... odkąd dołączyłam do blogosfery. 2 grudnia 2006 r. napisałam pierwszego posta o "Kodzie Leonarda da Vinci" i odtąd pisuję o książkach, które przeczytałam, z mniejszą lub większą częstotliwością. Ta nieregularność bierze się z różnych przyczyn, najczęściej z braku czasu lub chęci. Kilkakrotnie dopadał mnie kryzys w postaci całkowitej niemocy twórczej (a raczej tfurczej), awersji do pisania i poczucia bezsensu tego przedsięwzięcia. Nie miała baba kłopotu, to se bloga założyła... No, bo skoro już zaczęłam się w to bawić, to wypadałoby kontynuować. I powstaje pewnego rodzaju zobowiązanie, wobec osób, które tu zaglądają i wobec samej siebie. Czuję się winna, kiedy zaniedbuję "swoje obowiązki", lista przeczytanych książek się wydłuża, a postów nie przybywa, bo okienko edycji bloggera straszy i przyprawia o paraliż umysłowy. I po co mi to było?
Zaczęłam marudzić niestosownie do rocznicowej okazji, a przecież wypada uznać za sukces, że wykazałam jaką taką wytrwałość i blog do dziś przetrwał. Dzięki niemu poznałam innych moli książkowych, dorobiłam się grona czytelników i komentatorów. Nie jest to grupa pokaźna, ale nie o liczby tu chodzi, lecz o nawiązanie dialogu, poczucie, że nie pisze się w próżnię. Wdzięczna jestem za wszystkie komentarze, motywują mnie do dalszej pisaniny.
Zamierzałam zrobić podsumowanie tego, co przez ten czas przeczytałam i o czym pisałam, ale dziś już sobie daruję. Odłożę ten bilans na koniec roku. Albo do następnej rocznicy ;)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rocznica. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rocznica. Pokaż wszystkie posty
2.12.2008
Subskrybuj:
Posty (Atom)
