26.06.2008

Robert McLiam Wilson: "Zaułek łgarza"


Bohater, a zarazem narrator debiutanckiej powieści Roberta McLiama Wilsona (chyba w pewnej mierze autobiograficznej) tak mówi o sobie:
Mam dwadzieścia jeden lat, nazywam się Ripley Bogle, a zajmuję się głodowaniem, marznięciem i histerycznym łkaniem.
Mam w sobie krew irlandzką i walijską. Wybaczcie mą być może brutalną szczerość, kiedy powiem, że w tym momencie mam przesrane. Nigdy nie mogłem się zdecydować, kogo nienawidzę bardziej: Irlandczyków czy Walijczyków (choć Walijczycy zwykle wygrywają o pół łba).
A dalej dodaje:
Dla mnie historia jakby się zatrzymała. Na moje własne życzenie. Wysiadłem z jej wózka i wymościłem sobie leże porażką i upadkiem. Skapitulowałem przed światem, wymknąłem mu się tak cicho i dyskretnie, jak tylko zdołałem. Teraz jestem tu i cieszę się z tego. Od roku nie zagrzałem miejsca pod żadnym dachem. Straszne, co? Moje mięśnie i ścięgna rozpadają się z przemęczenia. Wychłodzone ciało przybiera szary odcień. Jestem czymś więcej niż tylko bezdomnym. Jestem klaustrofobikiem, pustelnikiem, prorokiem, straceńcem, zerem! Jestem symbolem epoki.
I bardzo dobrze czuję się w tej roli.
Kiedyś mogłem nazwać się kimś. Byłem wychwalanym, pieszczonym, fetowanym mądralą. Teraz jestem nikim, nikt mnie nie zna i już ledwie istnieję. Popadłem w cielesność, rozmywam się wśród rzeczywistości. Jestem przedwczorajszy.

Przez cztery dni towarzyszymy wędrówkom Ripleya po Londynie, oglądamy miasto oczami kloszarda i poznajemy historię jego życia. Dowiadujemy się, jak wyglądało dorastanie w ogarniętym przemocą Belfaście chłopaka z ubogiej, katolickiej rodziny, jak na przekór okolicznościom dostał się na prestiżowe studia w Cambridge, dlaczego zmarnował swoją szansę i ostatecznie wylądował na ulicy.
"Zaułek łgarza" nie od razu wzbudził mój zachwyt - tematyka powieści niezbyt mnie pociągała. Ale z każdą kolejną stroną rósł mój podziw dla talentu autora: jak on potrafi opowiadać! Ile refleksji, odczuć i emocji zawarł w tej książce! Styl i język, jakim się posługuje, jest bardzo urozmaicony, od wzniosłego, niekiedy kwiecistego po potoczny, a nawet dosadny. Tragizm i groza nieustannie się przeplatają z komedią, sarkazm z liryką i sentymentalizmem, sceny realistyczne z tchnącymi absurdem. Wilson pokazuje, że można tworzyć wartościową literaturę, nowoczesną w formie, a przy tym przystępną i atrakcyjną dla czytelnika. Nie mogę się oprzeć pokusie zamieszczenia jeszcze jednego cytatu:
Tatuś był ucieleśnieniem szacowności. Nie pamiętam dokładnie, jakie zajmował stanowisko - króla Anglii, Boga wszechmogącego lub kogoś w tym rodzaju - dość, że był zabójczo wielkopański.
A na koniec Wilson zupełnie mnie zaskoczył. Chociaż mając na uwadze polski tytuł powieści nastawiona byłam na jakąś niespdziankę, takiego zwrotu akcji nie przewidziałam.
Świetna powieść, jedna z najlepszych, jakie zdarzyło mi się czytać. Gorąco polecam, ale ostrzegam, że "Zaułek łgarza" zawiera dużą dawkę okrucieństwa i dla osób bardzo wrażliwych może się okazać zbyt drastyczny.

6 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Ja właśnie czytam "Ulice marzycieli" i jestem zachwycona talentem pisarskim. Uważam,że pisarz może stać się klasykiem litertury.

Bruixa pisze...

Witam!
Szkoda, że się nie ujawniasz, bo widzę, że w "tym temacie" się zgadzamy :) Ja po "Zaułku łgarza" miałam chęć na więcej Wilsona, ale w bibliotece nie znalazłam, ani w księgarniach nie wypatrzyłam :(

Monika pisze...

Witam,

Skoro juz wpadlam na Twoje forum to czytam sobie wiele postow i ten szczegolnie mi sie spodobal.

Znajde ksiazke w oryginale i chetnie przeczytam! Dzieki!

Pozdrawiam
Monika

Bruixa pisze...

Moniko, naprawdę warto!

Piotr pisze...

przeczytałem 2 lata temu zaułek , potem ulice, ale autopsja to coś najlepszego. totalnie mnie rozwaliło. czekam na ekstremistów. dostojewski gdyby żył mógłby podac rękę wilsonowi

Bruixa pisze...

Cześć Piotrze :)
Chciałabym przeczytać "Autopsję", ale nigdzie na nią nie natrafiłam. A słyszałam, że bardzo dobra, a przy tym odmienna od "Ulicy..." i "Zaułku...".