Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Douglas Adams, posortowane według daty. Sortuj według trafności Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Douglas Adams, posortowane według daty. Sortuj według trafności Pokaż wszystkie posty

8.09.2008

Douglas Adams: "W zasadzie niegroźna"


"W zasadzie niegroźna" to ostatni już tom "trylogii w pięciu częściach" Douglasa Adamsa. Tytuł książki to jedyne, co pozostało na temat Ziemi w kolejnej edycji przewodnika "Autostopem przez Galaktykę" po opracowaniu przez redaktorów wydawnictwa materiałów, które Ford Perfect zbierał przez 15 lat. Cały cykl, jak i poszczególne jego części, ma luźną strukturę: fabuła rozpada się na szereg historyjek i epizodów gęsto przeplatanych dygresjami. Chwilami można się w tym pogubić i nabrać przekonania, że jest to po prostu totalna zgrywa ze wszystkiego, a autor mnożąc kolejne, coraz bardziej absurdalne pomysły, zdążył zapomnieć, o czym pisał w poprzednich tomach. Na koniec okazuje się jednak, że poszczególne wątki w logiczny sposób łączą się ze sobą, a fabuła, zatoczywszy wielkie koło, wraca do punktu wyjścia. W kulminacyjnej scenie nareszcie ujawnia się sens enigmatycznej odpowiedzi na pytanie o Życie, Wszechświat i Całą Resztę...
"W zasadzie niegroźna", tak jak i poprzednie części cyklu, zawiera wiele dowcipnych, często zjadliwych, ale celnych obserwacji, m.in. na temat wielkich korporacji, telewizji, pędu do kariery, postępu technicznego. Świetny jest opis awarii statku kosmicznego, w którym każdy użytkownik komputera może bez trudu rozpoznać własne problemy i frustracje związane z posługiwaniem się oprogramowaniem Microsoftu (te idiotyczne komunikaty o błędach!). Tekst jest za długi, żeby go przytaczać, zacytuję więc krótki fragment również odnoszący się do zaawansowanej technologii i zweryfikowany doświadczeniem:
Główna różnica między tym, co może się zepsuć, a tym, co nie może się w żaden sposób zepsuć polega na tym, że jeśli zepsuje się to, co nie może się w żaden sposób zepsuć, zwykle okazuje się, że nie można tego ani zdemontować, ani naprawić.

23.07.2008

Douglas Adams: "Cześć, i dzięki za ryby"


Kolejna, czwarta już część "trylogii w 5 tomach" zapoczątkowanej "Autostopem przez galaktykę". Po poprzedniej, bardzo chaotycznej ta jest o dziwo spójna i uporządkowana, ogranicza się w zasadzie do jednego wątku. Rozstajemy się na dobre z Zaphodem i Trillian, Ford Prefect włącza się do akcji tylko w kilku decydujących momentach, a depresyjny robot Marvin pojawia się dopiero na samym końcu. Zaś główny bohater powraca na Ziemię. Jak to możliwe, skoro przed 8 laty zmieciono ją z powierzchni wszechświata, aby zrobić miejsce dla nowej trasy transgalaktycznej? Czy to aby na pewno ta sama planeta, czy może jej replika? A może atak przypuszczony przez statki kosmiczne Vogonów był zbiorową halucynacją wywołaną przez CIA? Tak sądzi większość ludzi oprócz Artura, pewnej dziewczyny imieniem Fenchurch i uczonego - badacza delfinów, który ponoć zwariował. Niepokojem napawa ich tajemnicze zniknięcie tych ssaków. "Cześć, i dzięki za ryby" to ich pożegnalne przesłanie dla ludzkości.
Jak w poprzednich częściach, tak i w tej Adams zawarł dużo absurdalnego humoru, ale i celnych spostrzeżeń. Oto próbka:

Późnym wieczorem pojechali na Mulholland Drive między wzgórzami Hollywoodu. Zatrzymali się, by podziwiać olśniewające morze migoczących świateł, jakim jest Los Angeles, potem zatrzymali się jeszcze raz, by podziwiać olśniewjące morze migoczących świateł, jakim jest Dolina San Fernando. Byli zgodni co do tego, że o ile olśnione są ich oczy, to olśniona nie czuje się żadna inna część ciała, przedstawienie ich nie wzrusza i są rozczarowani. Same w sobie oba dramatyczne morza światła były znakomite, ale światło jest po to, by coś oświetlać, kiedy zaś przejechali przez to, co owe dramatyczne morza świateł oświetlały, nie wiedzieli, czym się zachwycać.

19.06.2008

Douglas Adams: "Życie, wszechświat i cała reszta"


"Życie, wszechświat i cała reszta" to kontynuacja humorystycznego cyklu S-F Douglasa Adamsa. Niestety, książka jest słabsza od dwóch poprzednich - chaotyczna fabuła sprawia wrażenie zlepionej do kupy z dość przypadkowo dobranych epizodów. Absurdalność niektórych pomysłów jest tak daleko posunięta, że każe się zastanawiać, jakie substancje zażywał autor podczas pisania tej powieści. Nie wiem, czy to chwilowy spadek formy, czy też ta formuła już się wyczerpała - przeczytam kolejną część, żeby się przekonać.
Tak czy owak, spodobał mi się wątek o mieszkańcach planety Krikkit, którzy nagle dowiedzieli się, że oprócz ich świata jest coś jeszcze. Nie umieli sobie poradzić z ideą istnienia wszechświata zupełnie nie przystającą do ich koncepcji, więc postanowili go zniszczyć. Przy tej okazji Adams formułuje trafną acz pesymistyczną opinię na temat szans powodzenia w walce z fanatykami:
"Nie jesteśmy niczym fanatycznie opętani, rozumiecie! [...] I to rozstrzyga o wszystkim, nie możemy wygrać z fanatyzmem. Im zależy, nam nie. Muszą zwyciężyć."
Oby nie okazał się porokiem!

13.04.2008

Douglas Adams: "Restauracja na końcu wszechświata"


Dalszy ciąg przygód bohaterów "Autostopem przez galaktykę": brutalnie pozbawionego domu i ojczystej planety Artura Denta, jego rodaczki Trillian, kosmitów Forda Prefecta i eks-prezydenta Rządu Galaktycznego Zaphoda Beeblebroxa oraz Marvina - robota, który cierpi na depresję i uprzykrza życie sobie i innym. Oto, jak udało mu się (niechcący) unieszkodliwić wroga:
- Strasznie się nudziłem i byłem okropnie załamany, tak więc podszedłem do niego i podłączyłem się do zewnętrznej końcówki komputera. Przedstawiłem mu nieco szerzej swe poglądy na wszechświat.
- I co?
- Popełnił samobójstwo - powiedział Marvin oschle i poczłapał do "Serca ze Złota".
Całe towarzystwo udaje się skradzionym statkiem kosmicznym do restauracji na końcu wszechświata, aby się nieco posilić po dramatycznych przeżyciach.
"Restauracja na końcu wszechświata" jest równie zabawna, jak pierwsza powieść Adamsa. Autor kpi sobie ze wszystkiego i ze wszystkich: biurokratów, żołdaków, prawników, psychiatrów, gwiazd rocka i speców od marketingu. Wyjaśnia, dlaczego największym problemem związanym z podróżowaniem w czasie jest gramatyka. Wysuwa nieortodoksyjną hipotezę odnośnie powstania Ziemi i ludzkiego gatunku. I ponownie stawia wielkie pytanie o życie, wszechświat i całą resztę.

9.04.2008

Douglas Adams: "Autostopem przez galaktykę"


Artur Dent budzi się pewnego ranka i dostrzega przez okno buldożer wraz z ekipą robotników, którzy zabierają się do wyburzania jego domu, bo wedle planów zagospodarowania przestrzennego ma tędy przebiegać autostrada. Na nic się zdają jego protesty - termin odwołania od decyzji minął:
- Plany były wywieszone...
- Wywieszone? By je znaleźć, musiałem zejść do piwnicy!
- Tam jest dział informacji.
- Potrzebowałem latarki.
- No, może światło było zepsute.
- Schody też.
- Znalazł pan jednak ogłoszenie, nie?
- Znalazłem. Tak, znalazłem - stwierdził Artur. - Było wywieszone na dole zamkniętej szafy na akta, stojącej w nieużywnym klozecie, na drzwiach którego napis ostrzegał: UWAGA ZŁY LEOPARD!

Ale najgorsze ma dopiero nadejść: Artur dowiaduje się, że Ziemia zostanie lada moment unicestwiona, aby zrobić miejsce dla hiperprzestrzennej trasy szybkiego ruchu. I znów okazuje się, że plany były do wglądu, ale nikt nie zgłaszał żadnych uwag:
Co to ma znaczyć, że nigdy nie byliście na Rigil Centaurus? Do pioruna, Ziemianie, to tylko cztery lata świetlne stąd, ale jeśli nie obchodzą was własne regionalne interesy, to naprawdę wasza sprawa.

Artura w ostatniej chwili ratuje przyjaciel nazwiskiem Ford Prefect, który ku jego zdumieniu okazuje się być kosmitą. Przybył na Ziemię, aby zebrać materiał do najnowszego wydania przewodnika "Autostopem przez galaktykę" i ugrzązł w tym zapadłym kącie Wszechświata na 15 lat. Ford łapie okazję i obaj wyruszają w podróż kosmiczną statkiem najeźdźców.
"Autostopem przez galaktykę" powstało na motywach słuchowiska radiowego Douglasa Adamsa, które cieszyło się taką popularnością, że wydano je na płytach, powstał serial telewizyjny pod tym samym tytułem, a w 2005 r. - film. Powieść rozrosła się do rozmiarów "trylogii w pięciu częściach" i uchodzi za dzieło kultowe, nie tylko wśród fanów science-fiction. Mnie bardzo przypadły do gustu niesamowite pomysły autora i jego absurdalny humor, nasuwający chwilami skojarzenia z Lemem, Vonnegutem i Monthy Pythonem. Książka bardzo śmieszna, a przy tym inteligentna.