
Tytułowa "Zapłata" sprawia wrażenie scenariusza do taniego filmu akcji i to napisanego na chybcika. Została zresztą zekranizowana, tyle, że pół wieku później (tu informacje o filmie Johna Woo, jeśli ktoś ciekaw).
W "Przedludziach" Dick stawia znak równości między aborcją a morderstwem, co uważam za nadużycie. Opowiadanie zionie mizoginizmem, sportretowana w nim matka to już nawet nie karykatura człowieka, a jakiś cyborg wyzbyty wszelkich uczuć. Za to ojciec jest cacy, tylko, nie wiedzieć czemu, zupełnie bezradny wobec potwora, którego sobie wziął za żonę.
Motywem przewodnim większości opowiadań jest bezsilność jednostki podlegającej nieustannej presji społecznej, uciskanej przez aparat państwowy i wielkie korporacje, całkowicie zależnej od zaawansowanej technologii i sztucznej inteligencji albo zdanej na łaskę kosmitów. Temat stale obecny w twórczości Dicka, ale to, co w powieściach można wyczytać między wierszami, tu jest podane wprost, wręcz łopatologicznie. Zabrakło mi też tego halucynacyjno-schizofrenicznego klimatu, choć w kilku opowiadaniach pojawiają się zawirowania rzeczywistości i niepewność, co jest prawdą, a co złudzeniem. Po autorze "Ubika" i "Człowieka z wysokiego zamku" spodziewałam się znacznie więcej.