„Straszne historie o otyłości i pożądaniu” - ten tytuł i rysunek na okładce zaciekawiły mnie, ale i wprowadziły w błąd. Spodziewałam się opowiastek w tonie prześmiewczym o paniach walczących z nadwagą, czegoś pomiędzy Bridget Jones i Chmielewską. A przeczytałam interesującą, współczesną powieść, której tematyka wcale nie ogranicza się do wyżej wymienionych kwestii. Owszem, jest w niej mowa o przyczynach zaburzeń w odżywianiu, o społecznej presji, która nakazuje zachować szczupłą sylwetkę i młodzieńczy wygląd bez względu na wiek. Ale też o mężczyznach stawiających kobietom wymagania, z jakich sami czują się zwolnieni i o kobietach, które potulnie poddają się temu dyktatowi byle tylko zyskać akceptację. O potrzebie uczuć i nieumiejętności porozumiewania się z najbliższymi, zdawałoby się, osobami. O samotności w pojedynkę i we dwoje. I o jeszcze paru rzeczach.
Cienka książeczka, a treściwa.
Dwie kobiety zakwaterowane we wspólnym pokoju na wczasach odchudzających różnią się od siebie jak dzień od nocy: wiekiem, charakterem, doświadczeniem życiowym, stosunkiem do świata i własnej osoby. Nawet powody, dla których się tu znalazły, są odmienne. Nic dziwnego, że nie darzą się nawzajem sympatią, a ledwie tolerują. Nietrudno zgadnąć, że w końcu dojdą do porozumienia, ale nie przyjdzie im to łatwo ani bezboleśnie.
Mimo to, książka mnie zaskoczyła i to nie raz: a to nieprzewidzianym zwrotem akcji, a to ujawnieniem nowych informacji, które zmusiły mnie do zmiany wcześniej powziętej opinii o bohaterkach, to znów jakimś zdaniem, które uderzyło mnie trafnością, skłoniło do myślenia albo po prostu mi się spodobało. Tak jak te:
Jaka jest cena za utrzymanie małżeństwa? Jak bardzo trzeba zapomnieć o sobie, żeby z kimś być?
To okropne, mieć już tyle lat, a wciąż nie umieć żyć.
To sfrustrowana Baśka. A to Janina, gdy uświadomiła sobie, że od jej decyzji może zależeć cudze życie:
Nie czuła się jednak na siłach być Bogiem. Może sprawy się same rozwiążą.
Czy Bóg też czasem tak myśli?
Narracja na przemian przedstawia punkt widzenia obu bohaterek. Anna Fryczkowska w swojej debiutanckiej powieści bezceremonialnie traktuje sprawy związane z cielesnością: seksem, chorobą, starością, śmiercią. Opisy są bardzo zmysłowe - chwilami drastyczne, gdy mowa o defektach urody i odstręczających woniach, to znów apetyczne - jak w przypadku frykasów, które wodzą na pokuszenie Baśkę i Janinę.
I choć nie przepadam za tzw. literaturą kobiecą, to "Straszne historie..." mogę z czystym sumieniem polecić wszystkim czytelniczkom, nawet jeśli nie dotyczą ich kłopoty z nadwagą ani problemy małżeńskie. Mężczyznom też ta lektura nie zaszkodzi, a kto wie, czy nie pomoże.