13.12.2012

John Lawrence Reynolds - "Ludzie z cienia"

Pelny tytuł książki brzmi: "Ludzie z cienia. Historia tajnych stowarzyszeń". Autor przedstawia w niej przeróżne sekretne organizacje, zarówno dawne, jak i obecnie istniejące. Opisuje historie ich powstania,  struktury, rytuały i obrzędy inicjacyjne, tajne znaki, przypisywane im lub rzeczywiste wpływy. Wspomina o teoriach spiskowych i stara się oddzielić prawdę od fikcji. Wśród wymienionych stowarzyszeń nie mogło, oczywiście, zabraknąć masonerii, iluminatów i różokrzyżowców, ale pojawiają się też organizacje przestępcze - mafia, yakuza i triady - oraz sekty religijne.
Jak widać,  John Lawrence Reynolds zakroił temat szeroko, ale potraktował go pobieżnie - książka liczy zaledwie 250 stron. Jest przy tym wyraźnie amerykańsko centryczna, autor skupia się np.na działalności lóż masońskich i cosa nostra w USA; reszta świata znacznie mniej go obchodzi.
Dla mnie najbardziej interesujący był rozdział poświęcony Skull and Bones - ekskluzywnemu studenckiemu bractwu z uniwersytetu Yale. Wśród jego członków znaleźć można prominentne postaci ze sfer polityki i biznesu, m.in. trzy pokolenia Bushów. Jeśli do tego dodać powiązania tej organizacji z nazistami i z CIA, to się człowiek zaczyna zastanawiać, czy aby wszystkie teorie spiskowe są wyssane z palca.

18.09.2012

Jerzy Siewierski - "Panią naszą upiory udusiły"

Perełka, którą wygrzebałam w stosie starych kryminałów, takich kieszonkowych, z serii z jamnikiem lub kluczykiem. Tytuł mnie zafrapował, a i początek zapowiadał niezłą rozrywkę.
Rzecz się dzieje za czasów Stanisława Augusta na Mazowszu, gdzieś między Warszawą a Płockiem. Młody kadet Szkoły Rycerskiej zajeżdża do dworu swego stryja i opiekuna niczym Tadeusz do Soplicowa. Nie zastaje gospodarza, a domownicy i służba witają go straszną nowiną: "Panią naszą upiory udusiły"  i wywlekły przez komin. Panicz, kształcony w duchu Oświecenia racjonalista, nie daje wiary ludowym zabobonom i zarządza poszukiwania stryjenki, a następnie stara się dociec, kto pozbawił ją życia. Tymczasem dochodzi do kolejnego morderstwa, a on sam staje się celem ataków tajemniczego zbrodniarza.
Jerzy Siewierski napisał tę powieść w formie relacji głównego bohatera. Jest to rzekomo publikacja rękopisu odnalezionego przypadkiem po 200 latach, który, niestety, nie zachował się w całości, stąd luki w narracji. Stylizacja językowa nie utrudnia odbioru książki, a wraz z przytoczonymi przyśpiewkami dodaje jej charakteru, przede wszystkim komizmu. Bardzo przyjemnie mi się czytało, czego nie mogę powiedzieć o większości współczesnych polskich kryminałów.

18.05.2012

Taylor Stevens - "Informacjonistka"

Vanessa Munroe, posługująca się również imieniem Michael (i męskim przebraniem), specjalizuje się w zbieraniu informacji. Jej klientami są zazwyczaj organizacje i przedsiębiorcy podejmujący działalność w krajach Trzeciego Świata.Ale kolejne zlecenie jest nietypowe: nafciarz z Teksasu wynajmuje ją, aby odnalazła jego przybraną córkę. Dziewczyna zaginęła przed czterema laty w Afryce i dotychczasowe próby odszukania jej nie przyniosły żadnych rezultatów.
Kontrakt jest lukratywny, ale obarczony dużym ryzykiem, bo rejon Afryki, do którego się wybiera, jest bardzo niespokojny.. Dla Munroe oznacza to też powrót do kraju, w którym się urodziła i wychowała, i do bolesnych wspomnień.
Literacki debiut Taylor Stevens  stał się bestsellerem i autorka pisze już trzecią książką o przygodach Vanessy Michael Munroe. Jak na mój gust jej bohaterka jest nazbyt genialna i niezniszczalna, wychodzi cało z najgorszych opresji - w stylu "zabili go i uciekł". Bardzo też (powiedziałabym, że za bardzo) przypomina Salander z "Millenium" Larssona. No, i ten tytuł mi zgrzyta...  Ale, ogólnie rzecz biorąc, "Informacjonistka" to niezły thriller, z wartką akcją, w którym oprócz sensacji i przygody znajdzie się garść informacji o kilku krajach afrykańskich..

29.10.2011

Andrzej Ziemiański - "Miecz orientu"

Tytuł mnie zmylił - nie tego się spodziewałam. Oczekiwałam fantasy w egzotycznej, blisko- lub dalekowschodniej scenerii, a tu nic z tych rzeczy. Akcja rozgrywa się pod koniec drugiej wojny światowej i/albo tuż po jej zakończeniu. Marek Brener ucieka z obozu jenieckiego, kryje się w litewskich lasach, po czym trafia do kolejnego obozu. Tylko że ten jest jakiś dziwny - przypomina raczej dom wariatów niż łagier. Bohater próbuje się rozeznać w sytuacji, zasięgnąć języka u współwięźniów, ale ciężko mu się z nimi dogadać. Są milkliwi, na pytania odpowiadają wymijająco bądź obsesyjnie drążą swoje ulubione tematy.

Po przeczytaniu kilkudziesięciu stron miałam już jasność, o co w tym chodzi  (w przeciwieństwie do zdezorientowanego Brenera, którego wysiłki przy dochodzeniu do prawdy wypełniają niemal całą powieść) i odechciało mi się dalej czytać. Znużyły mnie nocne eskapady bohatera i dziwaczne postacie w surrealistycznej scenerii prowadzące dialogi na cztery nogi. Resztę przekartkowałam, żeby się upewnić, że moje wnioski były słuszne. I zobaczyć, jak Andrzej Ziemiański zakończył tę rozwleczoną na ponad 300 stron metaforę Polski i Polaków. "Miecz orientu" mogę polecić tylko bardzo wytrwałym czytelnikom, którym jeszcze się ta tematyka nie przejadła.

06.10.2011

Enrique Moriel - "Miasto poza czasem"

Na okładce napisano, że Enrique Moriel w niezwykły sposób opowiada historię Barcelony od średniowiecza po współczesność (albo jakoś podobnie) i to mnie skusiło. Rzeczywiście, autor dużo miejsca poświęca dziejom miasta. Pisze o tym, jak rozrastało się poza mury obronne i nawarstwiało, gdy nowe budowle wznoszono na fundamentach starych domów i wyburzano całe kwartały, by zrobić miejsce dla dzielnicy Eixample, a później obiektów olimpijskich. Opisuje oblężenie i ostrzał artyleryjski podczas wojen napoleońskich, strajki i walki uliczne w czasie drugiej republiki i wojny domowej. Fragmenty odnoszące się do wydarzeń historycznych okazały się najciekawsze i uważam je za największy - wręcz jedyny - walor "Miasta poza czasem" . Bo fabuła, która się kupy nie trzyma, nie jest nim na pewno. Składają się na nią dwa wątki. W pierwszym pewien adwokat próbuje wyjaśnić zagadkową śmierć swojego klienta - milionera, w czym pomaga mu asystentka - piękna, wykształcona, w dodatku wysportowana (ale te jej zalety nie znajdują zastosowania w toku akcji). W drugim tajemniczy osobnik snuje opowieść o swoim życiu, od narodzin w średniowiecznym burdelu po dzień dzisiejszy - albowiem nie jest to zwykły śmiertelnik, tylko wampir czy też inny diabelski pomiot. Oba wątki początkowo biegną równolegle, potem się splatają, ale nic sensownego z tego nie wynika. Zakończenie też trudno uznać za satysfakcjonujące. Są tu jeszcze rozważania o walce Dobra ze Złem i Boga z Szatanem (zdaniem narratora wygranej przez tego drugiego). W sumie: chała.

28.09.2011

Paullina Simons - "Droga do raju"

Shelby mieszka w małym miasteczku na wschodnim wybrzeżu. Właśnie skończyła szkołę średnią i przed podjęciem studiów postanawia wyruszyć samochodem do Kalifornii, aby odszukać matkę, która ją przed laty porzuciła. Przyłącza się do niej szkolna koleżanka Gina. Musi koniecznie spotkać się z chłopakiem, który przeprowadził się z rodzicami na zachód. Ta eskapada przez cały kraj stanie się punktem zwrotnym w życiu bohaterek.
Od samego początku podróż nie przebiega tak, jak sobie Shelby zaplanowała, a to z winy koleżanki i jej rodziny. Ale prawdziwe kłopoty zaczną się z chwilą zabrania autostopowiczki - dziwnej dziewczyny, którą ściga jakiś typ spod ciemnej gwiazdy.
Wahałam się przed pożyczeniem tej książki, jako że problemy amerykańskich nastolatków niespecjalnie mnie interesują. I rzeczywiście, wiele razy się zżymałam na beztroską głupotę tych panienek. Mimo to "Droga do raju" mnie wciągnęła i udzielił mi się jej niepokojący nastrój. I choć Paullina Simons trochę przesadziła z dramaturgią wydarzeń, to udało jej się stworzyć postacie różniące się charakterami i opisać zmienne relacje między nimi. A także pokazać kawałek amerykańskiej prowincji: przydrożne bary i motele, samotne farmy, osiedla przyczep samochodowych, kasyna gry i wielkie, bezludne przestrzenie.