02.04.2008

Jodi Picoult: "Bez mojej zgody"


Od pewnego czasu przymierzałam się do przeczytania którejś z książek Jodi Picoult. Sporo ich ostatnio widuję w księgarniach, a opinie czytelników są w większości pozytywne, niekiedy entuzjastyczne. Tytuł "Bez mojej zgody" raczej mnie zniechęcał niż zachęcał - kojarzył mi się z opowieścią o ofierze gwałtu lub molestowania, a na to nie miałam ochoty. Ale okazało się, że to zupełnie inna historia.
Anna przyszła na świat, aby uratować życie siostrze chorej na rzadką i bardzo złośliwą odmianę białaczki. Kiedy okazało się, że starszy brat Kate nie nadaje się na dawcę, rodzice zdecydowali się na następne dziecko, "zaprogramowane" genetycznie tak, by wykazywało pełną zgodność tkankową z siostrą. Początkowo chodziło tylko o komórki macierzyste z krwi pępowinowej, ale u Kate nastąpiła wznowa i konieczne była dalsza terapia: przeszczep szpiku, kolejne transfuzje krwi. Trzynastoletnia Anna, której nic nie dolega, ma za sobą liczne pobyty w szpitalu i bolesne zabiegi. Tymczasem nerki Kate przestają funkcjonować w wyniku agresywnej terapii i konieczna jest transplantacja. I wówczas Anna się buntuje - postanawia przed sądem walczyć przeciwko rodzicom o usamowolnienie w kwestii zabiegów medycznych. Jej wygrana będzie oznaczać wyrok śmierci dla Kate.
Powieść Picoult przedstawia rodzinę dotkniętą nieszczęściem, która wciąż jeszcze trzyma się razem, ale bliska jest dezintegracji. Całe ich życie podporządkowane jest Kate i uzależnione od nawrotów jej choroby i remisji. Fragmenty książki opisujące kolejne zabiegi, jakim poddawana jest dziewczyna i ich skutki uboczne są przejmujące. Matka jest całkowicie skoncentrowana na starszej córce, zdecydowana za wszelką cenę utrzymać ją przy życiu. Ojciec ma wątpliwości, ucieka w pracę. Syn, który nie może w żaden sposób pomóc siostrze, czuje się bezużyteczny i rozładowuje swoją frustrację w destrukcyjnych zachowaniach. Rodzicom nie starcza sił ani czasu, żeby się nim zająć. Anna, choć silnie związana emocjonalnie z siostrą, pragnie przeżywać własne życie, zamiast być tylko dodatkiem do Kate. Dzięki wieloosobowej narracji poznajemy punkt widzenia wszystkich członków rodziny, ich myśli, uczucia, rozterki.
To mogła być ważna książka, poruszająca istotne kwestie moralne. Niestety, autorka postanowiła ją uatrakcyjnić w typowo amerykański sposób. Widocznie uznała, że temat jest zbyt przygnębiający, a dylematy związane z rozwojem medycyny i genetyki oraz precedensowa sprawa sądowa to za mało, by przyciągnąć czytelników. Toteż zaserwowała tę gorzką pigułkę w słodkiej polewie, dopisując wątek sensacyjny, a także romans w stylu Harlequina między adwokatem Anny i jej kuratorką procesową. Całość zwieńczyła spektakularym zwrotem akcji i zakończeniem równie zaskakującym, co mało prawdopodobnym. Te zabiegi, moim zdaniem, skutecznie obniżyły rangę powieści, spychając "Bez mojej zgody" do poziomu czytadła. Szkoda.

5 komentarzy:

elfrun pisze...

Czytalam powiesc Jodi Picoult "Bez mojej zgody" kilka lat temu i bardzo przezylam ta ksiazke. Picoult czesto podejmuje w swoich ksiazkach tematy wyjatkowo trudne i bardzo kontrowersyjne. Zaszokowalo mnie zakonczenie ksiazki.

chiara76 pisze...

a ja mam zupełnie inne zdanie...po pierwsze, wiem, że tego typu sprawa miała miejsce w Anglii, to znaczy rozprawa w sądzie, bo rodzice chcieli za pomocą in vitro stworzyć dziecko dla celów ratowania starszego,(przegrali) to raz. Dwa, bardzo mi się książka podobała. Zakończenie faktycznie mało prawdopodobne, aczkolwiek nie niemożliwe (IMO, of course). Po tym, co wiem po minionym weekendzie wiem, że los bywa naprawdę tak okrutny, że czasem wierzyć się nie chce.

Bruixa pisze...

Z początku książka bardzo mi się podobała. Opis choroby Kate i kuracji, jakiej ją poddawano, a przy okazji i Annę, zrobił na mnie duże wrażenie. Również sytuacja całej rodziny, problemy, z jakimi się borykali. Dobrze sportretowana jest matka, ale i inne postaci są dość wiarygodne. Natomiast nie wiem, po co autorka dołożyła jeszcze te wątpliwe ozdobniki, jakby się nie mogła zdecydować, o czym właściwie chce pisać. Chwilami tak mi to zajeżdżało Hollywoodem - po prostu nie znoszę tych ogranych chwytów; sprawiają, że nie potrafię się przejąć powieścią, a temat zasługiwał na poważne potraktowanie.

Judytta pisze...

Czytałam parę jej książek o których zresztą pisałam ale choć tą : "Bez mojej zgody "miałam wypożyczoną to jakoś stanęłam na którejś kartce i..
nie umiałam dalej jej czytać.
W sumie sama nie wiem czemu.

Anonimowy pisze...

Książka poruszająca. Uważam, że wieloosobowa narracja była świetnym pomysłem, dobrze było poznać uczucia każdego co do sytuacji. Pomimo choroby Kate i zrozumienia, że matce pęka serce z bezradności, cały czas ciężko było mi zrozumieć zachowanie matki, która praktycznie wymazała ze swojego życia pozostałe dzieci: Anne (która i tak dużą rolę odgrywała dla siostry i wydawała się dlatego ważna) i Jesse'go, który tak naprawdę był dobrym chłopakiem, pełnym wrażliwości. Podoba mi się, że jego wątek też był opisany, mimo, że nie był główną postacią, jego los był zasmucający. Jeśli chodzi o postać Campbella - adwokata, wydawałoby się, że wcale niepotrzebnie jest rozwinięty jego wątek ale jednak okazuje się, że nie jest tak źle bo staje się całkiem interesującą osobą. Jego historia z chorobą jest całkowicie tajemnicza jak on sam. Jego słabość - skryta pod maską obojętności, oziębłości co też na początku jest niezrozumiałe. Wypowiedź kuratorki Julii staje się pomocna w zrozumieniu sensu tej postaci. Po przeanalizowaniu można dostrzec podobieństwo Anny i Campbella: oboje chociaż bardzo czegoś chcieli, na czymś im zależało, byli gotowi zrezygnować, gdy ich decyzja była w życiu wiele znacząca, woleli podjąć ucieczkę. Koniec książki zupełnie niespodziewany, szokujący i bardzo smutny. Myślę, że mniej by mnie zasmuciło to do czego przygotowywała prawie cała książka niż takie szokujące zakończenie. Po przeczytaniu książki chcę obejrzeć film i zobaczyć jak tam zostało to przedstawione. Książkę polecam, uważam, że została dobrze napisana.