello Clerici, tytułowy "Konformista", pochodzi z zamożnej rodziny, a przyczyn jego życiowej postawy należy szukać w dzieciństwie. Jedynak, zaniedbywany przez rodziców, wcześnie odkrywa w sobie skłoności do okrucieństwa i zachowań destrukcyjnych, co budzi w nim obawy, że nie jest normalny, być może obciążony dziedzicznie. Obawy uzasadnione, jako że jego ojciec trafia do kliniki psychiatrycznej, a matka zażywa narkotyki i prowadzi chaotyczne, rozwiązłe życie. Dochodzą do tego problemy z identyfikacją płciową: w szkole koledzy dokuczają mu z powodu domniemanej zniewieściałości, staje się też obiektem zainteresowania homoseksualisty. To zdarzenie zaważy na całym jego życiu. Marcello za wszelką cenę chce być taki jak wszyscy, tłamsi swoje prawdziwe "ja" i narzuca sobie fałszywą osobowość. Ceną, jaką płaci za samokontrolę, jest utrata radości życia, odcięcie od autentycznych uczuć i melancholia. Żeni się z Giulią, zwyczajną drobnomieszczanką, choć jej nie kocha. Staje się faszystą, mimo że odstręcza go ten ustrój i jego funkcjonariusze - ale Włochy są faszystowskie, również Niemcy i Hiszpania, a to znaczy, że miliony normalnych ludzi go popierają. Można powiedzieć, że sprzedaje duszę diabłu. W swoim dążeniu, aby przystosować się do społeczeństwa posuwa się tak daleko, że wstępuje do tajnej policji i podejmuje się misji specjalnej. W czasie podróży poślubnej do Paryża ma się skontaktować z antyfaszystowskim działaczem, swoim byłym wykładowcą profesorem Quadrim i wystawić go skrytobójcom...
"Konformista" to świetne studium osobowości, a przy tym realistyczny obraz Włoch w czasach faszyzmu. Moravia ukazuje konformizm społeczeństwa, które równie gorliwie i bezrefleksyjnie popiera faszyzm, jak świętuje jego upadek. Opisuje rozkład rodziny, która nie spełnia swojej roli, poddaje też krytyce kościół, sformalizowany i uległy wobec aparatu państwowego. Na podstawie powieści powstał w 1970 roku głośny swego czasu film Bernarda Bertolucciego.