20.02.2007

Jean-Claude Izzo: "Solea"


Ostatnia część "trylogii marsylskiej", której bohaterem jest były inspektor policji Fabio Montale.
Zaprzyjaźniona z nim dziennikarka Babette przez lata prowadziła śledztwo dotyczące zorganizowanej przestępczości. Zgromadziła potężne dossier o działalności mafii i jej powiązaniach ze światem polityki i biznesu. Tym samym wydała na siebie wyrok śmierci. Zeby ją dopaść, zabójcy usiłują zmusić do współpracy Fabia, mordując bliskie mu osoby.
Książka ma nastrój elegijny, wręcz ocieka melancholią. Montale po śmierci przyjaciół i rozstaniu z ukochaną kobietą ma poczucie życiowej klęski. W starciu z mafią jest na przegranej pozycji i nie może liczyć na pomoc przeżartej korupcją policji. Izzo ukazuje tu skutki globalizacji, o których niechętnie wspominają jej zwolennicy: marginalizację i wykluczenie jednostek i całych społeczności, wszystkich nieprzystosowanych, dla których nie ma miejsca w tym nowym, wspaniałym świecie. A także globalizację zbrodni - ponadnarodowe organizacje przestępcze, przejmujące kontrolę nad całymi sektorami gospodarki w różnych rejonach świata. Niewesołe refleksje nasuwa lektura tej powieści, choć to kryminał, uznawany za gatunek rozrywkowy i niepoważny...

15.02.2007

Mario Vargas Llosa: "Zeszyty don Rigoberta"


W tytułowych zeszytach don Rigoberto, zamożny limeńczyk, dyrektor towarzystwa ubezpieczeniowego, gromadzi notatki na temat dzieł sztuki, cytaty z książek oraz filipiki wymierzone przeciwko rozmaitym zjawiskom współczesnego życia, które postrzega jako zagrożenia dla wolności jednostki i jej duchowego rozwoju. W obronie indywidualizmu atakuje pornografię, feminizm, patriotyzm, biurokrację, sztukę ludową, sport wyczynowy, kulturę masową, religie i wszelkie przejawy stadnego myślenia i działania. Prowadzone latami zapiski pomagają mu ukoić tęsknotę za żoną, z którą uprawiał wyrafinowane gry erotyczne, a rozstał się z powodu syna Fonsita. Szczegółów tej afery nie poznajemy, wygląda na to, że dona Lukrecja uwiodła małoletniego pasierba. Ale mogło być na odwrót, jako że stary - maleńki Fonsito o anielskiej twarzyczce tylko sprawia wrażenie niewiniątka. Teraz knuje intrygę, aby doprowadzić do pojednania ojca i macochy.
Prawdę powiedziawszy, nie wiem, o czym jest ta książka i "co autor chciał przez to powiedzieć". (O miłości? O potrzebie fantazji, która pozwala uciec od codziennej rutyny i wykreować własny mikrokosmos? O znaczeniu sztuki dostarczającej pożywki dla wyobraźni i będącej inspiracją dla bohaterów w ich rytuałach?) I czy to jeszcze powieść, czy może inny, "ponowoczesny" gatunek literacki. Osobiście wolę wczesnego Vargasa Llosę, już "Wojnę końca świata" ledwo zmęczyłam, a "Zeszyty..." nie umywają się do "Miasta i psów", "Pantaleona i wizytantek" czy "Ciotki Julii i skryby". Aż się wierzyć nie chce, że napisał je autor rewelacyjnej Rozmowy w "Katedrze"...

7.02.2007

Marek Krajewski: "Widma w mieście Breslau" i pozostałe książki z tego cyklu


Seria powieści kryminalnych, na którą składają się (w kolejności chronologicznej): "Widma w mieście Breslau", "Koniec świata w Breslau", "Śmierć w Breslau" i "Festung Breslau".
Przeczytałam książki Krajewskiego jedną po drugiej i postanowiłam omówić razem, bo choć każda opowiada oddzielną historię, to kolejne tomy nawiązują do wydarzeń opisanych we wcześniejszych częściach cyklu i stanowią pewną całość. Łączy je miejsce akcji - niemiecki Wrocław w latach 1919 - 1945 - i postacie, przede wszystkim główny bohater Eberhard Mock. Nie jest to wzorzec policjanta, ani postać, z którą łatwo się czytelnikowi identyfikować: brutal, cynik, bywalec domów publicznych, nadużywający alkoholu i na dodatek powiązany ze światem przestępczym. A mimo to zaciekle tropiący zbrodniarzy, niekiedy przez długie lata. Postać Mocka, złożona i psychologicznie prawdopodobna, jest jednym z atutów powieści obok wielu obyczajowych szczegółów, dopełniających realistyczny obraz ówczesnego Wrocławia. Klimat tych powieści jest ponury i "brudny", pełno tu ludzkiej nędzy, przede wszystkim moralnej. Zaludniają je rozmaici maniacy, dewianci, męty, narkomani, prostytutki, zdeprawowani arystokraci i nawiedzeni sekciarze.
Zbrodnie, które usiłuje rozwikłać Mock, są makabryczne, a ich motywów trudno dociec. I jeśli mam jakieś zastrzeżenia do twórczości Krajewskiego, to dotyczą one właśnie motywacji morderców i ich metafizycznej
otoczki. Ale i tak to najlepsze polskie kryminały, jakie czytałam.

31.01.2007

Raymond Chandler: "Wysokie okno"


Philip Marlowe otrzymuje zlecenie odnalezienia cennej i rzadkiej monety skradzionej bogatej wdowie pani Murdock. Klientka podejrzewa o kradzież swoją synową, byłą śpiewaczkę z nocnego lokalu i liczy, że detektyw pomoże jej w uzyskaniu rozwodu syna bez konieczności płacenia alimentów jego eks żonie. Jak to u Chandlera, śledztwo się komplikuje, wszyscy zainteresowani kłamią albo coś ukrywają, Marlowe natrafia na kilka trupów i staje się jasne, że sprawa ma głębsze dno.
Sięgnęłam po książkę Chandlera po długiej przerwie i przeczytałam ją z satysfakcją, mimo że sam autor uważał ją za słabą. Ale nawet jeśli nie dorównuje najlepszym powieściom Chandlera, to i tak o całe niebo przewyższa współczesne amerykańskie kryminały. Weźmy choćby taki opis:
"Na jednym z tych leżaków spoczywała długonoga blondynka z rozmarzoną miną.(...) Patrzyła na nas leniwie, kiedy szliśmy przez trawnik. Z odległości dziesięciu metrów wyglądała bardzo rasowo. Z odległości trzech metrów odnosiło się wrażenie, że lepiej ją oglądać z odległości dziesięciu. Usta miała szerokie, oczy zbyt jasne, makijaż zbyt jaskrawy, cieniutkie łuki brwi niewiarygodnie zakrzywione i długie, a tusz na rzęsach tak grubo nałożony, że wyglądały jak miniaturowe pręciki z drutu.(...) Od włosów biło sztucznością jak z hallu nocnego lokalu."
Pani Higgins Clark napisałaby: "Była wysokiego wzrostu, miała włosy blond i jasnoniebieskie oczy" - do tego sprowadza się u niej charakterystyka postaci. Podobnie rzecz się ma w przypadku innych współczesnych autorów z USA. Wyższość Chandlera nad licznymi wyrobnikami pióra nie ogranicza się do plastycznych opisów, zaskakujących porównań i wnikliwej charakterystyki postaci. Ukazuje on z niezwykłą wyrazistością Los Angeles i jego mieszkańców z różnych środowisk, powiązania świata przestępczego z miejscowymi elitami, korupcję w policji i wśród polityków. Dochodzi do tego specyficzny, cierpki humor, którym osładza pesymistyczną wymowę swoich czarnych powieści.

24.01.2007

Ryszard Kapuściński nie żyje...

Ze smutkiem przyjęłam wiadomość, że we wtorek 23 stycznia 2007 r. zmarł Ryszard Kapuściński, znakomity pisarz i dziennikarz, znany i ceniony na całym świecie. Czytałam jego książki i reportaże kiedy jeszcze byłam uczennicą zafascynowaną przemianami zachodzącymi w Trzecim Świecie. Bliski mi był jego humanizm, tolerancja i zrozumienie dla ludzi o innych obyczajach i przekonaniach. Kapuściński nie ograniczał się do relacjonowania sensacyjnych wydarzeń, rewolucji i wojen toczonych w odległych, egzotycznych krajach. On przybliżał czytelnikom te kraje i zamieszkujących je ludzi, ukazywał różnorodność kultur, objaśniał świat. Odszedł kolejny po Stanisławie Lemie wybitny polski pisarz i autorytet.

22.01.2007

Anna Brzezińska: "Plewy na wietrze"


Po raz pierwszy zetknęłam się z twórczością Anny Brzezińskiej kilka lat temu. Najpierw wpadły mi w ręce „Opowieści z Wilżyńskiej Doliny”, które tak mi się spodobały, że natychmiast sięgnęłam po „Zbójecki gościniec” i następne części „Sagi o zbóju Twardokęsku”: „Żmijową harfę” i „Letni deszcz. Kielich”. Z niecierpliwością oczekiwałam na kolejny tom z tego cyklu. W międzyczasie ukazały się „Wody głębokie jak niebo” - zbiór świetnych opowiadań, ale utrzymanych w odmiennej poetyce i opisujących inną magiczną krainę. Toteż z mieszanymi uczuciami przyjęłam wiadomość, że zamiast zakończenia "Sagi", pojawił się jej nowy - poprawiony i uzupełniony - początek. Obawiałam się, że autorce wyczerpała się inwencja, znudził ją temat i ma trudności z dokończeniem dzieła. Spodziewałam się niewielkich korekt, tymczasem "Plewy na wietrze” są znacznie rozszerzoną, niemal dwukrotnie grubszą wersją "Zbójeckiego gościńca", wzbogaconą o nowe postaci i wątki, i wypełniającą pewne luki w narracji obecne w pierwszym wydaniu.
Książka ma strukturę szkatułkową: rozpoczyna się w momencie, gdy główny bohater oczekuje w lochu na egzekucję, po czym z retrospekcji dowiadujemy się, dlaczego się tam znalazł. I jak jeden złośliwy psikus odmienił mu życie, wiążąc jego los z tajemniczą Szarką. Oprócz tych dwojga, spotykamy wiele innych, wyrazistych postaci, poznajemy dzieje Krain Wewnętrznego Morza, śledzimy intrygi ludzi i bogów.
„Plewy na wietrze” są znakomicie napisaną, wielowątkową powieścią, która od pierwszego zdania wzbudza zainteresowanie czytelnika i utrzymuje je do samego końca.

17.01.2007

Mary Higgins Clark: "Córeczka tatusia"


Ellie Cavanaugh, reporterka działu kryminalnego gazety w Atlancie, miała siedem lat, kiedy jej piętnastoletnia siostra została brutalnie zamordowana. Andrea, wbrew zakazom ojca, spotykała się potajemnie z Robem Westerfieldem, mającym fatalną reputację potomkiem bardzo bogatej i wpływowej rodziny. Zeznanie Ellie doprowadziło do skazania Roba, który obecnie, po dwudziestu dwóch latach stara się o zwolnienie warunkowe z więzienia. Nigdy nie przyznał się do winy, a teraz domaga się wznowienia procesu i uniewinnienia z zarzutu morderstwa. Nieoczekiwanie pojawia się świadek, który wskazuje innego mężczyznę jako sprawcę tej zbrodni. Ellie rozpoczyna prywatne śledztwo, chcąc wyjaśnić okoliczności śmierci siostry i prześwietlić przeszłość Westerfielda.
Powieść Higgins Clark jest typowym dziełem (albo raczej produktem) amerykańskiej literatury popularnej. Próżno w nim szukać psychologicznej głębi, wnikliwej obserwacji obyczajowej, refleksji egzystencjalnej, problematyki społecznej, sugestywnej atmosfery czy ironii. Takie "naddatki" nie są rzadkością w utworach pisarzy europejskich, uprawiających popularne i lekceważone przez krytykę gatunki literackie. Ale u przeważającej większości autorów amerykańskich ich nie uświadczysz. "Córeczka tatusia" niczym się nie wyróżnia na tym tle. To sprawnie napisany kryminał i nic więcej.

10.01.2007

Henning Mankell: "Psy z Rygi"


Anonimowy informator powiadamia policję o dryfującym na morzu pontonie ratukowym ze zwłokami dwóch mężczyzn. Następnego dnia ponton osiada na plaży w pobliżu Ystadu i okazuje się, że denaci nie są rozbitkami lecz ofiarami morderstwa. W toku dochodzenia ustalono, że pochodzili z Łotwy, toteż śledztwo w Szwecji zostaje umorzone, a sprawę przejmuje policja łotewska. Wydaje się, że komisarz Wallander nie ma tu już nic do roboty, ale dalsze wypadki pokażą, że się pomylił.
To już szósta powieść Mankella o Kurcie Wallanderze wydana w Polsce przez W.A.B. w "Mrocznej Serii" (poprzednie tytuły: "Fałszywy trop", "Morderca bez twarzy", "Piąta kobieta", "Biała lwica", "O krok"). Niestety, wydawnictwo nie przestrzega kolejności chronologicznej - w rzeczywistości jest to druga część cyklu i opowiada o wydarzeniach 1991 roku, kiedy ważyły się losy byłych republik radzieckich. Ta książka różni się od poprzednich (czy raczej wcześniej wydanych) powieści Mankella: zaczyna się jak kryminał, ale później przeistacza się w szpiegowski dreszczowiec, przypominający dzieła Johna Le Carre. Dosyć to zaskakujące - Wallander w niczym nie przypomina bohaterów kina akcji. Nie jest supermanem ani geniuszem, tylko zwyczajnym facetem w średnim wieku. To uczciwy, solidny gliniarz, chronicznie przemęczony i niedospany. Fatalnie się odżywia i walczy z nadwagą, czasem nadużywa alkoholu i popełnia czyny, których potem żałuje. Poza tym ma problemy z byłą żoną, dorastającą córką, starym ojcem, przyjaciółką. Postać Kurta Wallandera jest jednym z największych atutów powieści Mankella, a jego osobiste perypetie są nie mniej ciekawe od zagadek kryminalnych, które rozwiązuje. "Psy z Rygi", mimo pewnych nieprawdopodobieństw, świetnie się czyta i trudno się od nich oderwać.

6.01.2007

Nick Hornby: "Wierność w stereo"


Kolejna po "Był sobie chłopiec"powieść Hornby'ego o późnym dojrzewaniu, też bestseller i też sfilmowana ("Przeboje i podboje", ostatnio pokazane w TV).
Bohaterem jest trzydziestopięcioletni Rob, były disc jockey i wielbiciel muzyki pop. Wraz z dwoma podobnymi sobie maniakami prowadzi podupadający sklep z płytami. Właśnie opuściła go dziewczyna, co skłania go do zastanawienia nad dotychczasowym życiem i perspektywami na przyszłość (chociaż zaczyna od zestawienia 5 najboleśniejszych rozstań na wzór listy przebojów). Zadaje sobie pytanie, co naprawdę liczy się w życiu, czy warto wiązać się z kimś, kto nie podziela jego pasji? Rob, jak Piotruś Pan, nie chce dorosnąć - boi się stałego związku, kompromisów i dokonywania wyborów, które nieuchronnie oznaczają rezygnację z czegoś. Chciałby pozostać wiecznym nastolatkiem, bez zobowiązań i mieć otwarte wszystkie furtki. Ludzi ocenia po tym, jakiej muzyki słuchają.
Książka jest znacznie słabsza od innych powieści Hornby'ego, bardziej przypomina romans (pewnie dlatego ukazała się w serii "Literatura w spódnicy"!). Problemy bohatera, irytującego w swoim egoizmie i infantylizmie, są mniej istotne niż te przedstawione w "Długiej drodze w dół"czy w "Był sobie chłopiec". Ponadto, za dużo tu wyliczania płyt, utworów i wykonawców, a w końcu nie każdy czytelnik jest zagorzałym fanem jak Rob.

1.01.2007

Andrzej Sapkowski: "Lux perpetua"


Długo oczekiwana, ostatnia część trylogii husyckiej - zdążyłam już zapomnieć wiele z tego, co się wydarzyło w poprzednich tomach. Niestety, każda kolejna książka Sapkowskiego jest w moim odczuciu słabsza od poprzednich. Opowiadania i Saga o Wiedźminie zachwyciły mnie niezwykłą wyobraźnia, bogactwem wykreowanego świata, mnogością i wyrazistością opisywanych postaci, obfitością rozmaitych wątków, stosowaniem różnorodnych stylów narracji, zaskakującymi zwrotami akcji, specyficznym humorem. Na tym tle cykl "husycki" wypada blado i dość schematycznie, w dużej mierze za sprawą głównego bohatera. Reynevan ciągle popada w tarapaty, salwuje się ucieczką, zostaje pojmany i uwięziony, znów ucieka lub otrzymuje niespodziewaną pomoc i tak w kółko. Ten schemat narracyjny przewija się nieustanie przez wszystkie trzy tomy. Bohaterowie jeżdżą po całym Śląsku i okolicach, ale niewiele z tego wynika i z czasem te ucieczki i pościgi stają się nużące. O ile w "Narrenturm" pojawiały się dodatkowe wątki i motywy, a także sporo humoru, głównie dzięki postaciom Szarleja i Samsona, to już w "Bożych bojownikach" Reynevan na długo rozstał się z przyjaciółmi, a akcję zdominowała wojna i polityka. W "Lux perpetua" Sapkowski nie wiedzieć czemu właściwie odpuścił sobie czołowe postacie zastępując je nowymi, wprowadzonym ad hoc. Fantastyki jest tu niewiele, a humoru na lekarstwo. Rozwiązanie poszczególnych wątków budzi wątpliwości, a niektóre pozostają niewyjaśnione. Podsumowując: czyta się dość dobrze, ale nie jest to lektura porywająca, od której trudno się oderwać. Mam uczucie zawodu, chociaż poprzednie tomy powinny mnie na to przygotować.