
Kurt Wallander zastrzelił ściganego przestępcę i ciężko to przeżywa - od ponad roku przebywa na zwolnieniu lekarskim. Cierpi na przewlekłą depresję, popada w ciągi alkoholowe, izoluje się od ludzi. Odnajduje go zaprzyjaźniony adwokat i prosi o pomoc. Jego ojciec, również prawnik, zginął w wypadku samochodowym wracając od klienta. Syn podejrzewa, że w istocie było to morderstwo, a wypadek został upozorowany. Wallander nie czuje się na siłach mu pomóc; postanawia odejść z policji. Kilka dni później dowiaduje się, że adwokat został zastrzelony we własnej kancelarii. Komisarz zmienia decyzję - wraca do pracy i włącza się do śledztwa.
"Mężczyzna, który się uśmiechał", jak i inne powieści Mankella, łączy ciekawą, sensacyjną fabułę z wnikliwą analizą psychologiczną postaci i refleksją na temat społeczeństwa. Jego obserwacje i wnioski, choć dotyczą Szwecji, mają wartość uniwersalną. Mankell bardzo realistycznie opisuje zarówno stany emocjonalne Wallandera, jak i ponurą skandynawską jesień. Tym bardziej zaskakujące jest zakończenie książki, gdy komisarz przeprowadza akcję w stylu Bruce'a Willisa ze "Szklanej pułapki" Ileśtam. Zastanawiam się, czy pisarz nie podkpiwa sobie nieco z swojego bohatera, który nie jest żadnym herosem, a czasami bywa nawet niezdarą. A może ze spragnionych mocnych wrażeń czytelników...