28.10.2010

Boris Akunin - "Nefrytowy różaniec"

Najnowsza książka o Eraście Fandorinie nie jest powieścią lecz zbiorem opowiadań. Boris Akunin zadedykował ją klasykom światowego kryminału. Opowiadań jest 10: tytułowy Nefrytowy różaniec , Jigumo, Table-talk, Z życia wiórów, Skarpeja Baskakowów, Jedna dziesiąta procenta, Herbatka w Bristol, Dolina marzeń, Przed końcem świata oraz Uwięziona w wieży, czyli krótka, lecz piękna droga trzech mądrych. Każde nawiązuje do twórczości jednego z mistrzów gatunku - naśladuje styl, wykorzystuje tematy i motywy charakterystyczne dla ich twórczości. I tak mamy tu wariacje na temat "Imienia róży", która rozgrywa się wśród starowierów na Syberii oraz Jeźdźca bez Głowy w scenerii Dzikiego Zachodu. A obok Fandorina pojawiają się Sherlock Holmes z doktorem Watsonem, Arsene Lupin oraz niejaka panna Janet Palmer.
Książka powinna przypaść do gustu miłośnikom kryminałów i zabaw literackich. No i, oczywiście, fanom Fandorina. Ci ostatni mają też okazję porównać swoje wyobrażenie detektywa-dandysa z tym, jak sprtretował go rysownik Igor Sakurow.

05.10.2010

Tomás Eloy Martínez - "Evita"

Wbrew temu, co jakiś dureń twierdzi w blurbie i co sugeruje zdjęcie zamieszczone na okładce, książka Tomása Eloya Martíneza NIE posłużyła za podstawę libretta musicalu Andrew Lloyda Webera i jego ekranizacji z Madonną i Banderasem. Nie jest to też biografia Evy Perón, kobiety, która już za życia stała się ikoną i jest nią nadal pół wieku po śmierci. Autor przytacza wprawdzie szereg epizodów z jej życia, ale podkreśla, że przeszłość Evity nie wyjaśnia tego, kim się stała dla milionów Argentyńczyków. Skupia się na jej legendzie i losach pośmiertnych.
Była postacią bardzo kontrowersyjną, uwielbianą i nienawidzoną. Jedni odsądzali ją od czci i wiary, inni słałi petycje do papieża, by ją kanonizował. Po śmierci jej ciało zabalsamowano i wystawiono w siedzibie centrali związkowej, skąd zniknęło po obaleniu Perona w 1955 roku. Wojskowi ukrywali je i przewozili z miejsca na miejsce. Każdej przeprowadzce towarzyszyły nieszczęśliwe wypadki, z których Evita wychodziła bez szwanku, a ginęli eskortujący ją żołnierze. Oficerowie odpowiedzialni za całą tę operację zapijali się i popadali w szaleństwo.
Czyta się to momentami jak bajkę o żelaznym wilku, ale autor zapewnia, że najbardziej niewiarygodne wydarzenia miały miejsce w rzeczywistości.

30.09.2010

Terry Pratchett - "Niewidoczni Akademicy"

Ubiegły rok upłynął mi pod znakiem Terry'ego Pratchetta, którego wreszcie odkryłam (lepiej późno niż wcale) i z miejsca pokochałam. I nie poświęciłam mu dotąd na blogu ani linijki. Powody (poza lenistwem i napadową awersją do pisania) są dwa. Po pierwsze, przeczytałam wszystko, co wyszło spod jego pióra i zdołałam dopaść - ze 30 tytułów lekko licząc - o wiele za dużo, żeby o wszystkich wspomnieć, a wybór niełatwy. Po drugie - amatorom fantastyki nie trzeba Pratchetta przedstawiać, ani do niego zachęcać, zaś ci, którzy od niej stronią jak od zarazy, są niepodatni na perswazje. Choć bez nadziei na przekonanie opornych postanowiłam jednak napisać o jego najnowszej powieści.
Sir Terence, który porusza w swojej twórczości rozmaite przejawy życia społecznego i kultury, zarówno wysokiej jak i masowej, tym razem zajął się sportem, a ściśle mówiąc - futbolem. Oto pewien bogaty darczyńca zapisał pokaźną sumę na rzecz Niewidocznego Uniwersytetu. Legat obwarowany jest jednym warunkiem: reprezentacja uczelni musi rozegrać mecz piłki nożnej. A jest to gra bardzo brutalna i udział w niej grozi śmiercią lub kalectwem; ulubiona rozrywka uliczników, zupełnie niestosowna dla szacownych akademików. Jednak rezygnacja z hojnego wsparcia oznaczałaby konieczność ostrych cięć budżetowych, a do tego magowie nie chcą dopuścić. Toteż mecz się odbędzie, ale przy okazji nastąpią zmiany w regułach gry - do tej pory w zasadzie pozbawionej reguł.
W "Niewidocznych Akademikach" spotykamy starych znajomych - magów i strażników miejskich, ale na pierwszym planie są nowe postacie - szeregowi pracownicy uczelni, rzec można personel pomocniczy i techniczny. Ponadto w kosmopolitycznym Ankh Morpork, zamieszkałym przez ludzi, krasnoludy, trolle, wampiry, wilkołaki i inne rasy pojawia się przedstawiciel jeszcze jednego, budzącego grozę gatunku. Poza głównym, sportowym wątkiem wkraczamy też w świat mody wraz z przyjaciółką jednego z bohaterów. Dziewczyna rozpoczyna karierę na wybiegu prezentując wytworne kolczugi dla krasnoludek, nad którymi znacznie góruje wzrostem (skąd my to znamy?).
"Niewidocznych Akademików" nie zaliczę do najlepszych ani najśmieszniejszych książek ze Świata Dysku, a i tak przeczytałam ją z przyjemnością, jak i poprzednie tomy. Każda powieść z tej serii to gwarancja inteligentnej rozrywki, a żeby się o tym przekonać wystarczy przezwyciężyć uprzedzenia do fantasy.

08.07.2010

Maj Sjöwall i Per Wahlöö - "Śmiejący się policjant"

W ramach serii "Kryminał z klasą" wydawnictwo Amber sięgnęło po cykl powieści o komisarzu Martinie Becku napisanych wspólnie przez małżonków Maj Sjöwall i Pera Wahlöö. "Śmiejący się policjant" to czwarty z dziesięciu tomów i najsłynniejszy.
Pewnej jesiennej nocy w Sztokholmie doszło do masakry. Nieznany sprawca zastrzelił kierowcę i 7 pasażerów nocnego autobusu. Wśród ofiar jest detektyw z wydziału śledczego, co nasuwa Beckowi podejrzenie, że właśnie on był celem mordercy a pozostałe osoby zginęły, aby upozorować strzelaninę na dzieło szaleńca. W toku dochodzenia policjanci odkrywają, że ich kolega badał nierozwiązaną sprawę sprzed lat. Widocznie wpadł na trop zbrodniarza i przypłacił to życiem.
Sjöwall i Wahlöö uchodzą za rodziców nowoczesnego szwedzkiego kryminału, którzy zainspirowali m. in. Henninga Mankella i Stiega Larssona. W odróżnieniu od klasycznych wzorców brak tu genialnego detektywa, który samodzielnie i błyskawicznie rozwiązuje zagadkę i wskazuje sprawcę zbrodni spośród grona podejrzanych. Tu mamy do czynienia z pracą zespołową, a śledztwo jest żmudne, utyka i bywa, że ciągnie się miesiącami. Policjanci nie są tak błyskotliwi jak Sherlock Holmes czy Herkules Poirot; nadrabiają ten brak uporem i skrupulatnością. Czasem pomaga im szczęśliwy przypadek.
Powieści tej szwedzkiej pary wydały mi się zaskakująco współczesne, choć powstały na przełomie lat 60 i 70 ubiegłego wieku i, oczywiście, nie ma mowy o komórkach, faksach i badaniach DNA. Za to w sferze obyczajowej i stylistyce wcale się nie zestarzały, czego nie da się powiedzieć o wielu innych utworach z tego okresu. Spodobała mi się różnorodność charakterów opisywanych postaci, wyraziste tło, żywy język i nienachalny humor. Czekam niecierpliwie na kolejne tomy.

22.06.2010

Ray Bradbury - "Kroniki marsjańskie"

Raya Bradbury'ego znałam głównie ze słyszenia i ekranizacji, poza kilkoma opowiadaniami przeczytanymi w zamierzchłych czasach, jeszcze w podstawówce. A przecież to klasyk literatury science-fiction. Postanowiłam więc nadrobić ten brak w wykształceniu i sięgnęłam po książkę, która przyniosła mu sławę.
"Kroniki marsjańskie" to zbiór opowiadań przedstawiających kolonizację Czerwonej Planety od pierwszej wyprawy w 1999 po rok 2026.
Niewątpliwie jest to fantastyka, ale jakby mało "naukowa". Raczej poetycko-oniryczna, z elementami dreszczowca, horroru i groteski. Wydaje się, że nazwa "Mars" użyta jest umownie jako określenie obcej planety, jako że pisarza interesują przede wszystkim zachowania ludzi w zetknięciu z nieznanym. I nie tyle ludzi w ogólności, co własnych rodaków, bo w podboju Marsa uczestniczą wyłącznie Amerykanie, którzy poczynają sobie jak kowboje: ich pierwszą reakcją jest sięgnięcie po broń. A cały proces osadnictwa bardzo przypomina zdobywanie Dzikiego Zachodu.
"Kroniki marsjańskie" noszą wyraźne piętno epoki, w której powstały (rok 1950). Poznać to po opisie stosunków rasowych i modelu życia rodzinnego, a także przeświadczeniu o nieuchronnym wybuchu III wojny światowej i atomowej zagładzie. Książka dosyć ciekawa, ale mocno trąci myszką.

07.06.2010

Markus Zusak - "Złodziejka książek"

Historia dziewczynki, która utraciła wszystkich bliskich opowiedziana przez... Śmierć.
Tuż przed wybuchem II wojny światowej jedenastoletnia Liesel przybywa do miasteczka w Bawarii, aby zamieszkać u Hansa i Rosy Hubermannów. Schorowana i pozbawiona środków do życia matka zdecydowała się oddać dzieci rodzinie zastępczej. Ojciec już wcześniej zniknął z ich życia - pada słowo "komunista" i więcej się o nim nie wspomina. Podczas długiej podróży pociągiem umiera młodszy braciszek Liesel. Dziewczynka styka się ze śmiercią po raz pierwszy, ale nie ostatni.
Byłam ciekawa tej powieści, ale też trochę się jej obawiałam. Książkę powszechnie chwalono, przy czym wszyscy dodawali, że popłakali się jak bobry. Rzeczywiście, "Złodziejka książek" łatwo mogła stać się wyciskaczem łez, a nie doszło do tego dzięki specyficznej narracji. Markus Zusak unika sentymentalizmu, wbrew regułom budowania napięcia uprzedza wypadki, przerywa akcję by wtrącić jakąś dygresję, włącza nawet do powieści komiks. Szczerze mówiąc ten styl z początku mi nie odpowiadał, drażniły mnie komentarze czynione przez Śmierć, odchodzenie od głównego tematu i wybieganie w przyszłość. Ale szybko przywykłam, a fabuła mnie wciągnęła.
Sposób przedstawienia Niemców odbiega od stereotypowego, znanego z lektur szkolnych. Przybrani rodzice Liesel i ich sąsiedzi to - z kilkoma wyjątkami - przyzwoici ludzie pracy, cierpiący niedostatek, drżący o swoich bliskich, żyjący w strachu przed donosicielami i bombardowaniem. Oni też są ofiarami wojny. Ujęcie dość jednostronne, ale powieść adresowana jest do młodych czytelników i napisana z perspektywy nieco naiwnej, bo dziecięcej. No, i z punktu widzenia Śmierci, który ma pełne ręce roboty i nie pojmuje tego szaleństwa zabijania, jakie ogarnęło ludzi.
Zusak przedstawia bezsensowne okruciecieństwo wojny, ale mówi też o potędze słowa: o zatruwających umysły przemówieniach Hitlera i o książkach, które pomagały oderwać się od strasznej rzeczywistości i przetrwać najgorsze chwile.

15.05.2010

John le Carré - "Mała doboszka"

Powieść Johna le Carré, której od lat poszukiwałam bezskutecznie aż wreszcie Świat Książki zdecydował się ją wznowić i chwała mu za to. Jedyna w jego dorobku, w której akcja koncentruje się wokół postaci kobiecej.
Młoda angielska aktorka Charlie zakochuje się w tajemniczym mężczyźnie, którego poznała na wakacjach w Grecji. Okazuje się, że jest on agentem Mossadu, a ich z pozoru przypadkowe spotkanie było ukartowane. Josef posłużył za wabia, aby skłonić ją do współpracy z izraelskim wywiadem, ona z kolei ma być przynętą, która doprowadzi ich do palestyńskiego terrorysty odpowiedzialnego za serię zamachów bombowych. Charlie zgadza się odegrać życiową rolę. Jej motywacje są złożone i chyba sama ich sobie do końca nie uświadamia, tak jak i konsekwencji tej decyzji.
W "Małej doboszce" pojawiają się motywy typowe dla całej twórczości le Carrégo: oszustwo, manipulacja, zdrada; zwerbowanie agenta jako rodzaj uwiedzenia, operacja szpiegowska jako spektakl i odgrywanie ról. Ale w tym "teatrze rzeczywistości" naprawdę giną ludzie, a jeśli ujdą z życiem, to poharatani i wypaleni.
W powieści przewija się też motyw luster: Charlie "przegląda się" w twarzy Josefa i widzi samą siebie, a dwaj główni antagoniści są jak lustrzane odbicia.
Le Carré patrzy na bliskowschodni dramat obiektywnie, po obu stronach dostrzega racje, doznane krzywdy, ale i zbrodnie. Konkluzje są pesymistyczne, konflikt izraelsko-palestyński wydaje się nierozwiązywalny, spirala przemocy stale się nakręca.
Świetna powieść, jedna z jego najlepszych, choć gorzka jak piołun.

31.03.2010

Nick Trout - "Powiedz, gdzie cię boli"

Wybierając książkę rzadko kieruję się okładką, ale tym razem było inaczej. Po prostu nie mogłam się oprzeć tej rozkosznej, małe psince.
"Powiedz, gdzie cię boli" to opis doby z życia chirurga weterynarii, który, wezwany nad ranem do pilnego przypadku, pracuje aż do późnego wieczora. Udziela konsultacji, bada pacjentów, operuje i reoperuje, odwiedza rekonwalescentów i rozmawia z ich właścicielami. Pacjenci to w większości psy i koty, choć trafiają się i inne gatunki zwierząt.
Nick Trout jest Anglikiem, ale praktykuje w klinice dla zwierząt w Bostonie. W relację o przypadkach, jakimi zajmuje się na bieżąco wplata wspomnienia, anegdoty oraz refleksje o specyfice pracy weterynarza i o więzi łączącej ludzi i ich pupili. Pisze o postępie w medycynie weterynaryjnej, która obecnie korzysta z takich samych metod diagnostycznych, technik operacyjnych i specjalistycznej aparatury, jakie stosuje się w leczeniu ludzi. Ale nawet ten nowoczesny arsenał środków nie gwarantuje sukcesu, a koszty takiej kuracji sięgają dziesiątków tysięcy dolarów. Sumy niebotyczne, zwłaszcza gdy się je porówna z wyceną procedur medycznych przez nasz NFOZ.
Książka doktora Trouta jest trochę chaotyczna i nie dorównuje wspomnieniom Jamesa Herriota, którego nazwisko autor kilkakrotnie przywołuje. Cóż, Herriot jest bezkonkurencyjny w kategorii książek o weterynarzach i ich pacjentach, ale i u Trouta znajdzie się sporo ciekawostek i parę śmiesznych anegdot.

18.03.2010

Margaret Mitchell - "Przeminęło z wiatrem"

Długo nie mogłam się zabrać za tę książkę, choć jej ekranizację obejrzałam z przyjemnością (i to nie raz). I pewnie w tym tkwi przyczyna: znałam fabułę, a przylepiona "Przeminęło z wiatrem" etykietka "romansu wszechczasów" raczej mnie zrażała niż zachęcała. Po przeczytaniu uważam, że jest myląca i krzywdząca. Powieść Margaret Mitchell to nie ckliwe romansidło lecz epopeja Południa, a jej bohaterka, trzykrotnie zamężna - bynajmniej nie z miłości - niewiele ma z typowej romantycznej heroiny. Filmowa wersja jest uproszczona w stosunku do książki, eksponuje wątek miłosny kosztem innych, nie mniej ciekawych. Mnie osobiście bardziej od sercowych perypetii Scarlett poruszyła jej walka o utrzymanie plantacji i wyżywienie rodziny.
Mitchell stworzyła nietuzinkową postać, która wzbudza silne, często sprzeczne emocje: irytację i żywiołową antypatię, ale też podziw i współczucie; nie można przejść obok niej obojętnie. Niezależna, przedsiębiorcza i bezwzględna Scarlett O'Hara to ewenement w czasach, gdy od kobiet oczekiwano dobrych manier i uległości. Innym postaciom również nie brak wyrazistości, niektóre wydały mi się nawet ciut przerysowane.
Powieść napisana z nerwem i rozmachem zawiera sceny o dużym ładunku dramatycznym i obrazy zapadające w pamięć. Jest w niej brutalny realizm, ironia, ale też nostalgia za światem, który przeminął bezpowrotnie. Autorka przedstawia dawne Południe z punktu widzenia bogatych plantatorów jako sielankową krainę - raj utracony. Ten wyidealizowany obraz przeciwstawia zniszczeniom spowodowanym wojną i grabieżą przez jankeskich okupantów.
Z początku książka mnie nie porwała, ale po kilku rozdziałach przepadłam z kretesem i ciężko mi się było od niej oderwać. Najchętniej czytałabym non stop, ale się nie dało - to blisko 1000 stron pasjonującej lektury.

02.03.2010

Pierre la Mure - "Prywatne życie Mony Lisy"

Fabularyzowana biografia kobiety, której wizerunek, po wielokroć powielany, jest tak znany, że się opatrzył i zbanalizował. Gdy tymczasem o niej samej niewiele wiadomo. Pierre la Mure podjął się rekonstrukcji losów Lisy Gherardini, córki florenckiego kupca, wydanej w wieku lat piętnastu za znacznie starszego wdowca Francesco del Giocondo. I choć w dużej mierze opierał się na domysłach, udało mu się tchnąć życie w ikonę kultury i ukazać ją jako istotę z krwi i kości. Podobnie jak mistrza, który ją unieśmiertelnił. Leonardo da Vinci w ujęciu pisarza odbiega od potocznego o nim wyobrażenia jako wszechstronnego człowieka renesansu. La Mure nie neguje geniuszu malarza, ale ujawnia jego ograniczenia, słabe strony i wady charakteru.
"Prywatne życie Mony Lisy" , wbrew tytułowi, to nie tylko dzieje Giocondy, ale i barwny obraz Włoch epoki Odrodzenia. Szczególne miejsce zajmuje w nim Florencja Medyceuszów i Savonaroli, przeżywająca swój rozkwit, a następnie schyłek koniunktury. Miasto tętniące życiem, wspaniale opisane - to ono jest głównym bohaterem tej książki.
Powieść zawiera mnóstwo informacji, nierzadko bulwersujących, o wydarzeniach i czołowych postaciach tego okresu. Przez jej karty przewijają się papieże i dostojnicy kościoła, królowie i książęta, sławni artyści i kondotierzy. Autor nie ogranicza się do wielkiej polityki, wojen i spisków. Przedstawia też życie codzienne, pracę i rozrywki florenckiego patrycjatu. Z książki można się dowiedzieć, jak wówczas zawierano małżeństwa, wychowywano dzieci, jakie były obyczaje przy stole i jak zmieniała się moda damska i męska. W sumie pokaźna dawka wiedzy podana w bardzo atrakcyjnej formie.

28.02.2010

Michalis Machailidis - "Nocna jazda"

Powieść otwiera sekwencja chaotycznych obrazów, w których można się domyślać narkotycznych wizji, koszmarów sennych lub urojeń chorego umysłu. Nie wiadomo kim jest bohater, któremu się one zwidują i co mu się właściwie przydarzyło. On sam tego nie wie - doznał amnezji w wyniku urazów mózgu odniesionych w wypadku samochodowym. Nic nie pamięta i wiedzę o sobie zawdzięcza ludziom, którzy odwiedzają go w szpitalu. Ale czy może im wierzyć? I czy na pewno był to wypadek, czy też ktoś próbował go zamordować?
Punkt wyjścia jest interesujący, ale ciąg dalszy już nie, a rozwiązanie zagadki rozczarowuje. Michalis Machailidis wymyślił dość banalną historię i opowiedział ją w mało zajmujący sposób.
Po "Nocną jazdę" sięgnęłam ze względu na narodowość autora, jako że nowożytna literatura grecka jest mi niemal zupełnie nieznana, a mam do tego kraju pewien sentyment. Liczyłam na trochę lokalnego kolorytu, ale się przeliczyłam: akcja równie dobrze mogłaby się toczyć w każdym innym miejscu na świecie. O współczesnej Grecji nie dowiedziałam się niczego poza tym, że tam również działają rosyjscy bandyci i nie brak ludzi, którzy żyją na kredyt, nie myśląc o tym, że długi przyjdzie im kiedyś spłacić ze słonymi odsetkami. Odrażające postacie w odrażającej scenerii - i tyle. Nie polecam.

11.02.2010

Anna Brzezińska - "Letni deszcz. Sztylet"

Długo przyszło czekać na czwartą, ostanią część rozpoczętej w 1999 roku sagi o zbóju Twardokęsku. W międzyczasie Anna Brzezińska zaangażowała się w inne przedsięwzięcia i obawiałam się, że straciła zapał do kontynuowania opowieści o krainach Wewnętrznego Morza. Zdarzyło mi się parę razy czytać cykle powieściowe, które dobrze się zaczynały, aby później rozczarować czytelnika byle jakim, skleconym na prędce zakończeniem. Na szczęście "Letni deszcz. Sztylet" mnie nie zawiódł - autorka konsekwentnie doprowadziła historię do końca, nie pozostawiając luźnych nitek.
W poprzedniej części z bohaterami rozstaliśmy się w nader dramatycznych okolicznościach, gdy w przededniu wojny główni protagoniści zostali wyłączeni z gry. Teraz kolejno powracają na scenę. Autorka wprowadza też nowe postacie i niektóre z nich odegrają istotną rolę w nadchodzących wydarzeniach. Inne pojawiają się w epizodach, ale często narracja prowadzona jest właśnie z ich punktu widzenia. I nawet ci najmniej znaczący żyją własnym życiem, mają swoją historię i wyraźnie zarysowany charakter.
Brzezińska stworzyła pełną rozmachu epicką powieść, umiejętnie przeplatając wątki i nie tracąc z oczu szczegółów, dzięki którym ta historia ożywa, a fantastyczne krainy i wymyślone postaci wydają się rzeczywiste. I choć na ogół przesądziła o dalszych losach bohaterów, pewne kwestie pozostawiła niedopowiedziane. Zakończenie jest otwarte i czytelnik ma nad czym pogłówkować.

03.02.2010

Robert van Gulik - "Sędzia Di i Perła Cesarza"

Nie mogłam nie wypożyczyć tej powieści, kiedy przeczytałam notę od wydawcy:
Sędzia Di Ren Jie był postacią historyczną, żył w Chinach w siódmym wieku naszej ery, za panowania dynastii Tang. Stał się bohaterem popularnych opowieści gawędziarzy; z gawęd tych wyrosła później chińska powieść kryminalna. Wyczyny śędziego Di stanowią przykład legendarnych osiągnięć detektywistyki, niezachwianie prawego charakteru, nadludzkiej niemal przeniklwości.
Robert van Gulik - holenderski dyplomata, sinolog, znawca i miłośnik chińskiej literatury i sztuki - początkowo przekładał tradycyjne opowieści o sędzim Di na język angielski; wreszcie sam zacząl wymyślać nowe perypetie sędziego pokoju. Tak powstał cykl kikunastu opowieści kryminalnych, niezwykle barwnych i intrygujących.
(...)
W świąteczny wieczór na rzece odbywa się wyścig smoczych łodzi. Faworyzowana osada przegrywa z konkurentami, gdy jej dobosz, wybijający rytm wioślarzom, pada martwy tuż przed metą. Tej samej nocy w odludnym miejscu dochodzi do następnego morderstwa. Ofiarą jest piękna żona bogatego kolekcjonera sztuki. Śędzia Di rozpoczyna śledztwo, rozważa różne hipotezy. Czy motywem zbrodni mogła być chęć zawładnięcia bezcennym klejnotem, który przed stu laty zniknął z pałacu cesarza?
Robert van Gulik napisał zgrabną powieść kryminalną w klasycznym stylu. Jego bohater - przenikliwy detektyw rozwiązujący skomplikowane zagadki - od razu skojarzył mi się z Sherlockiem Holmesem i Herkulesem Poirot. "Sędzia Di i Perła Cesarza" niewiele ma wspólnego ze współczesnymi kryminałami w rodzaju trylogii Larssona. Ale tu też pojawia się mężczyzna nienawidzący kobiet i ciekawa postać kobieca w osobie Panny Fiołek, która w niczym nie przypomina delikatnego kwiatuszka.

31.01.2010

Peter S. Beagle - „Ostatni jednorożec”

Jedni zaliczają „Ostatniego jednorożca” do kanonu fantasy, inni twierdzą, że to baśń. Jak zwał, tak zwał - dla mnie nie ulega wątpliwości, że jest to książka magiczna. Przepojona poezją, napisana pięknym językiem, pełnym wyszukanych porównań i metafor, zmienna w tonacji - od wzniosłości po groteskę.
Ostatni jednorożec (a właściwie jednorogini) wyrusza w świat w poszukiwaniu swoich pobratymców. Doszły ją bowiem wieści, że inni przedstawiciele jej gatunku zniknęli i nikt nie wie, co się z nimi stało. Ludzie od tak dawna nie napotkali jednorożców, że uznali je za stworzenia legendarne, które nigdy nie istniały. W swej podróży doświadcza wielu przygód i spotyka rozmaite postaci. Jest wśród nich czarodziej-nieudacznik, zbójcy stylizowani na Robin Hooda i jego wesołą drużynę, zły król i dzielny książe - pogromca smoków.
Peter S. Beagle korzysta z baśniowej konwencji i przetwarza ją na swój sposób. W jego opowieści nie brakuje ironii, ale przebija przez nią smutek i tęsknota. Porusza i zapada w pamięć.

27.01.2010

Stieg Larsson - "Zamek z piasku, który runął"

Trzecia i ostatnia powieść z cyklu "Millenium" zaczyna się w miejscu, w którym skończył się poprzedni tom. Nie chcę ujawniać zbyt wiele, żeby nie psuć zabawy tym, którzy się do tej lektury dopiero przymierzają. Powiem tyle, że fabuła koncentruje się wokół służb specjalnych i ukrytej w ich łonie tajnej komórki, pozostającej poza wszelką instytucjonalną kontrolą. Śledztwo zatacza szerokie kręgi i sięga samych szczytów władzy.
Ponadto ważą się losy Salander i przy okazji poznajemy dodatkowe szczegóły z jej przeszłości. Jest też kilka pobocznych wątków, m.in. perypetie przyjaciółki Mikaela, Eriki.
"Zamek z piasku, który runął" to, moim zdaniem, najsłabsza część trylogii, chociaż nadal dobrze się czyta. Jak na mój gust jest nazbyt rozwleczona (800 stron!), przez co chwilami napięcie spada i pojawiają się dłużyzny. Tak czy owak, historia Lisbeth została domknięta i zachodzę w głowę, o czym miały traktować kolejne powieści z cyklu, który autor zamierzył na 10 tomów. Ubolewam nad przedwczesną śmiercią Larssona, ale obawiam się, że nie zdołałby utrzymać poziomu dzieła i zainteresowania czytelników w kolejnych 7 książkach. I tylko mam nadzieję, że nikt nie pokusi się o dopisanie dalszego ciągu.

21.01.2010

Stieg Larsson - "Dziewczyna, która igrała z ogniem"

Redakcja "Millenium" przygotowuje numer na temat trafikingu, czyli handlu żywym towarem. Młody dziennikarz Dag i jego dziewczyna Mia wpadli na trop szajki, która przemyca do Szwecji i zmusza do prostytucji kobiety z Europy Wschodniej. Udało im się zebrać pokaźne dossier, ale wciąż nie wiedzą, kim jest tajemniczy a złowrogi Zala, który kieruje całym procederem. I już się nie dowiedzą - oboje zginą od strzałów z broni palnej, a podejrzenia o popełnienie podwójnego morderstwa padną na Lisbeth Salander. Policja rozsyła za nią listy gończe, ale dziewczyna znika jak kamień w wodę. Mikael Blomkvist nie wierzy w jej winę i wszczyna własne śledztwo.
"Dziewczyna, która igrała z ogniem" to druga część trylogii Larssona, chyba jeszcze lepsza od poprzedniej. W centrum wydarzeń jest Lisbeth i nareszcie autor odsłania jej przeszłość, co do której mogłam tylko snuć domysły (w dużej mierze nietrafne, jak się okazało). Przy okazji dostarcza niewesołych refleksji na temat szwedzkiego społeczeństwa, a zwłaszcza systemu opieki socjalnej.
Zakończenie to typowy cliffhanger - zmusza do sięgnięcia po następny tom.

19.01.2010

Stieg Larsson - "Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet"

Do bestsellerów odnoszę się nieufnie, bo nazbyt często okazują się przereklamowanymi chałami. W przypadku trylogii "Millenium", poza medialną wrzawą, zrażała mnie pokaźna objętość tych tomów. Jednak moja słabość do skandynawskich kryminałów oraz entuzjastyczne opinie czytelników przeważyły. A ostatecznie przekonał mnie dokumentalny film o Stiegu Larssonie.
Mikael Blomkvist - dziennikarz i wydawca magazynu "Millennium" - właśnie przegrał proces o zniesławienie. Wyrok podważa jego zawodową reputację i stwarza poważne problemy dla czasopisma. W tej sytuacji postanawia odejść z redakcji i przyjmuje zlecenie magnata przemysłowego Henrika Vangera. Wyjeżdża ze Sztokholmu, aby w małej wiosce na północy kraju spisać historię jego rodziny. Ale to tylko pretekst. Naprawdę sędziwy przedsiębiorca chce, by Mikael podjął ostatnią próbę wykrycia, co się stało z Harriet Vanger, która w 1966 roku przepadła bez wieści. Do pomocy w poszukiwaniach zatrudnia młodą, zdolną researcherkę Lisbeth Salander. Razem natrafiają na ślad zbrodni sprzed lat, dokonanych przez seryjnego mordercę.
"Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet" to bardzo złożona powieść, zawierająca w sobie wątki kryminalne, psychologiczne i społeczne, pełna szczegółów obyczajowych, odniesień do historii i polityki. I, zgodnie z tytułem, licznych przykładów dyskryminacji kobiet - od lekceważącego traktowania poprzez chamskie, seksistowskie zaczepki po brutalną przemoc.
Fabuła rozwija się powoli, by potem nagle przyspieszyć i zaskoczyć nieoczekiwanym zwrotem akcji. Stopniowo coraz bardziej wciąga, aż trudno się oderwać od lektury.
Dla mnie największą zaletą "Millenium" jest postać Salander - niewiele spotkałam równie intrygujących bohaterek literackich. Outsiderka z mroczną przeszłością, obdarzona niezwykłymi talentami. Filigranowa dziewczyna o niezłomnym charakterze i swoistym kodeksie moralnym. Ofiara, która nie godzi się być ofiarą i wybiera rolę mściciela. Istna Nemezis w stroju punka, z nieodłącznym laptopem. Choćby dla niej warto te książki przeczytać.

16.01.2010

Blog: reaktywacja

W grudniu minęły 3 lata, odkąd zaczęłam się bawić w bloggerkę, czego nie odnotowałam, zaabsorbowana innymi sprawami. Nie miałam czasu ani głowy do pisania, z rzadka siadałam do komputera, żeby sprawdzić pocztę i zajrzeć do internetu. No, i odwykłam od bloga. Po tak długiej przerwie ciężko mi do niego wrócić, ale też szkoda porzucić. Bo ... sporo postów się przez ten czas uzbierało i przypominają mi, co czytałam przed rokiem i jeszcze wcześniej. A poza tym, mimo braku aktywności z mojej strony, nadal pojawiają się komentarze - więc ktoś tu zagląda i czyta. Dlatego postanowiłam wznowić działalność. Jak długo wytrwam, to się okaże.