Współczesna powieść obyczajowa autora bestselleru "Był sobie chłopiec".
W sylwestrową noc na dachu londyńskiego wieżowca spotykają się cztery osoby: zbuntowana i nieobliczalna nastolatka Jess; Amerykanin JJ, którego rockowa kapela właśnie się rozpadła i zarabia rozwożeniem pizzy; Martin, prezenter telewizji śniadaniowej, który przez romans z małolatą zniszczył sobie karierę i życie rodzinne oraz Maureen, samotna matka upośledzonego syna. Każde z nich przyszło tu z zamiarem popełnienia samobójstwa, ale niespodziewana obecność pozostałych sprawia, że odkładają na później decyzję o skoku z dachu. Ta czwórka, mimo, że dzieli ich wszystko (wiek, płeć, wykształcenie, status społeczny, poglądy itd.) nieoczekiwanie tworzy rodzaj grupy wsparcia. Przypadkowo zawiązana przyjaźń pomaga im zmienić siebie i swój stosunek do życia. Nie ma tu łatwego happy endu, problemy bohaterów nie znikają z dnia na dzień w cudowny sposób, ale oni uczą się lepiej sobie z nimi radzić.
Hornby ma dar obserwacji, potrafi opowiadać o zwyczajnym życiu w zajmujący sposób i w niewesołych sytuacjach dostrzec komiczne aspekty. Nie potępia ani nie wyśmiewa swoich bohaterów, ale też się nad nimi nie roztkliwia. Pokazuje ich punkt widzenia i to, jak postrzegani są przez innych (narracja prowadzona jest na przemian przez cztery główne postaci). Dobra powieść, chociaż pomysł z talk show trochę przeszarżowany, jak na mój gust.