Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Herriot, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Herriot, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty

30.01.2008

James Herriot: "Boże stworzenia"


To już siódmy tom z cyklu "Wszystkie stworzenia małe i duże". Zwolniony z RAF-u James powraca do domu i swojej praktyki w Darrowby. Ma już dwoje dzieci, które od małego towarzyszą mu w wyprawach na farmy i poznają specyfikę pracy wiejskiego weterynarza. Siegfried także założył rodzinę, nawet Tristan w końcu się ustatkował. W "Bożych stworzeniach" Herriot odnotowuje postęp, jaki nastąpił po wojnie w medycynie weterynaryjnej wraz z zastosowaniem antybiotyków i nowych technik operacyjnych. Wspomina też rejs statkiem transportowym w charakterze konwojenta owiec eksportowanych do ZSRR we wczesnych latach 60'. Opisuje sztorm na Bałtyku i wrażenia, jakie wyniósł z krótkiego pobytu za żelazną kurtyną - w Kłajpedzie i Szczecinie. A także kolejną podróż, do Stambułu, która dostarczyła mu niezapomnianych przeżyć, choć całkiem innych niż oczekiwał. Ale jak zwykle, najwięcej miejsca poświęca swoim pacjentom z Yorkshire i ich właścicielom. Wśród przypadków, z jakimi spotkał się w codziennej pracy, są historie i smutne, i zabawne. Najbardziej mnie rozśmieszyła corrida, którą Herriot stoczył z rozjuszonym bykiem. Zamiast szpady i mulety posłużył się przyrządem o zupełnie innym przeznaczeniu, a szarżujące zwierzę miało uzasadnione powody do irytacji.

13.02.2008

James Herriot: "Weterynarze mogą latać"


Po VI i VII tomie wspomnień Herriota wracam do piątego, który wreszcie udało mi się dopaść.
James pożegnał się z Helen i praktyką weterynaryjną, by służyć królowi i ojczyźnie jako pilot RAF-u. Tymczasem zgłębia teorię latania, lecz większość czasu wypełnia mu musztra, obieranie ziemniaków, zmywanie naczyń i trzymanie warty przed hotelem, w którym został zakwaterowany wraz z innymi rekrutami. Pozwala sobie na samowolkę i wyrusza do Darrowby, by odwiedzić żonę, która niebawem ma urodzić ich pierwsze dziecko. Tam czeka go niespodzianka: właśnie został ojcem. Herriot, który widział setki nowonarodzonych zwierząt, jest zdumiony wyglądem własnego potomka i położna musi go zapewniać, że dziecko jest piękne i wszystko z nim w porządku.
W końcu zdaje egzaminy i z C2M Herriota - "najniższej formy życia w RAF-ie" - awansuje na starszego szeregowca. Teraz czeka go szkolenie praktyczne w bazie lotniczej w Windsorze.
W książce "Weterynarze mogą latać" Herriot przeplata anegdoty z obozu dla rekrutów ze wspomnieniami z minionego, cywilnego okresu życia. Opowiada o starych znajomych z Yorkshire, m.in. o pewnym bardzo nietypowym arystokracie. A także o nowych doświadczeniach, gdy przyszło mu zastępować kolegę praktykującego w biednej dzielnicy przemysłowego miasta i wejść w nieznany świat psich wyścigów. Jak zwykle, pisze z właściwym sobie humorem w ujmujący, bezpośredni sposób.

12.03.2008

James Herriot: "Wszystkie stworzenia"

"Wszystkie stworzenia" to ósmy i niestety, ostatni już tom wspomnień Jamesa Herriota. Jeszcze raz spotykamy tu starych znajomych: braci Siegfrieda i Tristana Farnonów, Granville'a Bennetta, panią Pumphrey i jej pekińczyka Tricki Woo. Pojawiają się też nowe postacie: asystenci Jamesa John Crooks i Calum Buchanan, obaj świetni fachowcy, choć ten drugi to rzadki okaz ekscentryka nawet jak na angielskie warunki. I, oczywiście, wiele rozmaitych zwierząt, a także ludzie i ludziska. Herriot tak jak w poprzednich książkach przeplata epizody śmieszne i smutne, sukcesy i porażki, w jakie obfitowała jego długoletnia praca wiejskiego weterynarza.
Szkoda, że to już koniec cyklu "Wszystkie stworzenia duże i małe". Wydawać by się mogło, że 8 tomów - w sumie około 2000 stron - to aż nadto, a mnie jest żal, że nie będzie dalszego ciągu. Te książki towarzyszyły mi przez ponad rok, przywiązałam się do ich bohaterów, zadomowiłam w Skeldele House, oglądałam Yorkshire oczami Herriota. I podobnie jak tłumacz w posłowiu mogę powiedzieć, że ich autor jest mi bliski, choć go nigdy nie spotkałam. Na pewno kiedyś jeszcze wrócę do wspomnień Herriota, tak jak się powraca do ukochanych lektur z dzieciństwa. Te książki krzepią, sprawiają, że cieplej się robi na sercu.

27.02.2007

James Herriot: "Jeśli tylko potrafiłyby mówić"


Po drugim i trzecim przeczytałam wreszcie pierwszy tom z cyklu "Wszystkie stworzenia małe i duże". Herriot wspomina w nim początki swojej pracy w Darrowby, kiedy jako świeżo upieczony absolwent weterynarii został asystentem doktora Siegfrieda Farnona. Opowiada o ciężkiej i pełnej niespodzianek pracy wiejskiego weterynarza, wzywanego w środku nocy do odległych, niemal odciętych od świata górskich farm i dokonującego niekiedy zabiegów grożących śmiercią lub kalectwem. Z humorem i sympatią pisze o swoich pacjentach: narowistych koniach, złośliwych krowach i świniach, uroczych jagniętach, a także psim arystokracie - pekińczyku Tricki Woo, cierpiącym z powodu nadmiaru łakoci serwowanych mu przez kochającą panią. Świetne są też opisy właścicieli zwierząt - mieszkańców miasteczka i okolicznych farmerów - a zwłaszcza nieobliczalnego szefa - Siegfrieda i wojny psychologicznej, jaką toczy ze swoim bratem Tristanem, niespotykanym okazem lesera, i z sekretarką, zasadniczą panną Hartbotlle.
Bardzo przyjemna, krzepiąca lektura. Z żalem odłożyłam przeczytaną książkę; chętnie zostałabym dłużej w świecie Herriota.

21.12.2007

James Herriot: "Weterynarz w zaprzęgu"


Wybrałam się do biblioteki z nastawieniem, że wypożyczę coś z fantastyki. Na miejscu okazało się, że autorzy, których miałam na myśli, owszem, figurują w katalogu, ale ich (nieliczne) książki są akurat "w czytaniu". Może następnym razem dopisze mi szczęście. Za to znalazłam na półce kolejne części cyklu "Wszystkie zwierzęta małe i duże" James Herriota, których na próżno wypatrywałam w księgarniach.
"Weterynarz w zaprzęgu" to czwarty tom wspomnień Herriota. James jest już wspólnikiem swego dotychczasowego szefa Siegfrieda Farnona i mężem Helen. Trwa wojna i obaj z Siegfriedem zgłaszają się na ochotnika do RAF-u. Czekając na powołanie do wojska nadal prowadzą praktykę weterynaryjną w Darrowby. Herriot nie rozpisuje się na temat swojego małżeństwa, skupiając się na przypadkach, jakie przytrafiły mu się w pracy. Opisuje "cudowne" uzdrowienia zwierząt po zastosowaniu środków usypiających lub nieznanych wcześniej sulfonamidów. Jak w poprzednich tomach, tak i tu nie brakuje celnych i dowcipnych portretów mieszkańców Yorkshire, a także ich pupilów. W książkach Herriota nie tylko ludzie, ale i zwierzęta mają wyrazistą osobowość, jak choćby dwa pamiętliwe pieski, długo zachowujące urazę i każdy na swój sposób mszczące się za doznane upokorzenia. Tym razem autor niewiele pisze o braciach Farnon, za to więcej uwagi poświęca swojemu koledze po fachu, wybitnemu specjaliście od małych zwierząt, którego niezwykłą gościnność za każdym razem przychodziło mu odchorować.
Lubię gawędziarski styl Herriota, jego życzliwość dla ludzi i zwierząt oraz poczucie humoru, które sprawia, że pobłażliwie traktuje cudze przywary i potrafi śmiać się z siebie samego.

16.01.2008

James Herriot: "Szał pracy"


Po dość wyczerpującej intelektualnie Virginii Woolf postanowiłam odpocząć przy książce mniej ambitnej, za to bardziej przyjaznej dla czytelnika. Mój wybór padł na niezawodnego w takich razach Herriota. I tu się okazało, że nie ja jedna go czytuję: następny, piąty tom ktoś wypożyczył. Nie pozostało mi nic innego, jak wziąć się za szósty - "Szał pracy" - trudno, będzie nie po kolei, później to nadrobię.
"Weterynarz w zaprzęgu" kończył się wyjazdem Jamesa do Londynu, gdzie miał wstąpić do RAF-u. Nie wiem, co się z nim działo w książce "Weterynarze mogą latać", bo dopiero w tym tomie rozpoczyna kurs pilotażu. Herriot dzielnie znosi szkolenie, próbuje wykonywać często sprzeczne ze sobą polecenia nerwowego instruktora i cierpliwie znosi jego wybuchy gniewu. Bądź co bądź obcując z nieobliczalnym Siegfriedem i farmerami z Yorkshire nabrał odporności w kontaktach z ludźmi o trudnych charakterach. Tęskni jednak za żoną, nowonarodzonym synkiem, swoją pracą i ukochanymi krajobrazami. Relację z wojska przeplata wspomnieniami z praktyki w Darrowby. Jak zwykle, jest tu wiele zabawnych anegdot, ale także smutnych historii. Niemal się popłakałam czytając o samotnym człowieku, który popełnił samobójstwo po uśpieniu nieuleczalnie chorego psa. Wzruszyła mnie też opowieść o kocie - światowcu, który uczęszczał na wszelkie spotkania towarzyskie, a o włos uniknął śmierci. To, że przeżył, zawdzięczał głównie Tristanowi, który dał się wcześniej poznać jako nieodpowiedzialny lekkoduch. Teraz odsłonił inną stronę swej osobowości - wrażliwego człowieka i wielbiciela kotów.

31.03.2010

Nick Trout - "Powiedz, gdzie cię boli"

Wybierając książkę rzadko kieruję się okładką, ale tym razem było inaczej. Po prostu nie mogłam się oprzeć tej rozkosznej, małe psince.
"Powiedz, gdzie cię boli" to opis doby z życia chirurga weterynarii, który, wezwany nad ranem do pilnego przypadku, pracuje aż do późnego wieczora. Udziela konsultacji, bada pacjentów, operuje i reoperuje, odwiedza rekonwalescentów i rozmawia z ich właścicielami. Pacjenci to w większości psy i koty, choć trafiają się i inne gatunki zwierząt.
Nick Trout jest Anglikiem, ale praktykuje w klinice dla zwierząt w Bostonie. W relację o przypadkach, jakimi zajmuje się na bieżąco wplata wspomnienia, anegdoty oraz refleksje o specyfice pracy weterynarza i o więzi łączącej ludzi i ich pupili. Pisze o postępie w medycynie weterynaryjnej, która obecnie korzysta z takich samych metod diagnostycznych, technik operacyjnych i specjalistycznej aparatury, jakie stosuje się w leczeniu ludzi. Ale nawet ten nowoczesny arsenał środków nie gwarantuje sukcesu, a koszty takiej kuracji sięgają dziesiątków tysięcy dolarów. Sumy niebotyczne, zwłaszcza gdy się je porówna z wyceną procedur medycznych przez nasz NFOZ.
Książka doktora Trouta jest trochę chaotyczna i nie dorównuje wspomnieniom Jamesa Herriota, którego nazwisko autor kilkakrotnie przywołuje. Cóż, Herriot jest bezkonkurencyjny w kategorii książek o weterynarzach i ich pacjentach, ale i u Trouta znajdzie się sporo ciekawostek i parę śmiesznych anegdot.

18.12.2006

James Herriot: "To nie powinno się zdarzyć"; "Nie budźcie zmęczonego weterynarza"


Kto oglądał przed laty brytyjski serial "Wszystkie zwierzęta małe i duże", ten z pewnością chętnie sięgnie po powieści autobiograficzne Jamesa Herriota, na podstawie których został nakręcony. Cały cykl "składa się z 8 książek: "Jeśli tylko potrafiłyby mówić", "To nie powinno się zdarzyć", Nie budźcie zmęczonego weterynarza", "Weterynarz w zaprzęgu", "Weterynarze mogą latać", "Szał pracy", "Boże stworzenia", "Wszystkie stworzenia". Przyznam, że nie przeczytałam ich wszystkich - jak dotąd udało mi się dostać tylko dwie.
„Wszystkie stworzenia małe i duże” opowiadają o życiu młodego weterynarza, który w latach trzydziestych XX wieku rozpoczyna praktykę w góskiej miejscowości w hrabstwie Yorkshire. Spotyka tam wielu niezwykłych ludzi: swojego szefa Siegfrieda Farnona, jego brata Tristana, drobnych farmerów i wielkich posiadaczy ziemskich, ekscentryczne damy , a także piękną Helen, do której uderzy w konkury. I, oczywiście, swoich pacjentów - zwierzęta, zarówno małe jak i duże. Zaletą książek jest ich autentyzm i żywy, gawędziarski styl narracji. Autor pisze o zdarzeniach, których doświadczył i czyni to z humorem i dystansem. Wydobywa komiczne cechy z opisywanych postaci, ale robi to w sposób ciepły, pełen wyrozumiałości i nawet osoby niesympatyczne traktuje z pewnym pobłażaniem. Nie jest to beztroska sielanka, nie brak tu historii smutnych i nie wszystkie kończą się happy endem. Mimo to książki dostarczają przyjemnej lektury. Polecam wszystkim miłośnikom zwierząt, a także tym, którym się przejadły krwawe horrory i thrillery i chcieliby dla odmiany przeczytać coś pogodnego i sympatycznego.