Akcja powieści Péreza-Reverte toczy się w Madrycie w 1868 roku. Są to burzliwe czasy w historii Hiszpanii: częste zmiany rządów, dworskie intrygi, bunty w szeregach wojska, spiski mające na celu obalenie monarchii, a przynajmniej usunięcie z tronu Izabeli II. Don Jaime Astarloa, tytułowy "Fechtmistrz", nie angażuje się po żadnej stronie. Nie interesuje go polityka, ignoruje plotki, żyje według własnych reguł z dala od zgiełku współczesnego świata. Jest reliktem minionej epoki - mistrzem szermierki, którą traktuje nie jak użyteczną umiejętność czy sport, ale swoisty rytuał ściśle złączony z kodeksem honorowym. Utrzymuje się z lekcji fechtunku udzielanych kilku bogatym klientom. Ponadto pracuje nad traktatem o sztuce szermierczej. Żyje skromnie, ma niewielu przyjaciół - ludzi podobnie jak on ubogich i samotnych, z którymi spotyka się przy kawie w ulubionej kawiarni. Ale nie ma godnego siebie następcy... I nagle w jego uporządkowane życie wtargnie piękna kobieta, a zaraz potem zbrodnia, zdrada i polityczna intryga.
Nareszcie powieść "jak Pan Bóg przykazał": tradycyjna w formie, bez udziwnień, eksperymentów formalnych, gier w ciuciubabkę z czytelnikiem, fajerwerków erudycji i innych postmodernistycznych ozdobników. Za to dobrze skomponowana, harmonijnie łącząca cechy dwóch gatunków: powieści kryminalnej i przygodowej, w stylu Aleksandra Dumasa. Z pozytywnym bohaterem, który jest wiarygodny mimo swoich anachronicznych cnót i wzruszającej wręcz naiwności.(A tak po prawdzie, czyż Don Kichot nie był anachronizmem w swojej epoce? Ludzie kryształowo uczciwi i ceniący honor ponad mamonę zawsze stanowili znikomą mniejszość.)
Narracja początkowo toczy się powoli, zgodnie z rytmem życia don Jaimego; w miarę rozwoju wydarzeń tempo akcji przyśpiesza.
"Fechtmistrz" spodobał mi się bardziej od współczesnej, nieco przegadanej "Królowej Południa": jest o połowę cieńszy i bardziej jednorodny w swojej prostocie. Przyjemności czytania nie zepsuła mi nawet przewidywalność rozwoju wydarzeń. Fakt, że brakuje tu elementu zaskoczenia - od początku wiadomo, że w finale musi dojść do pojedynku. Nie zdradzę więc żadnej tajemnicy, jeśli dodam, że don Jaime walcząc o życie odnajdzie wreszcie swojego Graala - mistrzowskie pchnięcie nie do odparcia.
