
Sir Terence, który porusza w swojej twórczości rozmaite przejawy życia społecznego i kultury, zarówno wysokiej jak i masowej, tym razem zajął się sportem, a ściśle mówiąc - futbolem. Oto pewien bogaty darczyńca zapisał pokaźną sumę na rzecz Niewidocznego Uniwersytetu. Legat obwarowany jest jednym warunkiem: reprezentacja uczelni musi rozegrać mecz piłki nożnej. A jest to gra bardzo brutalna i udział w niej grozi śmiercią lub kalectwem; ulubiona rozrywka uliczników, zupełnie niestosowna dla szacownych akademików. Jednak rezygnacja z hojnego wsparcia oznaczałaby konieczność ostrych cięć budżetowych, a do tego magowie nie chcą dopuścić. Toteż mecz się odbędzie, ale przy okazji nastąpią zmiany w regułach gry - do tej pory w zasadzie pozbawionej reguł.
W "Niewidocznych Akademikach" spotykamy starych znajomych - magów i strażników miejskich, ale na pierwszym planie są nowe postacie - szeregowi pracownicy uczelni, rzec można personel pomocniczy i techniczny. Ponadto w kosmopolitycznym Ankh Morpork, zamieszkałym przez ludzi, krasnoludy, trolle, wampiry, wilkołaki i inne rasy pojawia się przedstawiciel jeszcze jednego, budzącego grozę gatunku. Poza głównym, sportowym wątkiem wkraczamy też w świat mody wraz z przyjaciółką jednego z bohaterów. Dziewczyna rozpoczyna karierę na wybiegu prezentując wytworne kolczugi dla krasnoludek, nad którymi znacznie góruje wzrostem (skąd my to znamy?).
"Niewidocznych Akademików" nie zaliczę do najlepszych ani najśmieszniejszych książek ze Świata Dysku, a i tak przeczytałam ją z przyjemnością, jak i poprzednie tomy. Każda powieść z tej serii to gwarancja inteligentnej rozrywki, a żeby się o tym przekonać wystarczy przezwyciężyć uprzedzenia do fantasy.