11.06.2011
Marcin Wroński - "A na imię jej będzie Aniela"
Akcja powieści "A na imię jej będzie Aniela" rozpoczyna się we wrześniu 1938 od zamordowania na tle seksualnym młodej służącej. Dochodzenie nie prowadzi, niestety, do wykrycia sprawcy. Dokładnie rok później, gdy na Lublin spadają niemieckie bomby, a władze pośpiesznie się ewakuują, Maciejewski znajduje kolejną ofiarę tego samego zbrodniarza. Schwytanie mordercy staje się jego obsesją. Aby kontynuować śledztwo wstępuje do niemieckiej policji kryminalnej. Jednocześnie nawiążuje współpracę z wywiadem AK. Z obu tych powodów po wojnie dosięgną go represje ze strony NKWD.
W tle tej kryminalnej historii mamy okupacyjną codzienność miasta - z gettem i pobliskim obozem na Majdanku. Jedni cierpią i umierają, inni nabijają sobie kabzę albo dają upust sadystycznym skłonnościom w poczuciu bezkarności.
Książki o komisarzu Maciejewskim natychmiast nasuwają porównania z cyklem o Breslau. Podobieńśtwo jest szczególnie widoczne w tej właśnie powieści, choćby w sposobie prowadzenia narracji z przeskokami w czasie od wydarzeń późniejszych do wcześniejszych. Ale nie tylko o to chodzi. Dotychczas Wroński stał mocno na ziemi, bez wycieczek w rejony metafizyczno-ezoteryczne, tak charakterystyczne dla Krajewskiego. Pobudki działania przestępców były czysto pragmatyczne. Tutaj mamy do czynienia z seryjnym mordercą, a ci, jak wiadomo, w wyborze ofiar i modus operandi kierują się sobie tylko znanymi, chorymi motywami. Pojawia się też postać jasnowidzącej Żydówki. No, i makabry jest znacznie więcej.
Moim zdaniem Wroński pisze nie gorzej od wrocławianina, wydaje mi się nawet, że ma lżejsze pióro. Chociaż wolałam jego dwie poprzednie książki, to i ta podobała mi się bardziej od ostatnich lwowskich powieści Krajewskiego.
26.05.2011
„Poetyckie kryminały”
18.04.2011
Faye Kellerman - "Uliczne marzenia"
Lubię thrillery psychologiczne Jonathana Kellermana, ale nie znałam dotąd twórczości jego żony. "Uliczne marzenia" to pierwsza jej książka, jaką przeczytałam i na więcej nie mam ochoty.Początkująca policjantka Cindy Decker podczas patrolu znajduje noworodka w pojemniku na śmieci. Na szczęście dziecko żyje i trafia do szpitala, ona zaś robi wszystko, by odszukać jego matkę i wyjaśnić, dlaczego je porzuciła. Śledztwo idzie jak po sznurku: żadnych mylnych tropów i ślepych zaułków, same szczęśliwe zbiegi okoliczności, dzięki którym funkcjonariuszka najpierw znajduje dziewczynę, a następnie bandziorów, którzy ją skrzywdzili. Pomaga jej ojciec - policyjny wyga, mamy więc dialogi, w których tak lubują się Amerykanie, a które mnie przyprawiają o ból brzucha: - Kocham cię, tatku. - I ja cię kocham, księżniczko.
Przy okazji ratowania niemowlaka Cindy nawiązuje znajomość z pielęgniarzem, który szczęśliwym trafem też jest Żydem, chociaż czarnoskórym, bo pochodzi z Etiopii. Jest więc i wątek miłosny, mnóstwo migdalenia i prawienia sobie duserów. "Mój mężczyzna" - tak policjantka wypowiada się o ukochanym, bo narracja prowadzona jest na przemian w pierwszej i trzeciej osobie.
Kolejny wątek to prywatne dochodzenie macochy bohaterki, która po latach chce się dowiedzieć, kto zamordował jej babkę w Niemczech w latach 30'. Nie wiedzieć po co doczepiony, chyba dla dodania książce objętości.
Mogę zrozumieć, że Faye Kellerman zapragnęła pójść w ślady męża, ale nie pojmuję dlaczego ktoś zdecydował się jej pisaninę wydać i przetłumaczyć na polski. I jak recenzent może pisać o "perfekcyjnie zbudowanej fabule", skoro nie trzeba znawcy, żeby stwierdzić, że "Uliczne marzenia" to bardzo kiepski kryminał.
22.03.2011
Nancy Farmer - "Morze Trolli"
Akcja powieści toczy się u schyłku VIII wieku. Wikingowie najeżdżają wybrzeża Anglii, niszczą opactwo na Świętej Wyspie i docierają do saskiej wioski. Uprowadzają jedenastoletniego Jacka i jego małą siostrzyczkę Lucy na pokład drakkara. W żegludze do Norwegii nie odstępuje ich kruk nazwany "Mężne Serce".Jack, który pobierał nauki u starego barda, przekonuje wodza berserkerów Olafa Jednobrewego, że potrafi czarować i układać pieśni. Olaf zatrzymuje chłopca jako skalda, aby opiewał jego czyny. Śliczna Lucy ma być prezentem dla królowej i służyć jej za maskotkę. Chłopak pragnie wyrwać się wraz z siostrą z niewoli i powrócić do domu, ale przedtem czeka go jeszcze jedna wyprawa, pełna przygód i niebezpieczeństw.
"Morze Trolli" to fantasy dla młodzieży, ale może się spodobać i starszym czytelnikom. Nancy Farmer czerpie pełnym garściami z mitologii nordyckiej i Beowulfa. Przemyca też nieco mądrości życiowych, ale robi to dyskretnie, bez natrętnego dydaktyzmu. Bardzo sympatyczna ksiązka, napisana w dobrym stylu.
8.03.2011
Boris Akunin / Grigorij Czchartiszwili - „Historie cmentarne"
I znów książka Borysa Akunina, ale trochę nietypowa, bo połowę tekstów autor opatrzył prawdziwym nazwiskiem i nie jest to fikcja literacka, a sześć ni to esejów, ni reportaży. Traktują one o starych cmentarzach w Moskwie, Londynie, Paryżu, Jokohamie, Nowym Jorku i Jerozolimie. O ich historii, atmosferze, sławnych i niesławnych ludziach którzy na nich spoczywają. Część informacji była mi już znana skądinąd, z innymi spotkałam się po raz pierwszy. Każdemu z tych tekstów towarzyszy opowiadanie związane tematycznie z daną nekropolią i jej "lokatorami" i podpisane pseudonimem literackim. Przeważają opowieści z dreszczykiem, o duchach, upiorach i hienach cmentarnych, ale pojawiają się też wątki kryminalne, obyczajowe, a nawet futurystyczne.W „Historiach cmentarnych” sporo jest czarnego i przewrotnego humoru. Czytelnik dowie się, na przykład, że choć widmo komunizmu już nie krąży po Europie, to na cmentarzu Highgate nadal grasuje pewien wampir - materialista ;)
23.02.2011
Elisabeth Dored - "Kochałam Tyberiusza"
"Kochałam Tyberiusza" to powieść historyczna, której bohaterką i narratorką jest Julia, jedyna córka cesarza Oktawiana Augusta. Elisabeth Dored podważa dotychczasowe opinie historyków na temat tej postaci i przedstawia odmienną wizję, moim zdaniem bardzo przekonującą.Według norweskiej pisarki Julię, zesłaną na dożywotnie wygnanie za rozpustę, oszkalowano - podobnie jak ofiary współczesnych reżimów. W jej ujęciu Julia to nie żadna nimfomanka okrywająca hańbą rodzinę cesarską, tylko zwyczajna kobieta, która na swoje nieszczęście miała za ojca Oktawiana, a Liwię za macochę i teściową.
Odebrana w dzieciństwie matce (z którą cezar rozwiódł się tuż po urodzeniu córki), trzykrotnie wydawana za mąż zgodnie z interesami politycznymi ojca, w końcu skazana na wygnanie i zapomnienie, zaznała wiele goryczy, w tym śmierć dwóch mężów i dzieci.
Liwia w powieści Dored jest równie przerażająca jak u Gravesa, za to zmienił się obraz Oktawiana Augusta, zwykle przedstawianego w pozytywnym świetle. To człowiek zimny i wyrachowany, bez skrupułów usuwa z drogi wszystkich, którzy mogli zagrozić jego władzy.
Książka ciekawa, dobrze napisana, stylem przypomina trochę powieści Miki Waltariego.
20.02.2011
Henning Mankell - "Niespokojny człowiek"

"Niespokojny człowiek" to książka, która ostatecznie zamyka cykl kryminałów o Kurcie Wallanderze.
Komisarz przeprowadza się z Ystad do podmiejskiego domu nad morzem i kupuje psa, o czym od dawna marzył. Zostaje dziadkiem. Starzeje się i podupada na zdrowiu. Zaczyna myśleć o emeryturze i przekazaniu pałeczki córce, która poszła w jego ślady i też jest policjantką. Ale zanim to nastąpi poprowadzi jeszcze śledztwo w sprawie teścia Lindy, który wyszedł z domu i zaginął bez wieści.
Hakan von Enke, emerytowany oficer marynarki wojennej, niedługo przed swym zniknięciem opowiedział mu o zdarzeniu sprzed 20 lat. Na szwedzkich wodach terytorialnych zauważono wówczas niezidentyfikowaną łódź podwodną. Okręty wojenne chciały zmusić obcą jednostkę do wynurzenia, ale niespodziewanie nadszedł rozkaz, by pozwolić jej odpłynąć. Komandorowi ta sprawa nie dawała spokoju, łączył ją z pogłoskami o agencie obcego wywiadu, który miał jakoby przeniknąć do szwedzkich sił zbrojnych. Podobno był już blisko rozwiązania zagadki, gdy przepadł bez śladu.
Opowiedziana przez Mankella historia szpiegowska mnie nie przekonała. Nie napiszę, dlaczego, bo musiałabym za dużo ujawnić. Mimo to "Niespokojny człowiek" podobał mi się, chociaż podziałał przygnębiająco. Dużo się w nim mówi o starości, śmierci, przemijaniu. Wallander przeprowadza życiowy obrachunek, żegna się z ludźmi, z którymi pracował i kobietami, które kochał. A czytelnicy żegnają się z ulubionym bohaterem.
6.02.2011
Marion Zimmer Bradley - "Mgły Avalonu"
Legendy o królu Arturze i rycerzach okrągłego stołu zainspirowały wiele dzieł literackich i filmowych. Twórcy kolejnych wersji interpretowali je po swojemu, inaczej rozkładając akcenty. Ale najczęściej obowiązywał punkt widzenia męski i chrześcijański. Marion Zimmer Bradley opowiedziała je na nowo z perspektywy kobiecej i pogańskiej. Główną bohaterką uczyniła Morgianę, przyrodnią siostrę Artura. Zwykle przedstawiana jako zła czarownica (Morgan le Fay) tu jest znacznie ciekawszą, złożoną postacią. Jako kapłanka Bogini wychowana w Avalonie nie może się pogodzić z ekspansją chrześcijaństwa wypierającego dawne wierzenia. Występuje przeciwko bratu, który całkowicie ulega żonie dewotce i księżom, a przecież to Pani Jeziora zawdzięcza koronę i miecz Excalibur.Dla Morgiany nowa religia, która gloryfikuje dziewictwo, potępia seks, a kobiety uważa za istoty grzeszne i z gruntu zepsute jest nie do przyjęcia, bo deprecjonuje samo życie i naturę, a więc to, co ona czci. Nie zamierza jednak nikogo odwodzić od jego wiary, sprzeciwia się tylko narzucaniu jej innym. Bo wszyscy Bogowie są jednym Bogiem. (...) I każdy ma swą własną prawdę i własnego Boga w sercu.
Niektórzy katolicy mogą mieć problem z tą powieścią (skoro Harry'ego Pottera oskarżano o satanizm...), ale moim zdaniem nie jest ona antychrześcijańska, co najwyżej antyklerykalna. Księży i neofitów przedstawia jako fanatyków, hipokrytów i nieuków.
"Mgły Avalonu" to sugestywna wizja Brytanii w momencie zmian dziejowych: najazdu Saksonów, tworzenia się nowego społeczeństwa, zanikania dawnych kultów. A zarazem saga rodzinna, przez którą przewija się korowód barwnych postaci. Zawiera w sobie magię i nastrój, który udziela się czytelnikowi.
Nie jest to lektura jednorazowego użytku, którą się natychmiast zapomina. Zaczęłam ją na nowo kartkować tuż po przeczytaniu i pewnie jeszcze do niej wrócę.
PS. Od dawna chodziła za mną ta książka, ale była nie do zdobycia (wyjątkiem Allegro - tam się pojawiała, po zaporowych cenach). Na szczęście po kilkunastu latach zdecydowano się ją wznowić. Co niezwykłe przy dzisiejszych praktykach wydawniczych - za umiarkowaną cenę, w jednym tomie. Przez co książka jest dość nieporęczna w obsłudze: 1350 stron w twardej oprawie, ciężko (dosłownie!) zabrać ją w podróż a nawet czytać do poduszki.
28.10.2010
Boris Akunin - "Nefrytowy różaniec"
Najnowsza książka o Eraście Fandorinie nie jest powieścią lecz zbiorem opowiadań. Boris Akunin zadedykował ją klasykom światowego kryminału. Opowiadań jest 10: tytułowy Nefrytowy różaniec , Jigumo, Table-talk, Z życia wiórów, Skarpeja Baskakowów, Jedna dziesiąta procenta, Herbatka w Bristol, Dolina marzeń, Przed końcem świata oraz Uwięziona w wieży, czyli krótka, lecz piękna droga trzech mądrych. Każde nawiązuje do twórczości jednego z mistrzów gatunku - naśladuje styl, wykorzystuje tematy i motywy charakterystyczne dla ich twórczości. I tak mamy tu wariacje na temat "Imienia róży", która rozgrywa się wśród starowierów na Syberii oraz Jeźdźca bez Głowy w scenerii Dzikiego Zachodu. A obok Fandorina pojawiają się Sherlock Holmes z doktorem Watsonem, Arsene Lupin oraz niejaka panna Janet Palmer.Książka powinna przypaść do gustu miłośnikom kryminałów i zabaw literackich. No i, oczywiście, fanom Fandorina. Ci ostatni mają też okazję porównać swoje wyobrażenie detektywa-dandysa z tym, jak sprtretował go rysownik Igor Sakurow.
5.10.2010
Tomás Eloy Martínez - "Evita"
Wbrew temu, co jakiś dureń twierdzi w blurbie i co sugeruje zdjęcie zamieszczone na okładce, książka Tomása Eloya Martíneza NIE posłużyła za podstawę libretta musicalu Andrew Lloyda Webera i jego ekranizacji z Madonną i Banderasem. Nie jest to też biografia Evy Perón, kobiety, która już za życia stała się ikoną i jest nią nadal pół wieku po śmierci. Autor przytacza wprawdzie szereg epizodów z jej życia, ale podkreśla, że przeszłość Evity nie wyjaśnia tego, kim się stała dla milionów Argentyńczyków. Skupia się na jej legendzie i losach pośmiertnych.Była postacią bardzo kontrowersyjną, uwielbianą i nienawidzoną. Jedni odsądzali ją od czci i wiary, inni słałi petycje do papieża, by ją kanonizował. Po śmierci jej ciało zabalsamowano i wystawiono w siedzibie centrali związkowej, skąd zniknęło po obaleniu Perona w 1955 roku. Wojskowi ukrywali je i przewozili z miejsca na miejsce. Każdej przeprowadzce towarzyszyły nieszczęśliwe wypadki, z których Evita wychodziła bez szwanku, a ginęli eskortujący ją żołnierze. Oficerowie odpowiedzialni za całą tę operację zapijali się i popadali w szaleństwo.
Czyta się to momentami jak bajkę o żelaznym wilku, ale autor zapewnia, że najbardziej niewiarygodne wydarzenia miały miejsce w rzeczywistości.



