30.04.2008

Aleksandra Marinina: "Zabójca mimo woli"


Najnowsza, siódma z kolei powieść Aleksandry Marininy z cyklu o major Kamieńskiej wydana w Polsce.
Przyrodni brat Anastazji prosi ją o sprawdzenie swojej kochanki, którą podejrzewa o związki ze światem przestępczym. Kamieńska ze swej strony zwraca się o pomoc do gangstera, który ma wobec niej dług wdzięczności. Jego człowiek wyznaczony do obserwacji dziewczyny szybko przekonuje się, że nie jest jedyną osobą, która się nią interesuje. Co więcej, mężczyznę, który podąża jej tropem, też ktoś śledzi... Przypadkowo splotły się losy różnych ludzi, a Kamieńska, przy okazji prywatnego dochodzenia, odnajduje zabójcę milicjanta i natrafia na międzynarodową aferę. Do tego dochodzą reperkusje tragedii sprzed lat, która położyła się cieniem na życiu pewnej rodziny.
"Zabójca mimo woli" to jedna z lepszych powieści Marininy, jakie czytałam. Autorka sprawnie prowadzi narrację przeplatając kilka wątków i różne punkty widzenia. Obok intrygi kryminalnej są tu niezłe portrety psychologiczne i opis stosunków międzyludzkich (choćby różnych modeli życia rodzinnego i małżeńskiego) we współczesnej Rosji. Gdybyż jeszcze główna bohaterka dała się bardziej lubić!

25.04.2008

Carlos Ruiz Zafón: "Cień wiatru"


Daniel Sempere, syn księgarza i antykwariusza, zaprowadzony przez ojca w miejsce zwane Cmentarzem Zapomnianych Książek i znane tylko wtajemniczonym, spośród tysięcy tomów ma wybrać jeden, aby ocalić go od zapomnienia. Spontanicznie sięga po książkę "Cień wiatru" Juliana Caraxa, nie przeczuwając, że ta decyzja, podjęta w wieku dziesięciu lat, zaważy na całym jego życiu. Zafascynowany lekturą pragnie przeczytać inne powieści tego autora i ze zdziwieniem dowiaduje się, że jest on prawie zupełnie nieznany. Jego książki ukazały się w niewielkich nakładach i kiepsko się sprzedawały. Większość spłonęła w magazynie, a komuś bardzo zależy na odnalezieniu i zniszczeniu pozostałych egzemplarzy. Daniel pragnie dowiedzieć się jak najwięcej o pisarzu, który wzbudza tak silne emocje. W miarę poznawania kolejnych faktów z życia Caraxa, odkrywa wciąż nowe tajemnice i nieświadomie ściąga niebezpieczeństwo na siebie i osoby, które pomagają mu w poszukiwaniach.
"Cień wiatru" to światowy bestseller, a do bestsellerów podchodzę sceptycznie. Ale słyszałam tyle zachwytów nad tą powieścią, że po prostu musiałam ją przeczytać i sprawdzić, czy i mnie przypadnie do gustu. Książka wciągnęła mnie jak rzadko która, z trudem odrywałam się od lektury. Carlos Ruiz Zafón zgrabnie połączył w niej różne gatunki literackie, wątki i motywy znane skądinąd i nasycił ją niezwykłym nastrojem. Książka zawiera elementy powieści obyczajowej, przygodowej, romansu, kryminału i horroru. Opowiada o tragicznej miłości, przyjaźni i nienawiści, szaleństwie i pragnieniu zemsty. A także o roli literatury i sile oddziaływania książki na czytelnika. W tle ukazana jest Hiszpania epoki Franco, ze społeczeństwem wyraźnie podzielonym na zwycięzców i zwyciężonych. Główna akcja toczy się w Barcelonie w latach 50., ale retrospekcje sięgają czasów wojny domowej i wcześniej, do początków XX wieku. Opisy miasta są bardzo sugestywne, a zamieszczone w książce czarno-białe fotografie Francesca Català-Roca znakomicie współgrają z nostalgicznym klimatem powieści.
"Cień wiatru" nie jest arcydziełem literackim, ale powieść naprawdę dobrze się czyta. I choć paru rzeczy możnaby się przyczepić, to tym razem daruję sobie krytykanctwo: podobała mi się, polecam.

16.04.2008

William Golding: "Spadkobiercy"

Po komediowej futurystyce coś z przeciwnego bieguna: prehistoria w tonacji poważnej.
Grupa Neandertalczyków, powracająca wiosną z nadmorskich jaskiń na swoje letnie tereny, natyka się na Cromagnończyków, którzy właśnie tędy przeprawiają się w górę rzeki. To spotkanie, a raczej zderzenie przedstawicieli dwóch ras i odmiennych kultur ma tragiczny finał. "Nowi ludzie", stojący na wyższym szczeblu rozwoju, lepiej zorganizowani i wyposażeni, dysponujący łukiem i strzałami, nie wahają się wykorzystać swojej przewagi. Los Neandertalczyków jest przesądzony...
Goldinga znałam dotąd tylko jako autora "Władcy much", którego przeczytałam przed wielu laty. Do lektury "Spadkobierców" zachęciła mnie elfrun (dziękuję, Kasiu!). Nie wiem, na ile wizja pisarza sprzed półwiecza zgadza się z najnowszymi ustaleniami naukowców na temat ludzi pierwotnych, ale książka jest interesująca. Z wyjątkiem ostatniego rozdziału, narracja prowadzona jest z perspektywy Neandertalczyków i sympatia czytelnika jest po ich stronie. Ukazani są jako istoty proste, bliskie naturze, ale niepozbawione duchowości i uczuć wyższych, cechujące się silną więzią rodzinną. To nasi, bardziej ucywilizowani przodkowie, są agresorami i sprawiają wrażenie szaleńców ogarniętych manią niszczenia. Tak jak we "Władcy much" Golding rozważa problem zła w ludzkiej naturze. Co najsmutniejsze, chociaż powieść dotyczy zamierzchłej przeszłości, podobne historie powtarzały się wielokrotnie na przestrzeni dziejów. Nietrudno znaleźć tu odniesienia do współczesności - nadal obowiązuje prawo siły, a zwycięzcy mają rację.

13.04.2008

Douglas Adams: "Restauracja na końcu wszechświata"


Dalszy ciąg przygód bohaterów "Autostopem przez galaktykę": brutalnie pozbawionego domu i ojczystej planety Artura Denta, jego rodaczki Trillian, kosmitów Forda Prefecta i eks-prezydenta Rządu Galaktycznego Zaphoda Beeblebroxa oraz Marvina - robota, który cierpi na depresję i uprzykrza życie sobie i innym. Oto, jak udało mu się (niechcący) unieszkodliwić wroga:
- Strasznie się nudziłem i byłem okropnie załamany, tak więc podszedłem do niego i podłączyłem się do zewnętrznej końcówki komputera. Przedstawiłem mu nieco szerzej swe poglądy na wszechświat.
- I co?
- Popełnił samobójstwo - powiedział Marvin oschle i poczłapał do "Serca ze Złota".
Całe towarzystwo udaje się skradzionym statkiem kosmicznym do restauracji na końcu wszechświata, aby się nieco posilić po dramatycznych przeżyciach.
"Restauracja na końcu wszechświata" jest równie zabawna, jak pierwsza powieść Adamsa. Autor kpi sobie ze wszystkiego i ze wszystkich: biurokratów, żołdaków, prawników, psychiatrów, gwiazd rocka i speców od marketingu. Wyjaśnia, dlaczego największym problemem związanym z podróżowaniem w czasie jest gramatyka. Wysuwa nieortodoksyjną hipotezę odnośnie powstania Ziemi i ludzkiego gatunku. I ponownie stawia wielkie pytanie o życie, wszechświat i całą resztę.

09.04.2008

Douglas Adams: "Autostopem przez galaktykę"


Artur Dent budzi się pewnego ranka i dostrzega przez okno buldożer wraz z ekipą robotników, którzy zabierają się do wyburzania jego domu, bo wedle planów zagospodarowania przestrzennego ma tędy przebiegać autostrada. Na nic się zdają jego protesty - termin odwołania od decyzji minął:
- Plany były wywieszone...
- Wywieszone? By je znaleźć, musiałem zejść do piwnicy!
- Tam jest dział informacji.
- Potrzebowałem latarki.
- No, może światło było zepsute.
- Schody też.
- Znalazł pan jednak ogłoszenie, nie?
- Znalazłem. Tak, znalazłem - stwierdził Artur. - Było wywieszone na dole zamkniętej szafy na akta, stojącej w nieużywnym klozecie, na drzwiach którego napis ostrzegał: UWAGA ZŁY LEOPARD!

Ale najgorsze ma dopiero nadejść: Artur dowiaduje się, że Ziemia zostanie lada moment unicestwiona, aby zrobić miejsce dla hiperprzestrzennej trasy szybkiego ruchu. I znów okazuje się, że plany były do wglądu, ale nikt nie zgłaszał żadnych uwag:
Co to ma znaczyć, że nigdy nie byliście na Rigil Centaurus? Do pioruna, Ziemianie, to tylko cztery lata świetlne stąd, ale jeśli nie obchodzą was własne regionalne interesy, to naprawdę wasza sprawa.

Artura w ostatniej chwili ratuje przyjaciel nazwiskiem Ford Prefect, który ku jego zdumieniu okazuje się być kosmitą. Przybył na Ziemię, aby zebrać materiał do najnowszego wydania przewodnika "Autostopem przez galaktykę" i ugrzązł w tym zapadłym kącie Wszechświata na 15 lat. Ford łapie okazję i obaj wyruszają w podróż kosmiczną statkiem najeźdźców.
"Autostopem przez galaktykę" powstało na motywach słuchowiska radiowego Douglasa Adamsa, które cieszyło się taką popularnością, że wydano je na płytach, powstał serial telewizyjny pod tym samym tytułem, a w 2005 r. - film. Powieść rozrosła się do rozmiarów "trylogii w pięciu częściach" i uchodzi za dzieło kultowe, nie tylko wśród fanów science-fiction. Mnie bardzo przypadły do gustu niesamowite pomysły autora i jego absurdalny humor, nasuwający chwilami skojarzenia z Lemem, Vonnegutem i Monthy Pythonem. Książka bardzo śmieszna, a przy tym inteligentna.

02.04.2008

Jodi Picoult: "Bez mojej zgody"


Od pewnego czasu przymierzałam się do przeczytania którejś z książek Jodi Picoult. Sporo ich ostatnio widuję w księgarniach, a opinie czytelników są w większości pozytywne, niekiedy entuzjastyczne. Tytuł "Bez mojej zgody" raczej mnie zniechęcał niż zachęcał - kojarzył mi się z opowieścią o ofierze gwałtu lub molestowania, a na to nie miałam ochoty. Ale okazało się, że to zupełnie inna historia.
Anna przyszła na świat, aby uratować życie siostrze chorej na rzadką i bardzo złośliwą odmianę białaczki. Kiedy okazało się, że starszy brat Kate nie nadaje się na dawcę, rodzice zdecydowali się na następne dziecko, "zaprogramowane" genetycznie tak, by wykazywało pełną zgodność tkankową z siostrą. Początkowo chodziło tylko o komórki macierzyste z krwi pępowinowej, ale u Kate nastąpiła wznowa i konieczne była dalsza terapia: przeszczep szpiku, kolejne transfuzje krwi. Trzynastoletnia Anna, której nic nie dolega, ma za sobą liczne pobyty w szpitalu i bolesne zabiegi. Tymczasem nerki Kate przestają funkcjonować w wyniku agresywnej terapii i konieczna jest transplantacja. I wówczas Anna się buntuje - postanawia przed sądem walczyć przeciwko rodzicom o usamowolnienie w kwestii zabiegów medycznych. Jej wygrana będzie oznaczać wyrok śmierci dla Kate.
Powieść Picoult przedstawia rodzinę dotkniętą nieszczęściem, która wciąż jeszcze trzyma się razem, ale bliska jest dezintegracji. Całe ich życie podporządkowane jest Kate i uzależnione od nawrotów jej choroby i remisji. Fragmenty książki opisujące kolejne zabiegi, jakim poddawana jest dziewczyna i ich skutki uboczne są przejmujące. Matka jest całkowicie skoncentrowana na starszej córce, zdecydowana za wszelką cenę utrzymać ją przy życiu. Ojciec ma wątpliwości, ucieka w pracę. Syn, który nie może w żaden sposób pomóc siostrze, czuje się bezużyteczny i rozładowuje swoją frustrację w destrukcyjnych zachowaniach. Rodzicom nie starcza sił ani czasu, żeby się nim zająć. Anna, choć silnie związana emocjonalnie z siostrą, pragnie przeżywać własne życie, zamiast być tylko dodatkiem do Kate. Dzięki wieloosobowej narracji poznajemy punkt widzenia wszystkich członków rodziny, ich myśli, uczucia, rozterki.
To mogła być ważna książka, poruszająca istotne kwestie moralne. Niestety, autorka postanowiła ją uatrakcyjnić w typowo amerykański sposób. Widocznie uznała, że temat jest zbyt przygnębiający, a dylematy związane z rozwojem medycyny i genetyki oraz precedensowa sprawa sądowa to za mało, by przyciągnąć czytelników. Toteż zaserwowała tę gorzką pigułkę w słodkiej polewie, dopisując wątek sensacyjny, a także romans w stylu Harlequina między adwokatem Anny i jej kuratorką procesową. Całość zwieńczyła spektakularym zwrotem akcji i zakończeniem równie zaskakującym, co mało prawdopodobnym. Te zabiegi, moim zdaniem, skutecznie obniżyły rangę powieści, spychając "Bez mojej zgody" do poziomu czytadła. Szkoda.