"Duchy wiatru" to już siódma powieść o komisarz Malin Fors z policji w Linköping.
Pewnego ranka jej córka Tove, która zatrudniła się na lato jako opiekunka w domu starców, znajduje zwłoki jednego z pensjonariuszy. Wygląda na to, że mężczyzna powiesił się na kablu od dzwonka przyzywającego pielęgniarkę. Ale dziewczyna i wszyscy, którzy go znali twierdzą, że nie mógł popełnić samobójstwa.
Sekcja zwłok potwierdza, że został zamordowany. Komu mogło zależeć na śmierci starego człowieka? Dzieciom liczącym na spadek? A może właścicielom firmy zarządzającej placówkami opiekuńczymi, którą oskarżał o zaniedbania w listach do gazet?
"Nie zawracajcie sobie głowy Stiegiem Larssonem, Kallentoft jest lepszy" - to zdanie szwedzkiego krytyka pojawia się na okładkach książek Monsa Kallentofta. Ja go nie podzielam. Drażni mnie jego maniera pisarska: monologi ofiar zza grobu, pseudopoetyckie wstawki, dziwaczne metafory. Wychwalana przez kolegów Malin Fors mnie nie zachwyca, a i nikt inny z jej ekipy nie wzbudza szczególnej sympatii. Sama nie wiem, dlaczego mimo wszystko czytam kolejne powieści Kallentofta, co mnie w nich pociąga. Może wolę książki, które irytują niż takie, które nie budzą żadnych emocji...
15.03.2015
11.03.2015
Alan Alexander Milne - "Kubuś Puchatek" i "Chatka Puchatka"
Te książeczki to absolutna klasyka literatury dziecięcej, więc nie będę się o nich rozpisywać. Alan Alexander Milne napisał je dla swojego synka głównym bohaterem czyniąc jego pluszowego misia. Sięgnęłam po "Kubusia Puchatka" dla relaksu, żeby odsapnąć od dorosłych lektur i problemów, po czym z rozpędu przeczytałam "Chatkę Puchatka". Zdecydowanie polecam, bez względu na wiek czytelnika. Oczywiście w przekładzie Ireny Tuwim, najlepiej z oryginalnymi ilustracjami Ernesta H. Sheparda.
9.03.2015
Krzysztof Varga - "Trociny"
Nie czytałam wcześniej nic Krzysztofa Vargi. Po jego książkę sięgnęłam zachęcona wywiadem, którego udzielił Dorocie Wodeckiej w "Polonezie na polu minowym". I notką na okładce, że ta powieść to pamflet na współczesność. Rzeczywiście, można ją tak określić. Narrator - pracownik korporacji w średnim wieku - przejeżdża się równo po całej naszej rzeczywistości. Niemal wszystko budzi w nim odrazę i pogardę: warszawka i prowincja, pociągi Intercity i kultura masowa. Nie oszczędza współpracowników, byłej żony ani swoich rodziców - wszystkich ich ma za kretynów. I w wielu wypadkach nie mogłam odmówić mu racji.
"Trociny" skojarzyły mi się z filmami Marka Koterskiego, z tym, że Adaś Miauczyński był bardziej histeryczny, zaś Piotr Augustyn to zgorzkniały introwertyk. I ogólnie, mniej tu do śmiechu, refleksje są raczej niewesołe, chociaż komizmu też nie brakuje. Natomiast akcji jest na lekarstwo - cała powieść to monolog wewnętrzny bohatera.
"Trociny" skojarzyły mi się z filmami Marka Koterskiego, z tym, że Adaś Miauczyński był bardziej histeryczny, zaś Piotr Augustyn to zgorzkniały introwertyk. I ogólnie, mniej tu do śmiechu, refleksje są raczej niewesołe, chociaż komizmu też nie brakuje. Natomiast akcji jest na lekarstwo - cała powieść to monolog wewnętrzny bohatera.
6.03.2015
Gerald Durrell - "Zapiski ze zwierzyńca"
W ubiegłym roku przeczytałam z pół tuzina książek Geralda Durrella, a teraz znalazłam jeszcze jedną.
Autor od wczesnego dzieciństwa pasjonował się zoologią i dokładnie wiedział, co chce robić w dorosłym życiu: najpierw dostarczać dzikie zwierzęta do ogrodów zoologicznych, a za zarobione pieniądze założyć własne zoo. Pozostał wierny tym marzeniom i udało mu się je spełnić. Zbudował park zoologiczny na wyspie Jersey, który stał się azylem dla zagrożonych gatunków i założył fundację dla ich ochrony.
Wcześniej jednak musiał nabrać doświadczenia w obchodzeniu się z dzikimi zwierzętami. W tym celu tuż po II wojnie światowej zatrudnił się w ogrodzie zoologicznym w Whipsnade. W "Zapiskach ze zwierzyńca" wspomina ten okres swego życia. Książkę, jak wszystkie jego autorstwa, przeczytałam z przyjemnością. Durrell z właściwym sobie poczuciem humoru i darem obserwacji sportretował swoich podopiecznych i współpracowników.
PS. Nie rozumiem, skąd pomysł okładki - akurat o słoniach w książce mowy nie ma.
Autor od wczesnego dzieciństwa pasjonował się zoologią i dokładnie wiedział, co chce robić w dorosłym życiu: najpierw dostarczać dzikie zwierzęta do ogrodów zoologicznych, a za zarobione pieniądze założyć własne zoo. Pozostał wierny tym marzeniom i udało mu się je spełnić. Zbudował park zoologiczny na wyspie Jersey, który stał się azylem dla zagrożonych gatunków i założył fundację dla ich ochrony.
Wcześniej jednak musiał nabrać doświadczenia w obchodzeniu się z dzikimi zwierzętami. W tym celu tuż po II wojnie światowej zatrudnił się w ogrodzie zoologicznym w Whipsnade. W "Zapiskach ze zwierzyńca" wspomina ten okres swego życia. Książkę, jak wszystkie jego autorstwa, przeczytałam z przyjemnością. Durrell z właściwym sobie poczuciem humoru i darem obserwacji sportretował swoich podopiecznych i współpracowników.
PS. Nie rozumiem, skąd pomysł okładki - akurat o słoniach w książce mowy nie ma.
5.03.2015
Miranda Glover - "Arcydzieło"
Skandalizująca malarka i performerka Esther Glass wpada na pomysł, aby wystawić samą siebie na aukcji w Sotheby's. Brzmi szokująco i perwersyjnie? Ale bez obaw: nie chodzi o handel żywym towarem i niewolnictwo. Esther nie tyle się sprzedaje, co wypożycza na tydzień. Każdego dnia będzie się wcielać w jedną z siedmiu kobiet namalowanych przez wielkich mistrzów, a nabywca otrzyma nagrany i zmontowany efekt tych działań. Autorka ustami swojej bohaterki usiłuje przekonać czytelnika o doniosłości artystycznej tego projektu i jego funkcji terapeutycznej. Esther wczuwając się w portretowane kobiety dokonuje jakoby wglądu w siebie i poznaje własną wartość. Dla mnie w tym odgrywaniu ról jest tyle artyzmu, co w przedszkolnym przedstawieniu, ale bez jego świeżości i autentyzmu, za to z kosztownymi rekwizytami.
Po przeczytaniu informacji na okładce miałam nadzieję, że jeśli nawet fabuła i styl nie okażą się porywające, to przynajmniej dowiem się czegoś o tych siedmiu obrazach i modelkach, które do nich pozowały. Miranda Glover specjalizuje się bowiem w historii sztuki i designu i podobno pisuje książki z tej dziedziny. Ale zamiast wnikliwej analizy dzieł i ciekawych informacji o sportretowanych postaciach dostałam garść plotek i banalnych uwag. Cóż, "Arcydzieło" nie jest arcydziełem, tylko czytadłem, na domiar złego pretensjonalnym. A w każdym razie pretensjonalna jest jego bohaterka i uprawiana przez nią sztuka.
Po przeczytaniu informacji na okładce miałam nadzieję, że jeśli nawet fabuła i styl nie okażą się porywające, to przynajmniej dowiem się czegoś o tych siedmiu obrazach i modelkach, które do nich pozowały. Miranda Glover specjalizuje się bowiem w historii sztuki i designu i podobno pisuje książki z tej dziedziny. Ale zamiast wnikliwej analizy dzieł i ciekawych informacji o sportretowanych postaciach dostałam garść plotek i banalnych uwag. Cóż, "Arcydzieło" nie jest arcydziełem, tylko czytadłem, na domiar złego pretensjonalnym. A w każdym razie pretensjonalna jest jego bohaterka i uprawiana przez nią sztuka.
Etykiety:
"Arcydzieło",
Miranda Glover,
powieść obyczajowa,
sztuka współczesna
1.03.2015
Dariusz Kędziora - "Sławni pacjenci w gastroenterologii"
"Sławni pacjenci w gastroenterologii" - ten tytuł mnie zafrapował, więc przeczytałam. Dariusz Kędziora przedstawia 17 wybitnych postaci cierpiących na schorzenia układu pokarmowego, które w większości przypadków były przyczyną ich śmierci. Każdy rozdział opowiada historię życia i choroby jednego sławnego pacjenta. Są to m.in. Aleksander Wielki, JFK, Audrey Hepburn, Beethoven, Jan XXIII, Steve Jobs.
Książkę wydano w twardej oprawie, z ilustracjami i bibliografią. Przy tej staranności niemiłym zgrzytem jest niechlujna korekta (a raczej jej brak) - mnóstwo literówek i błędów.
Książkę wydano w twardej oprawie, z ilustracjami i bibliografią. Przy tej staranności niemiłym zgrzytem jest niechlujna korekta (a raczej jej brak) - mnóstwo literówek i błędów.
27.02.2015
Ian Rankin - "Na krawędzi ciemności"
Inspektor Malcolm Fox z edynburskiego Wydziału Etyki i
Standardów Zawodowych, wraz z dwoma podwładnym, ma zbadać w hrabstwie
Fife czy tamtejsi policjanci nie próbują kryć swojego kolegi Paula Cartera. Został on oskarżony o nadużywanie władzy i molestowanie seksualne kobiet. Doniesienie złożył jego stryj - emerytowany policjant, który nazajutrz po rozmowie z Foxem ginie od strzału w głowę. Oczywiście, głównym podejrzanym jest bratanek.
Jednak Malcolm nie wierzy w jego winę i na przekór przełożonym rozpoczyna własne śledztwo. Tropy prowadzą do szkockich ugrupowań terrorystycznych działających w latach 80'.
Fox nie był moim ulubieńcem, kiedy nękał Rebusa w powieści "Stojąc w cudzym grobie". "Na krawędzi ciemności" pokazuje go z innej strony - jako dociekliwego, uczciwego i odważnego glinę, ludzkiego i całkiem sympatycznego. A Ian Rankin jak zwykle trzyma poziom.
Fox nie był moim ulubieńcem, kiedy nękał Rebusa w powieści "Stojąc w cudzym grobie". "Na krawędzi ciemności" pokazuje go z innej strony - jako dociekliwego, uczciwego i odważnego glinę, ludzkiego i całkiem sympatycznego. A Ian Rankin jak zwykle trzyma poziom.
Etykiety:
"Na krawędzi ciemności",
Ian Rankin,
Malcolm Fox,
powieść kryminalna
23.02.2015
Marcin Wroński - "Haiti"
Szósta część cyklu o komisarzu Maciejewskim.
Latem 1938 roku w Lublinie odbywa się II Krajowa Wystawa Koni Remontowych połączona z wyścigami konnymi. Chłopak stajenny znajduje w boksie klaczy Haiti ciało mężczyzny ze zmasakrowaną twarzą. Nie wiadomo, kim był i co tam robił, gdy koń go kopnął. Tymczasem dokładne oględziny zwłok wykazują, że denat został uduszony: ktoś wepchnął mu do gardła kosztowny medalion.
Po latach, w 1951, los znów styka Maciejewskiego z klaczą Haiti, gdy po wyjściu z więzienia zostaje dozorcą lubelskiego hipodromu.
Za "Haiti" Marcin Wroński został nominowany do Nagrody Literackiej im. Henryka Sienkiewicza. Ta książka spodobała mi się bardziej od kilku jego ostatnich kryminałów, chociaż tchnie smutkiem. A może właśnie dlatego.
Latem 1938 roku w Lublinie odbywa się II Krajowa Wystawa Koni Remontowych połączona z wyścigami konnymi. Chłopak stajenny znajduje w boksie klaczy Haiti ciało mężczyzny ze zmasakrowaną twarzą. Nie wiadomo, kim był i co tam robił, gdy koń go kopnął. Tymczasem dokładne oględziny zwłok wykazują, że denat został uduszony: ktoś wepchnął mu do gardła kosztowny medalion.
Po latach, w 1951, los znów styka Maciejewskiego z klaczą Haiti, gdy po wyjściu z więzienia zostaje dozorcą lubelskiego hipodromu.
Za "Haiti" Marcin Wroński został nominowany do Nagrody Literackiej im. Henryka Sienkiewicza. Ta książka spodobała mi się bardziej od kilku jego ostatnich kryminałów, chociaż tchnie smutkiem. A może właśnie dlatego.
Etykiety:
"Haiti",
komisarz Maciejewski,
Marcin Wroński,
powieść kryminalna
20.02.2015
Laura Restrepo - "Delirio"
Mąż wraca do domu po kilkudniowej podróży i stwierdza, że jego żona zniknęła. Odnajduje ją w luksusowym hotelu i wówczas okazuje się, że Agustina popadła w obłęd. Wcześniej była chwiejna emocjonalnie i nieco dziwna, teraz zupełnie postradała zmysły. Przerażony i bezradny Aguilar usiłuje się dowiedzieć, co ją doprowadziło do takiego stanu. Próbując pomóc żonie uświadamia sobie, jak niewiele wie o kobiecie, którą kocha i z którą żyje od kilku lat.
Akcja powieści toczy się w Kolumbii w latach 80' ubiegłego wieku. Tytuł "Delirio" odnosi się w równej mierze do choroby Agustiny jak i kraju, pogrążonego w zamęcie i przemocy. Jest to też książka o zakłamaniu, tworzeniu iluzji i ignorowaniu faktów.
Rozpisana na cztery głosy, bez podziału na akapity i wyodrębnienia dialogów nie jest z początku łatwą lekturą, ale wciąga. Laura Restrepo otrzymała za nią nagrodę Premio Alfaguara de Novela za rok 2004 przyznawaną corocznie najlepszej powieści hiszpańskojęzycznej. Przewodniczący jury - noblista José Saramago - uznał ją za jedną z największych powieści naszych czasów. Nie mam pewności, czy jest aż tak wybitna - ale dobra.
Akcja powieści toczy się w Kolumbii w latach 80' ubiegłego wieku. Tytuł "Delirio" odnosi się w równej mierze do choroby Agustiny jak i kraju, pogrążonego w zamęcie i przemocy. Jest to też książka o zakłamaniu, tworzeniu iluzji i ignorowaniu faktów.
Rozpisana na cztery głosy, bez podziału na akapity i wyodrębnienia dialogów nie jest z początku łatwą lekturą, ale wciąga. Laura Restrepo otrzymała za nią nagrodę Premio Alfaguara de Novela za rok 2004 przyznawaną corocznie najlepszej powieści hiszpańskojęzycznej. Przewodniczący jury - noblista José Saramago - uznał ją za jedną z największych powieści naszych czasów. Nie mam pewności, czy jest aż tak wybitna - ale dobra.
18.02.2015
Reginald Hill - "Ścięte głowy"
Siódma powieść z wielotomowej serii Reginalda Hilla o podinspektorze Dalzielu i komisarzu Pascoe. BBC nakręciła na ich podstawie serial, ale nie przypominam sobie, żeby go w Polsce nadawano, a i książek ukazały się tylko cztery tytuły
Na policję zgłasza się miejscowy przedsiębiorca, który podejrzewa swojego pracownika, że zabił dwóch swoich przełożonych, aby objąć ich stanowiska. Po czym szybko wycofuje swoje oskarżenia. Jednak w międzyczasie komisarz Pascoe zdążył przyjrzeć się sprawie i stwierdził, że droga życiowa Patricka Aldermanna rzeczywiście usłana jest trupami. Zgony te uznano za naturalne lub wynikłe z nieszczęśliwych wypadków, ale wszystkie przyniosły mu korzyści. Czy to tylko zbieg okoliczności, czy też księgowy jest wyjątkowo sprytnym zbrodniarzem?
"Ścięte głowy" to kryminał przewrotny i bardzo angielski: specyficzny humor, postacie i sielska sceneria Yorkshire. Główny podejrzany jest zapalonym ogrodnikiem, a tytuły rozdziałów to nazwy odmian róż, odnoszące się do ich treści.
Na policję zgłasza się miejscowy przedsiębiorca, który podejrzewa swojego pracownika, że zabił dwóch swoich przełożonych, aby objąć ich stanowiska. Po czym szybko wycofuje swoje oskarżenia. Jednak w międzyczasie komisarz Pascoe zdążył przyjrzeć się sprawie i stwierdził, że droga życiowa Patricka Aldermanna rzeczywiście usłana jest trupami. Zgony te uznano za naturalne lub wynikłe z nieszczęśliwych wypadków, ale wszystkie przyniosły mu korzyści. Czy to tylko zbieg okoliczności, czy też księgowy jest wyjątkowo sprytnym zbrodniarzem?
"Ścięte głowy" to kryminał przewrotny i bardzo angielski: specyficzny humor, postacie i sielska sceneria Yorkshire. Główny podejrzany jest zapalonym ogrodnikiem, a tytuły rozdziałów to nazwy odmian róż, odnoszące się do ich treści.
Etykiety:
"Ścięte głowy",
Dalziel&Pascoe,
powieść kryminalna,
Reginald Hill
Subskrybuj:
Posty (Atom)












