
Powieść w formie dziennika głównej bohaterki - trzydziestoparoletniej dziennikarki szczecińskiej telewizji. Wika dowiaduje się, że jest w ciąży i ma problem - nie wie, z kim, jako że w rachubę wchodzi dwóch panów. Na szczęście, jeden z nich szybciutko zostaje wyeliminowany jako ewentualny przyszły tatuś, za to na horyzoncie pojawia się trzeci mężczyzna, najlepiej rokujący w roli amanta. Od tej chwili wszystko jest już doskonale przewidywalne aż po obowiązkowy happy end.
Pełny tytuł książki Moniki Szwai brzmi: "Zapiski stanu poważnego. Powieść dla kobiet. Oraz płci pozostałych." I już wiadomo, że to lektura lekka, żadnych psychologicznych komplikacji ani poważnych problemów egzystencjalnych czytelnik tu nie uświadczy. Postaci są nakreślone grubą kreską, a fabuła nie odbiega od schematu właściwego romansom. Najciekawsze są fragmenty ukazujące pracę w telewizji od kuchni.
Przyznam się, że książka nawet mnie wciągnęła, ale po jej zakończeniu nie pozostały mi w głowie żadne refleksje. Utwierdziłam się w przekonaniu, że tzw. literatura kobieca to gatunek nie dla mnie.


