16.11.2007

Truman Capote: "Śniadanie u Tiffany'ego". "Harfa traw"


Dwie nowele Trumana Capote'a zawierające wątki autobiograficzne. W "Śniadaniu u Tiffany'ego" narrator wspomina lata 40, gdy jako początkujący pisarz wynajmował mieszkanie na Manhattanie. Pewnej nocy sąsiadka wtargnęła przez okno do jego pokoju. Tak się zaczęła jego znajomość i przyjaźń z Holly Golightly, młodą dziewczyną, która miała za sobą bujną acz nieco mglistą przeszłość. Holly wiecznie baluje i bryluje w towarzystwie znacznie starszych, zamożnych panów. Utrzymuje się z pieniędzy, które od nich wyciąga "na toaletę" albo "na taksówkę" oraz honorariów, jakie dostaje za cotygodniowe wizyty w więzieniu u pewnego gangstera i przekazywane jego wspólnikowi "komunikaty o pogodzie". Można by rzec, że to zwykła puszczalska i naciągaczka, ale to nie cała prawda o Holly. Bohaterka Capote'a jako dziecko uciekła z domu i nadal ucieka, przed czym - pozostaje w sferze domysłów. Jest jak kot, którego przygarnęła: na pozór sprytna i niezależna, poszukuje swojego miejsca na ziemi, gdzie czułaby się bezpieczna i kogoś, kto się o nią zatroszczy.
W "Harfie traw" narrator powraca po latach do miasteczka na południu Stanów, w którym spędził dzieciństwo i wczesną młodość. Jedenastoletniego Collina, po śmierci rodziców, przygarniają krewniaczki - dwie stare panny o skrajnie odmiennych charakterach. Młodsza z sióstr, Verena - apodyktyczna, twarda, przedsiębiorcza, właścicielka kilku sklepów i innych nieruchomości - pełni rolę głowy rodziny i łoży na jej utrzymanie. Dolly - podporządkowana siostrze, nieśmiała i dziecinna, uważana za nieszkodliwą wariatkę - prowadzi dom z pomocą Katarzyny, Murzynki (która utrzymuje, że jest Indianką), służącej, a zarazem przyjaciółki. Dolly prowadzi też wysyłkową sprzedaż ziołowej mikstury, warzonej domowym sposobem według receptury, którą przed laty zdradziła jej pewna Cyganka. Kiedy Verena zorientuje się, że można na tym zarobić, postanawia uruchomić produkcję na skalę przemysłową. Ale Dolly odmawia ujawienia składników leku: to jej tajemnica, jedyna własność; wszystko inne zawdzięcza siostrze. Decyduje się opuścić dom, a wraz z nią odchodzą Katarzyna i Collin. Tylko, że nie bardzo mają dokąd pójść...
Po tę książkę sięgnęłam po raz pierwszy przed laty, po obejrzeniu filmu "Śniadanie u Tiffany'ego". Komedia romantyczna Blake'a Edwardsa, chociaż bardzo udana (w przeciwieństwie do większości dzisiejszych gniotów określanych tym mianem), znacznie się jednak różni od dzieła Capote'a, nie tylko zakończeniem, ale też ogólną tonacją i wymową. Audrey Hepburn to zupełnie inny typ kobiety niż Holly, która przywodzi na myśl postaci grane przez Marilyn Monroe w "Jak poślubić milionera", "Pół żartem, pół serio" czy "Przystanku autobusowym". To ją widział Capote w roli swojej bohaterki.
"Harfę traw" wówczas porzuciłam po przeczytaniu kilku stron; teraz to nadrobiłam.
Obie te nowele to znakomite studia psychologiczno-obyczajowe, ukazujące wielowymiarowe portrety ludzi niebanalnych, a nawet ekscentrycznych, ze świetnie uchwyconym klimatem, czy to Nowego Jorku, czy amerykańskiego Południa. W obu odnajdujemy podobny, nostalgiczny nastrój, z jakim się zwykle wspomina stare, dobre czasy.

10 komentarzy:

zosik pisze...

Czytałam jedno i drugie. "Harfa Traw" jest słodka :-), a wybierając między "Śniadaniem..." w wersji filmowej i książkowej - wybieram film :)
Pozdrowienia

Bruixa pisze...

Ja też mile wspominam ten film, ale książka wydała mi się bliższa prawdziwemu życiu.
Zosik, gdzie cię szukać? Masz może bloga albo stronkę, bywasz na jakimś forum? Daj znać!

Judytta pisze...

Czytałam Śniadanie.. bardzo mi się podobało, takie w moim stylu.

zosik pisze...

Mam bloga :)
http://lekturki.wordpress.com/
Pozdrawiam!

Judytta pisze...

Podam bloga do Zosika, mam nadzieję że się na mnie nie obrazi:
http://lekturki.wordpress.com/

Bruixa pisze...

Dzięki, zajrzę!

chiara76 pisze...

A mnie się zdecydowanie bardziej podobał film, mimo, że i książka też, ale jednak film z cudowną Audrey;)
Acha, niniejszym informuję, że dodaję blog do czytanych, jako, że lubię czytać o tym, jak książki odbierają inni;))pozdrawiam, Chiara.

Bruixa pisze...

Też bardzo lubiłam Audrey Hepburn i filmy z jej udziałem.

Rewanżuję się linkiem do Twojego bloga. Lubię czasem sprawdzić, co inni czytają - tym sposobem dowiedziałam się o wielu interesujących książkach.
Pozdrawiam :)

Monika pisze...

Bruixa,

Czytajac o tych dwoch powiesciach przyszedl mi na mysl serial telewizyjny, ktory ogladam wlasnie, "Mad Man" (pierwszy sezon juz zostal obsypany nagrodami). Jest to genialnie sportretowana Ameryka i Nowy Jork lat 60-tych. Genialna charaktersytyka obyczajowosci... Polecam choc to nie jest ksiazka!

Link: http://www.amctv.com/originals/madmen/?utm_source=Gupta+Media&utm_medium=SEM&utm_term=mad%20men&%20utm_campaign=Mad+Men+Season+2

A te powiesci umiescilam na mojej liscie do przeczytania - dzieki za rekomendacje!

Pozdrawiam,
Monika

Bruixa pisze...

Moniko, nie znam tego serialu - w Polsce jeszcze go nie nadawali na żadnym z kanałów TV, które mam w kablówce. Ale to pewnie kwestia czasu i jakaś stacja go zakupi, wtedy chętnie obejrzę.