
Tytułowy bohater jako młody chłopak wybrał karierę oficera marynarki pod wpływem romantycznych wyobrażeń o życiu na morzu, które, w jego mniemaniu, miało obfitować w przygody i okazje do wykazania się odwagą. Nie wątpił, że w razie niebezpieczeństwa stanie na wysokości zadania i dokona bohaterskich czynów. Niestety, życie brutalnie zweryfikowało te marzenia: w momencie próby Jim w ślad za kapitanem i mechanikiem opuścił uszkodzony statek, pozostawiając pasażerów na łasce losu. Znalazł się, dosłownie i w przenośni, w jednej łodzi z ludźmi, którymi pogardzał. Ta decyzja zaważyła na całym jego życiu. Utracił patent oficerski i, co najważniejsze, honor. Odtąd będzie stale uciekał przed ludźmi, którzy mu przypominają o sprawie "Patny" i jego hańbie. W końcu trafia na wyspę Patusan i wydaje się, że w tym odległym zakątku Malajów znajdzie azyl, a także szansę rehabilitacji i odzyskania ludzkiego szacunku. Ale czy potrafi ją wykorzystać?
Nie przypominam sobie żadnej innej książki, która by mi przysporzyła tyle pracy myślowej, co ta lektura szkolna, której interpretacji wymaga się od nastolatków. Być może to się zmieniło, ale za moich czasów "Lord Jim" omawiany był w liceum i wówczas udało mi się od niego wymigać. Czyżbym się cofnęła w rozwoju? A przecież trochę książek już w życiu przeczytałam, Conrada nie wyłączając. Mimo to uważam, że ta powieść jest trudna w odbiorze, a jej problematyka nie ogranicza się do kwestii honoru. Ilość zagadnień, jakie Conrad w niej zawarł i pytań, które postawił nie udzielając jednoznacznych odpowiedzi, może przyprawić o ból głowy. Jest tu mowa o tchórzostwie i odwadze cywilnej, odpowiedzialności, wierności sobie i zobowiązaniom wobec innych, samoświadomości i znaczeniu, jakie przypisujemy cudzej o nas opinii, zderzeniu wyidealizowanego obrazu samego siebie z rzeczywistością i mechanizmach obronnych służących podtrzymaniu dobrego mniemania o sobie. To tylko niektóre problemy, wyliczankę możnaby jeszcze długo ciągnąć.
Na przykład zastanowia mnie, czy Jim był ofiarą losu, nieszczęśliwego zbiegu okoliczności, czy też wszystko, co mu się przydarzyło było konsekwencją jego własnych czynów i błędnych decyzji. A te wynikały z jego charakteru, czy mógł więc postąpić inaczej? Między fatalizmem a determinizmem, ile miejsca pozostaje dla wolnej woli?
Inne pytanie, na które nie znalazłam odpowiedzi: dlaczego kapitan Brierly popełnił samobójstwo? Jaki związek miała z tym sprawa Jima, w którego procesie uczestniczył?
Czytając tę powieść ciągle miałam wrażenie, że coś mi umyka. Często wracałam do poprzednich stron i akapitów, bo wydawało mi się, że przeoczyłam jakieś istotne wskazówki ukryte między wierszami. I nie mam pewności, czy do końca ją zrozumiałam. Dla mnie najważniejsze w tej historii jest ukazanie złożoności ludzkiej psychiki i przeświadczenie, że nie sposób w pełni poznać drugiego człowieka, bo nawet o sobie wszystkiego nie wiemy.




