01.01.2007

Andrzej Sapkowski: "Lux perpetua"


Długo oczekiwana, ostatnia część trylogii husyckiej - zdążyłam już zapomnieć wiele z tego, co się wydarzyło w poprzednich tomach. Niestety, każda kolejna książka Sapkowskiego jest w moim odczuciu słabsza od poprzednich. Opowiadania i Saga o Wiedźminie zachwyciły mnie niezwykłą wyobraźnia, bogactwem wykreowanego świata, mnogością i wyrazistością opisywanych postaci, obfitością rozmaitych wątków, stosowaniem różnorodnych stylów narracji, zaskakującymi zwrotami akcji, specyficznym humorem. Na tym tle cykl "husycki" wypada blado i dość schematycznie, w dużej mierze za sprawą głównego bohatera. Reynevan ciągle popada w tarapaty, salwuje się ucieczką, zostaje pojmany i uwięziony, znów ucieka lub otrzymuje niespodziewaną pomoc i tak w kółko. Ten schemat narracyjny przewija się nieustanie przez wszystkie trzy tomy. Bohaterowie jeżdżą po całym Śląsku i okolicach, ale niewiele z tego wynika i z czasem te ucieczki i pościgi stają się nużące. O ile w "Narrenturm" pojawiały się dodatkowe wątki i motywy, a także sporo humoru, głównie dzięki postaciom Szarleja i Samsona, to już w "Bożych bojownikach" Reynevan na długo rozstał się z przyjaciółmi, a akcję zdominowała wojna i polityka. W "Lux perpetua" Sapkowski nie wiedzieć czemu właściwie odpuścił sobie czołowe postacie zastępując je nowymi, wprowadzonym ad hoc. Fantastyki jest tu niewiele, a humoru na lekarstwo. Rozwiązanie poszczególnych wątków budzi wątpliwości, a niektóre pozostają niewyjaśnione. Podsumowując: czyta się dość dobrze, ale nie jest to lektura porywająca, od której trudno się oderwać. Mam uczucie zawodu, chociaż poprzednie tomy powinny mnie na to przygotować.

4 komentarze:

Jacek pisze...

Pewnie i tak kupię i przeczytam "Lux ..." by posiadać całośc trylogii husyckiej. Odniżanie poziomu w sagach to niestety chleb powszedni :/

Ciekawi mnie, czy planujesz umiescić tutaj recenzje znakomitosci literatury fantasy, skoro lezy to w twoich zainteresowaniach :)

Bruixa pisze...

Ja też, jak już coś zacznę, to brnę do końca, chyba, że od początku widać, że arcychała.
Nie wiem, kogo uważasz za znakomitości w dziedzinie fantasy. Jeśli np. Tolkiena, to czytałam go przed laty, a piszę tu o moich bieżących lekturach. Tak się składa, że ostatnio z tego gatunku miałam w rękach tylko Sapkowskiego i Brzezińską, których uważam za świetnych pisarzy, mimo rozczarowania trylogią husycką ;)

Jacek pisze...

Przepraszam za długie milczenie, usprawiedliwa mnie tylko totalny brak czasu ...
Za znakomitości uważam cykl George R. R. Martina "Pieśn Lodu i ognia"
"Świat Czarownic" Norton (tylko pierwszy tom)
Cykl "Ziemiomorze" Ursuli Le Guin

+ dorzucę jeszcze paru autorów
Guy Gavriel Kay
Steven Erikson
Roger Zelazny
Tad Williams
David Eddings

mój osąd można nazwać arbitralnym, gdyż większości z nich wciąż nie przeczytałem ;)
Niedwano postanowiłemnie tracić czasu, pieniędzy itt itp na byle co i rozejrzałem się tu i ówdzie (opinie, recenzje i takie tam)

Bruixa pisze...

Co do Le Guinn - pełna zgoda. Kaya czytałam tylko 1 książkę - interesująca, ale nierówna, miejscami b. dobra, miejscami słaba. Pozostałych wymienionych znam tylko ze słyszenia (nie jestem fanatyczką gatunku, chociaż go lubię, ale mam braki w tej dziedzinie).
Podobał mi się też "Las ożywionego mitu" Roberta Holdstocka, dość nietypowa fantasy.