Pokazywanie postów oznaczonych etykietą autobiografia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą autobiografia. Pokaż wszystkie posty

12.06.2009

Dorota Sumińska: "Autobiografia na czterech łapach"

Byłam święcie przekonana, że pani Dorota Sumińska, znana mi z telewizyjnego "Zwierzowca" jest córką pana Michała Sumińskiego, który przed laty prowadził program "Zwierzyniec". Wydawało mi się, że taka zbieżność nazwisk i zainteresowań nie może być przypadkowa. Dopiero w trakcie czytania tej książki uświadomiłam sobie, że tkwiłam w błędzie.
Tytuł w pełnym brzmieniu, to: "Autobiografia na czterech łapach czyli historia jednej rodziny oraz psów, kotów, koni, jeży, żółwi, węży... i ich krewnych", co dobrze oddaje jej treść. Autorka przedstawia dzieje swojej rodziny oraz licznych i rozmaitych zwierząt towarzyszących przez lata jej kolejnym pokoleniom. Rozpoczyna swą opowieść od zamieszkujących Kresy pradziadków i czytelnik szybko się przekonuje, że odziedziczyła po przodkach nie tylko egzotyczną urodę prababki - Tatarki, ale i miłość do natury, a szczególnie do naszych "braci mniejszych".
Sumińska przedstawia swoją rodzinę i przyjaciół w ujmujący sposób, z sympatią i szacunkiem. Ludzie i zwierzęta są równoprawnymi bohaterami jej opowieści, w każdym z nich dostrzega niepowtarzalną osobowość. Bardzo ciepło wyraża się o np. o Icie, nazywając ją kocim aniołem, ale okazuje też wyrozumiałość dla jeża Cholerka, który swoje imię zawdzięcza paskudnemu charakterowi. O sobie pisze szczerze (tak mi się przynajmniej wydaje), bez minoderii, ale i bez popadania w ekshibicjonizm.
Chociaż "Autobiografię..." docenią przede wszystkim miłośnicy zwierząt, mogę ją polecić również wielbicielom sag rodzinnych i historii z życia wziętych. Jej lektura często wywoływała u mnie uśmiech, ale i poważniejsze refleksje, a kilkakrotnie oczy mi wilgotniały.
Książka jest bardzo starannie wydana i bogato ilustrowana zdjęciami.

14.06.2007

James Joyce: "Portret artysty z czasów młodości"


Po ostatnich, czysto rozrywkowych lekturach zachciało mi się dla odmiany ambitniejszej literatury. Sięgnęłam po Joyce'a, którego przez lata omijałam z daleka. Moje pierwsze podejście do tego pisarza się nie powiodło: porwałam się na "Ulissesa" we wczesnej młodości i nie dałam rady przeczytać. Tym razem wzięłam się za "Portret artysty z czasów młodości", pierwszą powieść Joyce'a, uznawaną za wprowadzenie do dzieła jego życia, czyli "Ulissesa". Powieść ma charakter autobiograficzny, jej bohaterem jest Stefan Dedalus - alter ego autora. Narracja składa się z szeregu epizodów z dzieciństwa i młodości pisarza. Ukazuje jego dom rodzinny na wsi, przeprowadzkę zubożałej rodziny do stolicy, życie w jezuickiej szkole z internatem, środowisko studentów uniwersytetu w Dublinie. W zakończeniu bohater buntuje się przeciwko katolicko-nacjonalistycznej, dusznej atmosferze Irlandii i wyjeżdża za granicę. Jak mityczny Dedal wyfruwa na wolność.
Szczerze mówiąc książka mnie nie zachwyciła. Niektóre fragmenty mi się podobały, ale inne po prostu nużyły. Joyce pewnych kwestii nie dopowiada, za to inne rozciąga ponad miarę. Są tu dłużyzny, a styl jest miejscami anachroniczny i pompatyczny. Być może to wina tłumacza, a może to ja nie potrafię się poznać na geniuszu.

4.12.2006

Joanna Chmielewska: "Autobiografia. Stare próchno"


To już szósty (!) tom autobiografii Chmielewskiej, zdaniem niektórych czytelników, jej najlepszej książki. Nie czytałam poprzednich części, ale ta jest zdecydowanie kiepska. Autorka twierdzi, że napisała ją, aby hurtem odpowiedzieć na wszystkie pytania dziennikarzy i czytelników, i tym sposobem uniknąć powtarzających się indagacji. Ale trudno mi uwierzyć, żeby nawet najzagorzalsi wielbiciele jej twórczości byli aż tak dociekliwi i domagali się szczegółowych relacji z każdego jej kroku. Chmielewska opisuje z detalami wszystkie swoje poczynania, najbłahsze epizody z życia codziennego. Co gorsze, robi to chaotycznie, rozwlekle, plącze się w dygresjach, wraca do przerwanych wątków, znów się gubi i tak dalej ... przez 270 stron. Istny strumień (nie)świadomości. Podejrzewam, że gdyby chodziło o debiutanta lub mniej poczytnego autora, każde wydawnictwo odrzuciłoby podobny tekst. Stanowczo przydałyby się redakcyjne poprawki.