Światowy bestseller, szeroko komentowany i budzący mnóstwo kontrowersji, podobnie jak nakręcony na jego podstawie film. Nie będę się rozpisywać, o czym jest ta powieść, bo z pewnością wszyscy to wiedzą, nawet jeśli jej nie czytali ani nie oglądali filmu. Słyszała o nim nawet moja ciotka dewotka (w radiu Maryja, oczywiście) i przestrzegała mnie przed wyprawą do kina na ten bluźnierczy obraz. Reakcje Kościoła, Opus Dei i innych organizacji katolickich przysporzyły autorowi dodatkowej reklamy, a co za tym idzie, pieniędzy. Krótko mówiąc - arcydzieło marketingu. Ale nie literatury, niestety. Czyta się to nieźle, akcja wciąga, ale bohaterom brak wyrazistej osobowości, dialogi są chwilami drętwe, a niektóre kwestie powtarzane do znudzenia. Pominę teorie Browna (czy raczej przez niego przytaczane) o Chrystusie, Marii Magdalenie i Świętym Graalu, ale zastanawia mnie inna rzecz. Otóż rytuały seksualne w religiach pogańskich wiązały się, wedle mojej wiedzy, z kultem płodności, przekazywaniem życia. Jaki zatem sens ma ceremonialna kopulacja pary staruszków (poza zbulwersowaniem bohaterki i ew. czytelników)? No, i jeszcze daje się zauważyć ten amerykański snobizm podszyty kompleksem niższości na arystokrację i rody królewskie. Podsumowując: niezła literatura popularna, ale przereklamowana.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dan Brown. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dan Brown. Pokaż wszystkie posty
2.12.2006
Dan Brown: "Kod Leonarda da Vinci"
Światowy bestseller, szeroko komentowany i budzący mnóstwo kontrowersji, podobnie jak nakręcony na jego podstawie film. Nie będę się rozpisywać, o czym jest ta powieść, bo z pewnością wszyscy to wiedzą, nawet jeśli jej nie czytali ani nie oglądali filmu. Słyszała o nim nawet moja ciotka dewotka (w radiu Maryja, oczywiście) i przestrzegała mnie przed wyprawą do kina na ten bluźnierczy obraz. Reakcje Kościoła, Opus Dei i innych organizacji katolickich przysporzyły autorowi dodatkowej reklamy, a co za tym idzie, pieniędzy. Krótko mówiąc - arcydzieło marketingu. Ale nie literatury, niestety. Czyta się to nieźle, akcja wciąga, ale bohaterom brak wyrazistej osobowości, dialogi są chwilami drętwe, a niektóre kwestie powtarzane do znudzenia. Pominę teorie Browna (czy raczej przez niego przytaczane) o Chrystusie, Marii Magdalenie i Świętym Graalu, ale zastanawia mnie inna rzecz. Otóż rytuały seksualne w religiach pogańskich wiązały się, wedle mojej wiedzy, z kultem płodności, przekazywaniem życia. Jaki zatem sens ma ceremonialna kopulacja pary staruszków (poza zbulwersowaniem bohaterki i ew. czytelników)? No, i jeszcze daje się zauważyć ten amerykański snobizm podszyty kompleksem niższości na arystokrację i rody królewskie. Podsumowując: niezła literatura popularna, ale przereklamowana.
Etykiety:
"Kod Leonarda da Vinci",
bestseller,
Dan Brown,
powieść sensacyjna
Subskrybuj:
Posty (Atom)


